Gość 23.06.2016 20:22

Mam pytanie odnośnie grzechu przeciw Duchowi Świętemu. Wiadomo, że są one nieodpuszczalne.
Jeśli popełniło się taki grzech nie ma już ratunku? Z drugiej strony - silne przekonanie, że już na pewno nigdy nie dostanie się rozgrzeszenia, a przez to nie pójdzie do Komunii, więc i ze zbawieniem będzie ciężko... Czy to nie zakrawa o wątpienie w Miłosierdzie Pana Boga?
A wątpienie w Milosierdzie Pana Boga też jest grzechem przeciw Duchowi Świętemu...
Jak to rozwiązać?

Odpowiedź:

Grzech przeciwko Duchowi Świętemu nie jest raczej jednorazowym aktem, ale w miarę stała postawą. I to ta postawa uniemożliwia odpuszczenie grzechu, bo nie można odpuścić grzechów człowiekowi, który z Bożego miłosierdzia się naigrawa. Inaczej mówiąc - jak to napisał bodaj o. Jacek Salij - to nie brak Bożego miłosierdzia uniemożłiwia odpuszczenie tego grzechu, ale brak należytej postawy ze strony tego, który przebaczenia oczekuje.

Więcej na ten temat znajdziesz TUTAJ

J.

Pytania z dnia...

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
28 29 30 31 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 1
2 3 4 5 6 7 8

Pytanie #5115294

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus,

Mam pewien dylemat związany z moimi prośbami w modlitwie. W każdej modlitwie wieczornej i porannej czuję, że powinienem modlić się o życie i zdrowie dla mojej rodziny, bo oni tu na ziemi sa dla mnie najważniejsi. Intencja pewnie dobra, lecz niepokój i strach przed utratą powoduje, że takie proszenie to z 2/3 modlitwy mojej. Czasami czuję, że tak powinienem się modlić i ciężko polemizować z takimi myślami. Ostatnio stwierdziłem, że spróbuje wszystkie te prośby zanosić przed niedzielną Mszą Świętą, a w ciągu tygodnia tylko prosić o wysłuchanie błagań sprzed Mszy.

Czy to dobry pomysł? Może ma Odpowiadający jakieś rady dla osób w podobnej sytuacji? Jest we mnie lęk, że coś może im grozić albo że moje natrętne myśli źle życzące zostaną wzięte za prawdziwie moje, albo że zły zacznie działać, czego nie chce i proszę Boga o obronę.

I tak przy okazji, czy jest potrzeba modlitwy o bezpieczeństwo, życie i zdrowie, gdy nikomu nic nie dolega? W sensie, czy samo zawierzenie się Bogu i prośba o łaski i błogosławieństwa nie zawiera w sobie prośbę o ochronę życia i zdrowia - które są darem i dobrem? Trochę filozoficzne pytanie, ale nie umiem się odnaleźć. Po stracie dwóch bliskich osób ten strach zakrzątał mi głowę. I choć wiem, że winić się nie mogę, to pojawia się poczucie "a może byś wybłagał ratunek dla nich"... Nie wiem, co o tej mojej sytuacji myśleć, bardzo bym prosił o odpowiedź i rady.

Bóg zapłać