Gość 25.01.2015 20:54

Taka sytuacja-kłótnia z mężem, w zasadzie awantura.Padają obraźliwe,krzywdzące słowa.Zaraz po kłótni uważam,że nie mogę iść już do Komunii Świętej.Ale w krótkim czasie ( tego samego dnia) zaczynamy ze sobą rozmawiać, coś sobie wyjaśniamy, nikt do nikogo nie ma pretensji,żyjemy,porozumiewamy się normalnie i ta awantura nie wydaje się już taka straszna. Czym się kierować przy ocenie grzechu? Pierwszym "wrażeniem"? Całokształtem okoliczności?Czy w ogóle jest dopuszczalna tutaj zmiana? Czy jeżeli oceniło się coś jako ciężki grzech to można tę ocenę zmienić?

Odpowiedź:

Zdaniem odpowiadającego w opisanej przez Panią sytuacji raczej nie ma grzechu ciężkiego. Słowa to słowa. Jeśli w niedługim czasie zastępują je inne, dochodzi do zgody, to w sumie nie ma wielkiego zła. Owszem, w pierwszej chwili może i było, ale szybko wypiera je dobro. Oceniając to wszystko w całości trudno mówić o wielkiej winie. Widocznie w tej pierwszej chwili działali Państwo w stanie jakiegoś wzburzenia. Czyli nie do końca dobrowolnie. Więc nie ma grzechu ciężkiego....

Tak bym to widział... A pierwsza ocena? Ona i tak już była ocena po fakcie. Zmiana zdania po jakiejś głębszej analizie, po poczynieniu następnych kroków, jest jak najbardziej dopuszczalna...

J.