Jan 24.04.2019 00:01

Ja wiem, że już zadałem pytanie w tej kwestii, a odpowiadający może czuć się dziwnie, będąc tak świdrowanym, lecz mnie cały czas męczy zagwostka, dlaczego świadome i dobrowolne słowne znieważenie Ducha Świętego (w moim przypadku z lekceważenia wyzwałem go raz od demona, czego w żadnym wypadku już nie utrzymuję) nie jest grzechem niewybaczalnym. W tym pytaniu już bardziej skupię się na powodzie moich obaw, w nadziei ostatecznego rozwiania moich obaw, które mimo wszystko wracają. Całkiem niedawno przeczytałem w jakiejś angielskiej "Encyklopedii Katolickiej", że wg. św. Tomasza z Akwinu (wnioskuję, że jest to na podstawie "Sumy Teologicznej" tom 15) rozumiano i można rozumieć bluźnierstwo przeciw Duchowi Świętemu na 3 sposoby. Wśród nich jest właśnie obrażanie Ducha Świętego (lub wszystkich 3 osób w Trójcy naraz) dosłownie, niepokuta i każdy grzech, przy którym występuje się przeciwko cnotom dawanym przez Ducha Świętego. Wspomniał on, o tym, że w pierwszym i trzecim przypadku chodzi o złośliwość (która w sumie w momencie popelniania grzechu, o którym wspomniałem wystąpiła). Nie wiem, jak to się ma z drugiej strony do nauki św. Jana Pawła II w encyklice (obowiązuje wszak dogmat nieomylności papieskiej związanej z nauką ex cathedra), gdzie napisał, że bluźnierstwo to nie polega na słownym znieważeniu Ducha Świętego; polega ono natomiast na odrzuceniu zbawienia.
Rzecz jasna dziękuję za poprzednią odpowiedź.
Bóg zapłać.
Link do tej encyklopedii (o bluźnierstwie jest pod koniec): http://www.newadvent.org/cathen/07409a.htm

Odpowiedź:

Tak, ten grzech polega na odrzuceniu zbawienia, na zatwardziałości w grzechu. To jest największe i najgorsze bluźnierstwo wobec Ducha Świętego. Nie jakieś słowa, po których człowiek kruszeje...

J.