Jarek 24.02.2019 16:47

Jak to jest z tym Boskim Miłosierdziem?
Pytam, bo czytam sobie czasem posty na Facebooku starego znajomego, który dziś mocno jest związany z tzw. ruchem tradycji. W skrócie: sympatyk lefebrystów. On w każdym razie często wkleja różne cytaty ze świętych kościoła jak św. Alfons Liguori czy św. Leonard z Porto Maurizio, w każdym razie zwłaszcza z tego drugiego świętego raczej przebija wizja Boga, który szuka haka i zasadniczo zorganizował cały ten świat i Mękę Syna Bożego i Zmartwychwstanie po to, by jakąś garstkę ludzi zbawić, a większość za każde małe przewinienie strącić na męki wieczne.

Ja sobie to interpetuję tak: w swoim czasie wielkim wynalazkiem była dorożka, ale dziś mamy samochody i ta dawna teologia jest trochę jak dorożka - ciężko dziś ją traktować jak coś, na czym możemy oprzeć życie, acz warto docenić ze względów historycznych. Bo nie potrzeba bardzo dużej logiki, by uznać że taka wizja albo prowadzi do wniosków, że szatan ma większą władzę (o czym boję się nawet myśleć), albo że Bóg nas nie lubi (o czym jeszcze bardziej boję się myśleć).

Nie wiem czy dobrze zawarłem tu mój problem. Ciekawe jak Pan J. nań się zapatruje.
Pozdrowienia

Odpowiedź:

No cóż... Mogę się tylko domyślać, że powodem dla którego dawniej często straszono karami piekielnymi była chęć, by ludzie nie lekceważyli Boga i sprawy swojego zbawienia. Dla nas miarodajne powinno być to, co czytamy w Ewangelii i w całym Nowym Testamencie. Tu jednak zwróciłbym uwagę, że i tam znajdujemy wyraźne wskazania, żeby Boga i sprawy swojego zbawienia nie lekceważyć. Od choćby, gdy Jezus mówi, że nie każdy kto mówi mu Panie, Panie" wejdzie do królestwa niebieskiego...

Myślę więc, że nigdy nie powinniśmy zapominać, że Bóg nas kocha. Ale jednocześnie świadomość tego nigdy nie powinna nas skłaniać do tego, byśmy zaczęli lekceważyć Boga.

J.