Monika 17.04.2017 23:03

"Nie ma jednak obowiązku pomagania, gdy sprawia ono, że wpadamy w sytuację podobna albo i gorsza od tego, komu udzielamy pomocy." Intuicyjnie czuję, że to słuszne. Sama jestem w sytuacji bycia wykorzystywaną. Intuicja wydaje się być jednak sprzeczna z nauczaniem Kościoła, który przecież chwali tych, którzy poświęcili własne dobro dla dobra innych, i znaleźli się w sytuacji nawet gorszej niż ci, którym pomagali. Choćby św. Maksymilian Kolbe. Skoro on oddał nawet swoje życie dla dobra bliźniego, to czy nie jest tak, że Bóg wymaga od nas, byśmy oddali wszystko? Jeśli poświęcimy się pomocy sąsiadce, by miała lepsze oceny, zaniedbując swoje plany (czy to obowiązki, czy np. rezygnując z urlopu), czy właśnie to nie będzie postawa naśladująca św.Maksymiliana? A jeśli nie usłyszymy za to nawet słowa "dziękuję", czy nie będzie to świadczyło o naszej bezinteresowności?

Z jednej strony wizja, w której zaniedbuję siebie po to, by ktoś miał lepiej (w sprawach dość drugorzędnych, typu lepsze oceny) i nawet nie słyszę słowa "dziękuję" wydaje się bardzo niesprawiedliwa. Z drugiej strony, czy nie jest to postawa, której oczekuje Bóg? To zaparcie się samego siebie, pomoc bliźniemu, bezinteresowność.

Odpowiedź:

Możesz oczywiście pójść tą drogą. Zawsze być na zawołanie innych, zawsze być gotową do służby. Ale to heroizm. Nie ma takiego obowiązku....

Wydaje mi się, że trzeba tu zwrócić uwagę na jeszcze jedno: wielkość potrzeb bliźniego  i cena, jaką Ty musisz zapłacić. Bywa tak, że bez naszej pomocy człowiek sobie nie poradzi. Jeśli chodzi o coś bardzo ważnego wtedy wręcz obowiązkiem jest pomóc. Ot, opieka nad obłożnie chorym. Ale bywa i tak, że ktoś oczekuje pomocy, bo tak mu wygodniej. Bo sam jest leniwy albo po prostu lubi, jak koło niego skaczą. Wydaje mi się, że w takim wypadku poświęcać się dla tych osób nie należy. 

Pewnie zresztą sama to widzisz. Bywają różne ludzkie potrzeby i różni ludzie....

J.