Fala 01.12.2006 15:51

Kościół jest przeciwny używaniu środków antykoncepcyjnych oraz prezerwatyw. Tłumaczy swoje zdanie w tej sprawie tym, że stosunek płciowy dwojga ludzi powinien wynikać z miłości i jego owocem powinno być dziecko. Parom, które nie chcą mieć dzieci, a nie chcą też jednocześnie popełniać grzechu poleca prowadzenie 'kalendarzyku małżeńskiego'. Dopatrzyłam się w tym wszystkim kilku sprzeczności.

1. Jeżeli ktoś NIE CHCE mieć dziecka, to co to za różnica, jaką wybierze metodę antykoncepcji? Prezerwatywy i uprawianie seksu tylko podczas dni niepłodnych służą temu samemu, dlaczego więc jedno jest grzechem, drugie nie?
2. Twierdzicie, że owocem współżycia pomiędzy dwojgiem ludzi powinno być nowe życie. Przestrzegacie tym samym przed przelotnym seksem wynikającym z pożądania (tłumaczonym pożądaniem), tłumacząc swoją decyzję tym, że rządzami kierują się zwierzęta, a współżycie ludzi powinno przede wszystkim wynikać z miłości. I tutaj znowu mały paradoks - skoro wg Was celem seksu ludzi jest spłodzenie dziecka, to chyba w tym momencie zaczynacie zaprzeczać samym sobie, gdyż to właśnie zwierzęta kopulują ze sobą aby się rozmnożyć. Czyć seks nie powinien wynikać z miłości dwojga ludzi, a nie z obowiązku(?) spłodzenia dziecka? Jeżeli dwoje ludzi naprawdę się kocha i dowodem ich miłości i wspólnego oddania się sobie jest seks, to dlaczego używając środków antykoncepcyjnych popełniają grzech?

3. A co, jeśli dla kobiety kolejna ciąża będzie zagrożeniem? Wtedy ma ona zupełnie zrezygnować ze współżycia? W imię czego? Boga?

I jeszcze jedno, (nie)zupełnie z innej bajki.
Młodym dziewczynom za przykład dajecie waleczną i dzielną Joannę D'arc, której - pomimo tego, że atakowało ją kilku silniejszych od niej - udało się pozostać czystej. Czy nie dajecie tym samym do zrozumienia wszystkim zgwałconym (skrzywdzonym) dziewczynom i kobietom, że jest to ich wina, bo 'nie broniły się dostatecznie silnie'?

Czekam na odpowiedź.
Pozdrawiam.

Odpowiedź:

Proszę wybaczyć, ale kalendarzyk małżeński, do stosowania którego rzekomo nakłania Kościół, jest metoda historyczną. O dzisiejszych naturalnych metodach planowania rodziny możesz przeczytać TUTAJ czy TUTAJ

1. Jeśli małżeństwo w ogóle rezygnuje z dzieci, to oczywiście jest to niezgodne z moralnością chrześcijańską. O otwartość na życie pytani są narzeczeni podczas spisywania protokołu przedślubnego. To samo pytanie pojawia się też podczas liturgii sakramentu. Gdyby któreś z narzeczonych nie chciało dzieci, nie może zawrzeć ważnego małżeństwa. Małżonkowie mają jednak prawo planować ile chcą mieć dzieci i w jakim czacie. Stąd pozwolenie na stosowanie metod naturalnych.

Dlaczego nie sztucznych? Odpowiadający pisał już na ten tema ogromną ilość razy, ale napisze jeszcze raz: metody naturalne są zgodne z danym przez Boga prawem natury. Wymagają też okresowej wstrzemięźliwości. Metody sztuczne to działanie na przekór naturze. I tzw. seks na życzenie. Różnica między tymi metodami jest mniej więcej taka, jak między byciem jednorękim a ucięciem sobie ręki....

2. Zanim z kimś zacznie się polemizować warto najpierw poznać jego prawdziwe poglądy. A Kościół uczy, ze seks w małżeństwie ma służyć umacnianiu więzi miedzy małżonkami i powołaniu do istnienia nowego życia. W koniunkcji zdanie jest prawdziwe, jeśli prawdziwe są oba jego człony. To "i" w nauce Kościoła jest dość istotne.

3. Jeśli zajście w ciążę jest dla kobiety zagrożeniem, może stosować naturalne metody. Przy okazji może warto pamiętać, że "zagrożenie" określa bardzo różne sytuacje. Wszystko zależy od stopnia ryzyka. Zagrożeniem jest też przecież jazda samochodem, a mimo to samochodami podróżujemy...

4. Kult Joanny d'Arc nie jest w Kościele katolickim szczególnie wielki. A w jej życiorysach raczej nie wspomina się o wydarzeniu, o którym wspomina Pani. Odpowiadający w każdym razie się z nim nie spotkał. Wyciąganie z tego wniosku, że Kościół wpędza zgwałcone kobiety w poczucie winy z powodu postawy Joanny d'Arc jest absurdalne.

Kościół uczy, że z grzechem mamy do czynienia wtedy, gdy zło zostało popełnione świadomie i dobrowolnie. Kobieta zgwałcona siłą rzeczy nie mogła więc popełnić grzechu. A to, że czasem kobiety czują się winne sytuacji, to już zupełnie co innego. Ale to już kwestia odpowiedniej pomocy psychologicznej, może czasem duchowej, a nie nauczania Kościoła....

J.