niewiemsama 10.04.2009 21:07

Przeczytałam tu, że:

Myśli nieskromne to wyobrażenia o treści erotycznej, które mogą występować w marzeniach, zarówno spontanicznych, jak i prowokowanych poprzez oddziaływanie materiałów o treści erotycznej.

Warto dodać, że oprócz myśli nieskromnych mamy jeszcze nieskromne marzenia i pragnienia... Nieczyste marzenia to zatrzymywanie się z upodobaniem nad wyobrażeniami nieczystych rzeczy (obrazów czynów) bez chęci czynienia ich. Pragnienia nieczyste to oczywiście chęć popełnienia nieczystości...

Rozumiem przez to, że same myśli, bez upodobania, nie są grzechem? Chciałabym się upewnić, bo miałam taką sytuację... Dawno temu natknęłam się na książkę o tematyce nieprzyzwoitej. Nie miałam wtedy pojęcia o tym, że czytanie jej jest grzechem, bo za pornografię uważałam wtedy tylko nieczyste zdjęcia i filmy... Później zrozumiałam to i wyspowiadałam się z tego. Ale jest taki problem. Chciałam przypomnieć sobie, jakie emocje towarzyszyły mi wtedy, gdy to czytałam, bo już ich nie pamiętałam. Może to i dobrze, ale coś wewnątrz dręczyło mnie, abym się tego dowiedziała. Przypomniałam sobie kilka zdań, słów z tej książki, aby skojarzyć, co mogłam w związku z tym czuć. Nie wiem, czy mam grzech. Zaraz przed przypomnieniem sobie tego, pomyślałam, że grzechu nie będzie, bo przecież nie mam żadnego nieczystego celu, nie myślę też tego z upodobaniem, mimo, że sama tę myśl wywołałam i musiałam przez chwilę podtrzymać, skoro w związku z tym chciałam sobie przypomnieć coś innego, mianowicie towarzyszące mi kiedyś, podczas czytania owej książki, emocje. Po paru dosłownie sekundach zaprzestałam, bo stwierdziłam, że to bez sensu, a poza tym naszły mnie wyrzuty sumienia, że może jednak popełniam grzech...? Wiem, że cel nie uświęca środków, jednakże czytałam gdzieś coś takiego, że aby tego typu myśl była grzechem, musi być: a) świadomie i dobrowolnie wywoływana i podtrzymywana bądź tylko podtrzymywana, jeśli pojawi się niezależnie od nas b)myślana z upodobaniem. Ja, podkreślam, nie myślałam wcale z upodobaniem, wręcz przeciwnie, z konieczności (więc może też nie do końca dobrowolnie). Bardzo proszę o odpowiedź. Czy popełniłam tutaj grzech? Jeśli tak, to jaki?

Mam jeszcze jedno pytanie, trochę z innej beczki: jak jest z odpowiedzialnością moralną, jeśli ktoś podejmie działanie z sumieniem wątpiącym? Jeśli nie wie, czy to, co zamierza zrobić, jest złe, czy nie; jeśli przypuszcza, że być może jest to złe, aczkolwiek wcale nie ma pewności, a tak postąpi, i faktycznie okaże się, że było to złe, to co wtedy? Załóżmy, że ten ktoś nie jest w stanie poprosić nikogo o radę, bo albo decyzję musi podjąć teraz, w tym momencie, albo nie ma kogo spytać, albo krępuje się i nie ma odwagi, albo spyta kogoś, a ta osoba również nie wie, czy to jest złe, czy nie...
Bardzo proszę o odpowiedź i dziękuję.

Odpowiedź:

1. Dość pokrętne to myślenie, ale skoro po paru sekundach zaprzestałaś, to pewnie trudno mówić o świadomej i dobrowolnej decyzji...

2. Wątpliwość należy najpierw wyjaśnić, a potem działać. Jeśli nie można zwlekać z działaniem, należy robić to, co uznaje się za lepsze wyjście...

J.