Gość123 01.05.2018 13:46

1) Czy pracowanie w państwowe święto pracy (1 maja) jest czymś złym? Wiem, że nie jest to święto kościelne (nakazane), więc teoretycznie według prawa kościelnego nie byłoby to grzechem. Ale czy nie jest tak, że z szacunku do prawa państwowego (jako że jesteśmy obywatelami tego kraju), z patriotyzmu raczej nie wypada w ten dzień pracować? Pytam, bo z mojej obserwacji wynika, że wiele osób pracuje w ten dzień z własnej woli (np. moi rodzice) i nie widzą w tym żadnego problemu. Są to prace typu: malowanie ścian/lakierowanie, czy ciężka całodzienna praca przy węglu. Ja nic na to nie mówiłam, nie wykazywałam jakiegoś zdziwienia (tylko powiedziałam coś w stylu: aha, jak chcesz, to rób), bo faktycznie nie jest to święto kościelne (nakazane), ale chciałam dopytać, jak na tą kwestię spojrzeć, żeby wiedzieć na przyszłość. Podobnie np. 11 listopada. Pamiętam, że kiedyś byłam w tym dniu na zakupach (raczej małych, ale jednak), bo wiedziałam, że nie jest to święto nakazane, a sklep był otwarty. Ale miałam takie poczucie, że chyba jednak nie powinnam tego robić (właśnie z szacunku do Ojczyzny, z patriotyzmu). Ale dobrze rozumiem, że w takich przypadkach nie ma grzechu? Pytam, bo mam problemy ze skrupułami i chciałabym się upewnić, że mogę to zostawić spokojnie i nie muszę do tego wracać.
2) Pytanie odnośnie właściwego przeżywania piątku i świętowania niedzieli. Niedawno na tym portalu natrafiłam na tekst mówiący o właściwym pokutnym charakterze piątku. Uświadomiłam sobie przez ten artykuł, że ja właściwie do tej pory to nic, poza powstrzymywaniem się od potraw mięsnych, w piątek szczególnego nie robiłam. W sensie ten dzień nie bardzo różnił się od innych codziennych dni. Modliłam się, ale raczej tak jak zwykle, nie podejmowałam jakichś rozważań, czy dodatkowych modlitw, ani nie pełniłam jakichś praktyk miłosierdzia. W związku z tym pojawiło się pytanie, czy ja powinnam się z tego wyspowiadać? Czy jest to wielkim złem? Czy mogę to zostawić i od teraz starać się bardziej świadomie przeżywać te dni piątkowe? Czy lepiej wyznać to na kolejnej spowiedzi? Ale chyba nie jest to grzech ciężki?
I niedziela - tu pytanie w kontekście mojej współlokatorki - czy nauka w niedzielę, wykonywanie prac na studia może być grzechem ciężkim? Zauważyłam, że ten dzień (niedziela) dla koleżanki różni się tylko tym, że idzie na Mszę Św. (i do tego często się na nią spóźnia, jakby celowo, bo wie która godzina, ale się nie spieszy). Nie chcę oceniać koleżanki (zwłaszcza że studiuje medycynę, więc nauki ma sporo), ale pytam w kontekście ewentualnego upominania. Choć nie bardzo mi się wydaje, żeby moje upominanie tu coś dało. Staram się dawać dobry przykład swoim życiem, czy to wystarczy?

Odpowiedź:

1. Nie jest to grzech, ale uznałbym to za nieeleganckie. Jeśli przeszkadza w świętowaniu innym, a nie jest pracą w zaciszu czterech ścian własnego domu...

2. Jeśli zachowujesz w piątek wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych, ale zapominasz o innych, to na pewno nie popełniasz żadnego grzechu. Zwłaszcza ciężkiego. Człowiek nie jest w stanie wcielać w życie wszystkich dobrych rad. Jeśli zasadniczo dbasz o swoją wiarę - dbasz, bo się modlisz, chodzisz do kościoła - to nie ma problemu...

3. Moim zdaniem wystarczy dawanie dobrego przykładu. No i na naukę w niedzielę zazwyczaj patrzy się bardziej "tolerancyjnie"... To coś innego niż normalna praca...

J.