Gość 25.06.2016 10:39

Jak zinterpretować słowa skierowane do Hiacynty (Fatima):
„Przyjdą takie mody, które naszego Zbawiciela będą obrażać." „Kościół nie zna mód. Osoby, które chcą służyć Bogu, nie mogą uganiać się za modą. W niebie moda ani zwyczaje się nie zmieniają, bo Bóg jest też niezmienny".
Jak interpretować te słowa? Czy są prawdziwe (cytat z internetu) Czy odnoszą się do mody w sensie "ubraniowym"?
Czy to jak ubieramy się w XXIw. jest obrazą Boga? Nie chodzi mi o skrajnie rażące i oczywiste przypadki gdy ubiór jest zły, ale o codzienne stroje np. w okresie letnim (krótkie spodenki, stroje kąpielowe). To znaczy, że mamy ubierać się jak na początku XX wieku kiedy według tych słów te mody jeszcze nie "przyszły"?

Nie chce żyć ze świadomością, że moim ubiorem obrażam Pana Boga. A ubieram się normalnie - pytanie zadała kobieta.

Odpowiedź:

Nie jestem pewien, czy to autentyczne słowa Maryi do Hiacynty. No ale tak to w literaturze jest ujęte, a wydaje się ona dość wiarygodna...

Przede wszystkim zwróciłbym uwagę na znaczenie słowa "moda". Niekoniecznie widziałbym je w kontekście "ubraniowym". Taką swoistą "modą" obrażającą Boga było w XX wieku wspieranie przez wielu narodowego socjalizmu i komunizmu. "Modny" był też przed II wojną okultyzm. W nowszych czasach panowała "moda" na New Age....

A ubrania? No cóż. To normalne, że jakoś tam modzie ulegamy i ubieramy się tak, jak inni. Warto chyba jednak mieć do tego zdrowy dystans. Niekoniecznie i nie za każdą cenę trzeba być "na topie" (choć może to określenie jest już niemodne ;)).

J.

 

Pytania z dnia...

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
28 29 30 31 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 1
2 3 4 5 6 7 8

Pytanie #5115294

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus,

Mam pewien dylemat związany z moimi prośbami w modlitwie. W każdej modlitwie wieczornej i porannej czuję, że powinienem modlić się o życie i zdrowie dla mojej rodziny, bo oni tu na ziemi sa dla mnie najważniejsi. Intencja pewnie dobra, lecz niepokój i strach przed utratą powoduje, że takie proszenie to z 2/3 modlitwy mojej. Czasami czuję, że tak powinienem się modlić i ciężko polemizować z takimi myślami. Ostatnio stwierdziłem, że spróbuje wszystkie te prośby zanosić przed niedzielną Mszą Świętą, a w ciągu tygodnia tylko prosić o wysłuchanie błagań sprzed Mszy.

Czy to dobry pomysł? Może ma Odpowiadający jakieś rady dla osób w podobnej sytuacji? Jest we mnie lęk, że coś może im grozić albo że moje natrętne myśli źle życzące zostaną wzięte za prawdziwie moje, albo że zły zacznie działać, czego nie chce i proszę Boga o obronę.

I tak przy okazji, czy jest potrzeba modlitwy o bezpieczeństwo, życie i zdrowie, gdy nikomu nic nie dolega? W sensie, czy samo zawierzenie się Bogu i prośba o łaski i błogosławieństwa nie zawiera w sobie prośbę o ochronę życia i zdrowia - które są darem i dobrem? Trochę filozoficzne pytanie, ale nie umiem się odnaleźć. Po stracie dwóch bliskich osób ten strach zakrzątał mi głowę. I choć wiem, że winić się nie mogę, to pojawia się poczucie "a może byś wybłagał ratunek dla nich"... Nie wiem, co o tej mojej sytuacji myśleć, bardzo bym prosił o odpowiedź i rady.

Bóg zapłać