Emilia 01.06.2009 21:22

Witam!

Kwestia ta wiele razy była już poruszana na forum, ale z tego, co zrozumiałam, wymaga indywidualnego podejścia, zatem postanowiłam zadać kilka swoich pytań:

1. Oboje z narzeczonym studiujemy w dużym mieście, wynajmowaliśmy pokoje w oddzielnych mieszkaniach ze znajomymi. Zaręczyliśmy się i już na początku roku zgłosiliśmy do mojej parafii termin ślubu (październik). Pod koniec semestru letniego zostałam sama w dużym mieszkaniu, ponieważ pozostałe osoby wyprowadziły się do innego. Ponieważ mieszkanie było już bardzo stare i zniszczone, nie wchodziło w grę "ściągnięcie" jakichś nowych ludzi, zanim nie zostałoby generalnie wyremontowane, a sama i tak nie byłabym w stanie go utrzymać. Do tego kończę już studia i wszyscy moi znajomi już gdzieś mają lokum, założyli rodziny, powyjeżdżali, itd. więc pojawił się dość duży kłopot.
2. Właścicielka mieszkania zaproponowała, że mogłabym z kimś jeszcze zająć mniejsze mieszkanie, które znajduje się w posiadaniu jej rodziny, a tamto wyremontowałaby dla swoich. Ponieważ z narzeczonym pobieramy się w październiku i prędzej czy później pojawiłaby się kwestia szukania mieszkania dla nas jako przyszłego małżeństwa, postanowiłam przystać na tę propozycję, gdyż mieszkanie to spełnia wszelkie kryteria zarówno nasze, jak i naszych rodziców, jest atrakcyjne finansowo itd. Umowa była taka, że w maju muszę gdzieś się podziać, a w czerwcu już będzie wolne drugie mieszkanie. W maju przyjął mnie pod dach narzeczony ze swoimi znajomymi.

3. Problem pojawił się w momencie, kiedy zaczęłam zastanawiać się, kto zgodzi się wynająć ode mnie mieszkanie na miesiąc (czerwiec), a potem na kawałek października do daty ślubu, zakładając, że wakacje spędzę w rodzinnym mieście. Chętnych niestety na tego typu transakcje w dodatku pod koniec roku akademickiego jest jak na lekarstwo, jest to kłopotliwe dla obu stron.

4. W związku z takim obrotem sprawy narzeczony pomoże mi utrzymywać to mieszkanie przez czerwiec, ale kosztem całkowitej rezygnacji z mieszkania, w którym mieszkał do tej pory. Przez czerwiec do wakacji będziemy sami bez znajomych dzielić razem przestrzeń życiową. Wiem, że kościół nie daje rozgrzeszenia w takiej sytuacji, mimo iż nigdy nie współżyliśmy ect. i jesteśmy dość ortodoksyjni w poglądach i w wielu sytuacjach byliśmy sami, mogliśmy milion razy wykorzystać okazję, a nie zrobiliśmy tego, bo postanowiliśmy poczekać na siebie aż do ślubu i dalej trwamy mocno w tym postanowieniu.

5. Ogólne zorientowanie się na forach internetowych i wśród znajomych spowodowało, że już na początku maja dowiedziałam się, że mam blokadę sakramentów, bo mieszkam pod jednym dachem z narzeczonym, mimo iż żyjemy w czystości, więc od maja przestałam chodzić do spowiedzi św., żeby nie łamać przepisów. Wcześniej praktykowałam dość regularnie (spowiedź mniej więcej co miesiąc).

6. Pytanie jest takie: w jaki sposób w takiej sytuacji poradzić sobie ze spowiedziami przedślubnymi? Trzy miesiące przed ślubem będę mieszkać u rodziców, bo to wakacje, ale we wrześniu/październiku przypadną ostatnie formalności na uczelni i niewykluczone, że będę się musiała zatrzymać w mieszkaniu w mieście, w którym studiuję. Problem jest taki, że narzeczony rozpoczyna pracę od października i możliwe, że też będzie musiał korzystać z mieszkania. Co w takim przypadku mamy zrobić ze spowiedziami? Kiedy je odbyć i jak, żeby były ważne?

7. Dodam też, że narzeczony i jego rodzice mieszkają ode mnie bardzo daleko (kilkaset km), więc przed ceremonią będą nocować w moim rodzinnym domu. Czy to nie będzie jakiś element zgorszenia i czy będziemy mogli przespać pod jednym dachem noc z piątku na sobotę (w osobnych pokojach), czy to nie unieważni ostatniej spowiedzi?

8. Czy jednak musimy wyspowiadać się w dniu ślubu?

9. Bardzo zależy mi na dokładnej odpowiedzi odnośnie tych formalności.

10. Serdecznie pozdrawiam, już kilka razy bardzo mi pomogliście :)

Odpowiedź:

Dylematy tego rodzaju powinien raczej rozstrzygać spowiednik. Odpowiadającemu wydaje się jednak, że takie sporadyczne pomieszkiwanie razem trudno uznać za grzech, zwłaszcza poważny. O ile oczywiście trwacie w czystości. Bo wy właściwie nie macie zamiaru razem mieszkać, prowadzić wspólnego gospodarstwa. Wskutek życiowych zawirowań po prostu przez miesiąc, a potem kilka dni, zatrzymacie się w jednym mieszkaniu...

Na pewno żadnym zgorszeniem nie będzie, ze narzeczony przed samym ślubem przenocuje w Twoim domu rodzinnym. Zwłaszcza, ze będziecie spali w osobnych pokojach. O to nawet nie musisz spowiednika pytać...

J.