samotna 03.03.2007 23:24

Dlaczego nasza religia jest taka wymagająca? Dlaczego nie pozwala cieszyć się z miłości dwojga ludzi ale sprowadza ją jedynie do konfliktów sumienia, do ciągłego strachu przed grzechem. Przez całe życie starałam się przestrzegać tych wszystkich nakazów, zakazów i jedyne co z tego mam to samotność i ciągłe wyrzuty sumienia. Nie jestem ładną osobą i nie wzbudzam zainteresowania wśród chłopaków, a kiedy uda mi się już skupić na sobie czyjąś uwagę to i tak nie trwa to długo. Z żadnym z chłopaków nie byłam dłużej niż miesiąc. Kiedy mówiłam im o swoich przekonaniach religijnych natychmiast mnie zostawiali i mówili jaka to ja jestem zacofana i pytali co mi daje takie podejście. I chyba mieli rację. Bo o ile o seksie jeszcze mowy nie było, to nie chciałam zgadzać się nawet na bardziej namiętne pocałunki i pieszczoty. Mówiłam, że podniecenie seksualne przed ślubem to grzech. I nikt nie potrafił tego zrozumieć. Czasem, już brakowało mi siły i dałam się ponieść a później miałam wyrzuty sumienia i chodziłam do spowiedzi prawie co tydzień. Zresztą nawet kiedy oponowałam to i tak miałam wyrzuty sumienia, że może nie robie tego zdecydowanie, że w głębi serca chciałabym się zgodzić chociaż na podniecający pocałunek. Czasami mam wrażenie że jestem jedyna na świecie, która ma tak rygorystyczne podejście do związku i chyba tak jest w rzeczywistości, bo nie poznałam nikogo i nigdy o takim kimś nie słyszałam, co miałby wyrzuty sumienia z powodu zwykłego pocałunku. Co z tego, że staram się rozumieć abstynencję seksualną przed ślubem, skoro staram się żyć wobec tych wszystkich zasad, skoro nie dam rady się na siłę uszczęśliwić, bo wiem, że nie znajdę w życiu nikogo. Przecież do zachowania czystości potrzeba dwoje ludzi. No bo jaki facet zgodzi się na czekanie z seksem do ślubu, co więcej, nie tylko z seksem, ale ze zwykłą pieszczotą czy drobnym podnieceniem, żeby po ślubie uprawiać seks pięć razy w miesiącu, bo tyle właśnie zakładają metody naturalne a do tego w czasie przerw rezygnować z większych pieszczot, żeby nie doprowadzić się przypadkiem do orgazmu? Tacy faceci nie istnieją. Wątpie nawet czy jakakolwiek dziewczyna by się na to zgodziła. Powoli zaczynam mieć dosyć tej całej religi, nie widze dla siebie przyszłości. Nie czuje powołania do bycia zakonnicą, chciałabym mieć chłopaka, następnie męża i normalną rodzinę, ale nawet nie pozostawiam złudzeń. Powoli zamykam się na ludzi, czuję, że popadam w obłęd. Wciąż czuję się samotna, chociaż mam znajomych, to część i tak nie wie co myślę naprawdę, bo boje się im o tym powiedzieć a część traktuje moje poglądy jak jakąś chorobę, która przejdzie jak tylko się zakocham. Czemu Bóg każe mi wybierać między Nim a ludźmi, przecież zna słabość człowieka a stawia mu nierealne wymagania. Coraz częściej marzę o śmierci, bo wiem, że nie pasuję do tego świata i nigdy nie będę tu szczęśliwa, nikt mnie nie rozumie, bo nikt nie ma takich dylematów. Czemu inni nie mają takich problemów, żyją bez ślubu i są szczęśliwi a ja przejmuje się takimi rzeczami? A widać, że się kochają, bo są zdolni do podjęcia różnych wyrzeczeń, niekoniecznie seksualnych. Czemu Bóg obarczył mnie takim sumieniem skoro jest ono dla mnie tylko przekleństwem?

Odpowiedź:

Jeśli Twoi partnerzy nie chcieli być z Tobą, bo nie pozwalałaś im na seks przed ślubem, to może lepiej, że za żadnego z nich nie wyszłaś. Chyba Cię nie szanowali...

Z Twojego listu przebija smutek i desperacja. Chyba zrozumiałe. Nie zawsze jest łatwo żyć zgodnie z wolą Bożą. Jeśli jest to dla Ciebie jakąś pociechą, to pamiętaj, że Bóg na pewno w wieczności nie zapomni Ci tego cierpienia dla wierności Jego przykazaniom...

Jeśli można coś radzić... Piszesz, że część znajomych traktuje twoją postawę jak chorobę, która przejdzie gdy się zakochasz. Z tego można wnioskować, ze uważają, iż jeszcze się nie zakochałaś. Może wiec to, ze jesteś do dziś sama nie jest spowodowane Twoja wiernością przykazaniom ale temu, ze nie znalazłaś człowieka, z którym naprawdę chciałabyś być. A i ci, o których pisałaś zapewne nie chcieli z Tobą być. Bo gdyby naprawdę chcieli, nie żądaliby seksu. A już na pewno nie zostawialiby Cię z takiego powodu...

Po drugie... Staraj sie pamiętać, że w narzeczeństwie pewna bliskość jest jednak dozwolona. Czułość, serdeczność, czuły pocałunek to nie są sprawy, których musisz bać sie jak ognia. Trzeba tylko jasno postawić sobie tamę: nie chcę czerpać z tego seksualnej przyjemności. Jeśli wbrew intencjom się pojawia należy przestać, ale nie znaczy, że trzeba sie takich zachowań bać jak ognia. Raczej trzeba się starać pracować nad swoimi popędami. Trzeba się starać, aby dotknięcie, pocałunek były czyste...

No i po trzecie... Kiedy już będziesz pewna, że chcesz z kimś być na zawsze, to nie odkładaj w nieskończoność decyzji o ślubie. Czekanie 3, 4 lata naprawdę może psychicznie wyczerpać. Rok, dwa lata wystarczą. Musicie tylko jasno sobie powiedzieć: chcemy się starać budować nasz związek dalej... Bo rozpad małżeństwa najczęściej nie ma przyczyny w tym, ze sie zbyt mało poznali, ale w tym, ze sie o swoja miłość nie troszczyli. A na to nie pomoże nawet, jeśli 8 lat przed ślubem będą ze sob a mieszkali. Po prostu dwoje egoistów nigdy się nie dogada...

J.