Natalia 29.07.2015 17:36

Od jakiegoś czasu zastanawiam się czy jeszcze wierzę czy bardziej chcę wierzyć. Kiedyś modliłam się codziennie i nie ważne, że bywały dni kiedy miałam pół godziny w ciągu całej doby żeby się wyspać. Klękałam do modlitwy, a teraz nie potrafię pomimo tego, że wydarzyły się rzeczy, które nie miały prawa się wydarzyć, a o które się modliłam.
Kiedy skończyłam studia poczułam się bardzo samotna i wszystko straciło dla mnie sens, wtedy też pojawiły się u mnie myśli samobójcze. Wiem powinnam pójść do psychologa ale na to na pewno się nie odważę. Do spowiedzi chodzę dwa, trzy razy w roku zawsze potem przez jakiś czas jestem wesoła jakby znikały problemy ale to szybko mija. No może nie do końca wśród znajomych jestem wesoła zawsze. Ostatnio podczas spowiedzi usłyszałam żebym się zastanowiła nad stałym spowiednikiem. Raczej nie przemogę się żeby poprosić o stałe spowiednictwo, choć to chyba dobry pomysł? Bardziej zastanawiam się nad tym, czy sens ma spowiedź w momencie kiedy nie jestem pewna stanu swojej wiary? Co jeśli klęcząc przy kratkach konfesjonału stwierdzę, że to jest bez sensu? Wokół mnie jest wiele osób, które mówią, że religie zostały wymyślone z jednej strony żeby ludzie jakoś mogli tłumaczyć sobie swoje pochodzenie, z drugiej jako coś w rodzaju prawa dla zachowania porządku. Co zrobić żeby wiara wróciła? Pewnie nie ma jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie…

pozdrawiam

Odpowiedź:

Chodź do spowiedzi regularnie i nie bój się co będzie, jeśli u kratek konfesjonału stwierdzisz, że wiara nie ma sensu. Wydarzyć może się wiele rzeczy. Ale bardziej prawdopodobne, że stracisz wiarę odstawiając te sprawy do kąta niż to, że stanie się tak gdy zintensyfikujesz swoje życie religijne...

Co poradzić na coraz więcej wątpliwości... Po prostu po kolei je rozwiązuj. Szukając tu czy tam odpowiedzi na trudne pytania.

Ot, to stwierdzenie, że religie zostały wymyślone przez ludzi, żeby wytłumaczyć sobie swoje pochodzenie. Coś w tym może być. Ale przecież człowiek nie pyta tylko skąd jest, ale i dokąd zmierza. Co mu pozostaje, jeśli odrzuca Boga? Że jest przypadkiem. Przypadkiem spowodowanym zachodzącymi w kosmosie procesami. No, może być. Ale skąd właściwie ten świat z dziejącymi się w nim procesami się wziął? Dlaczego istnieje? Przecież istnienie materialnego świata bez istnienia Stwórcy jest absurdalne. Rozum łatwiej pojmuje, że dał mu początek jakiś BYT KONIECZNY, czyli Bóg. Bo patrząc na świat doskonale widzi, że ten zmienny, materialny świat, wcale takim BYTEM KONIECZNYM nie jest...

A czy religie zostały wymyślone? Nie wypowiadam się na temat wszystkich religii, ale judaizm i chrześcijaństwo na pewno wymyślone nie są. Ta ich wspólna wiara w Jednego Boga nie zrodziła się za biurkiem ale z doświadczenia. Najpierw doświadczenia mocy Boga przejawiającej się w różnych interwencjach, potem z doświadczenia mocy Chrystusa, której kulminacją było Jego zmartwychwstanie. Nie ma życia wiecznego? To czemu widzieliśmy Jezusa zmartwychwstałego? - pytali pierwsi chrześcijanie. Czemu doświadczyliśmy Jego mocy, gdy nagle zaczęliśmy uzdrawiać i wypędzać złe duchy?

To pytanie powtarza cała masa dziś wierzących. Jeśli w różnoraki sposób doświadczyłem mocy Boga, to czy wolno mi powiedzieć, ze to tylko wymysł? Czy w kontekście tego doświadczenia niedowiarstwo nie jest jakaś wygodnicką małodusznością, która podpowiada mi, żeby nie wierzyć, bo to by wymagało takiej czy innej zmiany życia?

Niewiara wielu ludzi nie jest spowodowana jakimś brakiem sensownych argumentów za istnieniem Boga. Jest raczej rezultatem ich bardzo łatwego odrzucenia, często też wyśmiewania ich bez głębszego zastanowienia sie nad nimi. Bo tak jest wygodniej, nie ma żadnych obowiązków związanych z wiarą...

No to powodzenia...

J.