Gość 24.06.2016 22:37

W wielu rzeczach mam problemu i proszę o szybką odpowiedź!

1.Czy lubienie rzeczy materialnych to grzechu? Chodzi mi o to, że w Biblii pisało, żeby nie gromadzić skarby na ziemi, ale w niebie. I na koniec pisze, że nie można służyć Bogu i Mamonie?

Proszę o wytłumaczenie i powiedzenie czy to grzech ciężki czy lekki czy wogóle.

Odpowiedź:

Hmm... Jak by to wytłumaczyć... Może tak.

Lubię swój aparat fotograficzny i cieszę się, że go mam. Kupując go nie naraziłem rodziny na biedę. Jego posiadanie nie sprawiło też, że tak się nim zafiksowałem, że na inne sprawy, na spotkania z ludźmi, na modlitwę, nie mam już czasu. I pewnie jest tak, że gdyby ktoś mi dziś zagroził, że zabierze mi ten aparat, jeśli nie zaprę się swojej wiary, to bym się roześmiał i powiedział, że może go sobie wziąć... Cieszę się nim, ale wcale nie jest dla mnie jakoś bardzo ważny. Na pewno nie ważniejszy od Boga, mojej żony, mojej matki (ojciec dawno temu zmarł), moich sióstr itd... Nie ma w ogóle problemu.

Ale jednak w tym naszym odnoszeniu się do rzeczy materialnych, do posiadania, pewien problem istnieje. Może najczęściej nie konkretnych rzeczy, ale czegoś, co można by nazwać posiadaniem jakiegoś bogactwa. Otóż wielu ludzi tłumaczy się, że nie jest istotne czy posiadają dużo czy nie, ale jaki robią z tego użytek; czy jestem do tego przywiązany czy potrafię się dzielić. I w zasadzie jest to prawda. Ale jednocześnie tkwi w tym pewne niebezpieczeństwo, dobrze opisane w tym stwierdzeniu Jezusa, że nie można służyć Bogu i Mamonie. Chodzi o to, co tak naprawdę jest siła napędową mojego życia, na czym się koncentruję. Dokładniej: gdzie w mojej hierarchii ważności jest Bóg, a gdzie pieniądze. Widać to najlepiej, gdy pojawiają się sytuacje, w których trzeba wybierać. Ot, pojawiła się okazja, żeby więcej zarobić, ale trzeba pracować w niedzielę i opuścić Mszę. Co wybiorę? Albo inna: pojawia się okazja, by nie podzielić się ze wspólnikiem zyskiem z jakiegoś interesu. Czy górę weźmie moje pragnienie bogactwa czy uczciwość wobec partnera w interesach?

Chodzi więc o to, wokół czego się kręci mój świat. Czy moje myśli zaprząta Bóg i moi bliźni, czy pieniądze i pytanie jak je zarobić, pomnożyć czy na co je wydać.... To nie jest tak, że tylko człowiek bogaty jest na to niebezpieczeństwo narażony. Czasem nawet bardziej człowiek biedny, którego myśli ciągle zaprząta pytanie jak się wzbogacić. Zaznaczam: nie chodzi o pytanie jak przeżyć od wypłaty do wypłaty czy jak znaleźć pracę, ale jak się wzbogacić. I człowiek robi różne, czasem bardzo niemądre rzeczy. Np. próbuje wygrać te pieniądze w grach hazardowych...

Chodzi więc o to, co stawiam na pierwszym miejscu: Boga (i moich bliźnich. Ale nie chodzi o słowne deklaracje, ale o to, co w sytuacji konfliktu tych wartości naprawdę wybieram. Można być Bożym sługą łasym na pieniądze do tego stopnia, że dla nich zaniedbuje się swoje obowiązki. Można być bogaczem, który zawsze ma czas dla Boga a dla bliźnich zawsze dobre słowo....

J.

 

Pytania z dnia...

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
28 29 30 31 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 1
2 3 4 5 6 7 8

Pytanie #5115294

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus,

Mam pewien dylemat związany z moimi prośbami w modlitwie. W każdej modlitwie wieczornej i porannej czuję, że powinienem modlić się o życie i zdrowie dla mojej rodziny, bo oni tu na ziemi sa dla mnie najważniejsi. Intencja pewnie dobra, lecz niepokój i strach przed utratą powoduje, że takie proszenie to z 2/3 modlitwy mojej. Czasami czuję, że tak powinienem się modlić i ciężko polemizować z takimi myślami. Ostatnio stwierdziłem, że spróbuje wszystkie te prośby zanosić przed niedzielną Mszą Świętą, a w ciągu tygodnia tylko prosić o wysłuchanie błagań sprzed Mszy.

Czy to dobry pomysł? Może ma Odpowiadający jakieś rady dla osób w podobnej sytuacji? Jest we mnie lęk, że coś może im grozić albo że moje natrętne myśli źle życzące zostaną wzięte za prawdziwie moje, albo że zły zacznie działać, czego nie chce i proszę Boga o obronę.

I tak przy okazji, czy jest potrzeba modlitwy o bezpieczeństwo, życie i zdrowie, gdy nikomu nic nie dolega? W sensie, czy samo zawierzenie się Bogu i prośba o łaski i błogosławieństwa nie zawiera w sobie prośbę o ochronę życia i zdrowia - które są darem i dobrem? Trochę filozoficzne pytanie, ale nie umiem się odnaleźć. Po stracie dwóch bliskich osób ten strach zakrzątał mi głowę. I choć wiem, że winić się nie mogę, to pojawia się poczucie "a może byś wybłagał ratunek dla nich"... Nie wiem, co o tej mojej sytuacji myśleć, bardzo bym prosił o odpowiedź i rady.

Bóg zapłać