Gość 17.03.2026 19:45
Szczęść Boże,
Mam pytania odnośnie obietnic i przyrzeczeń.
1. Kiedyś dałem słowo Bogu, że już więcej nie popełnie danego grzechu jednak uległem pokusie. Wyspowiadałem się z niedotrzymania słowa Bogu ale czy za każdym razem jak owy grzech znów popełnie, to czy musze wspominać o tym niedotrzymaniu na każdej następnej spowiedzi?
2. Kiedyś podczas jednej z mszy była mówiona przez ludzi jakaś regułka w której mówiliśmy o "przyrzekaniu do obrony wiary" nie wiedziałem wtedy jeszcze czy są jakieś znaczące różnice między przysięgą a przyrzeczeniem ale i tak wtedy do tego przyrzekłem. Co dokładnie oznacza to sformułowanie ? Czy jak usłysze od kogoś zdanie negatywne na temat owej wiary to czy mam się z nim konfrontować? bo w tym nie jestem dobry.
Z góry dziękuje za udzielenie odpowiedzi.
1. Generalna zasada jest taka, że człowiek nie powinien składać Bogu obietnic co do tego, do czego i tak jest zobowiązany prawem Bożym. Postanowienie, oczywiście tak, ale obietnica... Potraktowałbym ową obietnicę jako formę postanowienia. I nie spowiadałbym się z niespełnienia obietnicy....
Tak to już zresztą jest, ze człowiek nieraz chce, ale mu nie wychodzi....
2. Tego rodzaju przyrzeczenia składa się po to, by mobilizowały, nie po to, by w razie niedotrzymania, mnożyć człowiekowi grzechy. Staraj się bronić wiary jak potrafisz. Skoro jednak widzisz, że nie potrafisz jak trzeba, to nic więcej zrobić nie możesz. Nikt nie potrafi przeskoczyć samego siebie. Uznanie swoich ograniczeń to rozsądne podejście do sprawy...
Czy wiary zawsze trzeba bronić... To bardzo szerokie zagadnienie. Najpierw trzeba by się zastanowić, co to znaczy "wiara". Prawdy wiary? Zasady moralne? Tych chrześcijanin powinien się trzymać. Najlepiej broni w ten właśnie sposób, dając mniej czy bardziej wyraźny przykład. Czy musi ich bronić jakoś inaczej? Np. w dyskusji? To najczęściej nic nie daje. Bo człowiek w dyskusji zazwyczaj nie ustępuje, co najwyżej później, pod wpływem tej dyskusji zmienia zdanie... Ale rzadko się do tego przyzna... Lepiej chyba więc w dyskusji "nie przyciskać"... Jak już nie da się uciec od dyskusji dać do myślenia, choćby wyraźnym odcięciem się od krytyki, niekoniecznie szukając argumentów... No bo np. jak przekonać kogoś, kto uważa, że nie ma sensu przykazanie "nie kradnij"? Można wyjść od zasady "nie czyń drugiemu co tobie niemiłe", ale zaręczam, jak ktoś nie widzi w kradzieży, oszustwie, innym cwaniactwie nic złego, nie da się takim argumentem przekonać...
No ale już np. czy w imię obrony wiary trzeba bronić księży czy biskupów? Czasem, zgodnie z prawdą i sprawiedliwością, nie ma czego. Tu ewentualna obrona powinna pójść w kierunku trzymanie się tych prawdy i sprawiedliwości...
Tak to chyba trzeba widzieć...
J.