Gość 20.03.2015 14:36

Niedawno zetknęłam się z pojęciem grzechu egoizmu duchowego, który możemy popełnić przy spowiedzi, jeśli "rozgadamy się" na temat naszych grzechów, mimo że w kolejce czekają inne osoby: http://www.laskawa.pl/jaksiespowiadac Do tej pory przygotowywałam się starannie do spowiedzi, notując grzechy, również te lekkie, i starałam się wyznać je wszystkie na spowiedzi, korzystając w razie potrzeby z notatek (jestem bardzo nieśmiała i obawiam się, że z powodu stresu mogę zapomnieć część grzechów). Również zadawałam spowiednikowi pytania dotyczące moich wątpliwości. Teraz obawiam się, że mógł to być właśnie grzech egoizmu duchowego, bo zabierałam czas ludziom czekającym w kolejce, którzy być może bardziej potrzebowali tego sakramentu. Czy to znaczy, że spowiedzi są nieważne?

Zastanawiam się też nad treścią artykułu podanego powyżej, czy rzeczywiście wątpliwości w wierze nie są grzechem i nie trzeba się z nich spowiadać? Ostatnio często mnie nachodziły, myśli typu dlaczego Bóg może kochać kogoś takiego jak ja, tzn.oczywiście nie wątpię w miłość Boga, ale nie rozumiem dlaczego może mnie kochać. No i było też tak, ze oglądając film dotyczący epoki Tudorów, gdzie było m.in. o tym jak More zginął za wiarę, doszłam do wniosku że sama nie potrafiłbym poświęcić się za wiarę i wobec tego moja wiara jest udawaniem, przez jakiś czas miałam takie wątpliwości, teraz one przeszły, ale czy powinnam je wyznać na spowiedzi i czy mogę chodzić do Komunii?

Przy oglądaniu czy czytaniu o czasach Tudorów, szczególnie jeśli chodzi o losy męczenników za wiarę, mam takie dziwne objawy jakby podniecenie seksualne, niedawno jak znalazłam płytkę z książkami na ten temat, i włożyłam do komputera poczułam takie dosyć silne podniecenie, chociaż nie było ono związane z niczym erotycznym, czytałam, że jest takie zaburzenie, które powoduje samorzutne pojawianie się podniecenia w sytuacjach zupełnie niezwiązanych z seksem, i objawy do mnie pasują. Oczywiście nie chciałam tego odczucia, chociaż wcześniej zdarzało się to w związku z czytaniem o Tudorach, więc może grzeszyłam biorąc tę płytkę, skoro mogłam się z tym liczyć, że takie uczucie wystąpi? Nie akceptuję tego i chciałam, zeby przeszło i jakby uniewrażliwić się na te bodźce, abym mogła normalnie czytać to co mnie interesuje. Wiem że podniecenie jest grzechem cieżkim ale wtedy gdy pojawia się w przypadku myśli nieczystych, ale co jeśli występuje zupełnie bez mojej woli i w sytuacjach bez erotycznego zabarwienia? Nigdy nie oglądałam żadnej pornografii, na normalnych fabularnych filmach zamykam oczy jak jest chociażby pocałunek, więc nie mogę powiedzieć, ze jakoś karmię te odczucia, w każdym razie są dla mnie strasznym utrapieniem. Co robić w takim przypadku i czy mogę przystępować do Komunii św? Mama mówi że tak ale boję się, że popełniam świętokradztwo? chociaż mam prawie 30 lat więc może nie powinnam sugerować się radami bliskich?

Odpowiedź:

1. Pani spowiedzi na pewno są ważne. Grzech "egoizmu duchowego" trudno uznać za coś takiego, co miałoby czynić spowiedź nieważną. Tylko brak żalu czy zatajenie grzechu ciężkiego czyni spowiedź nieważną...

Zresztą z samym pojęciem grzechu "egoizmu duchowego" bym uważał. To chyba sprawa dość skomplikowana, coś więcej niż tylko zabieranie spowiednikowi czasu. Bo przecież są sytuacje, gdy dłuższa spowiedź jest potrzebna... Nie wiem, nie jestem spowiednikiem, ale wydaje mi się, że z takim egoizmem duchowym mamy do czynienia, gdy ktoś za bardzo kręci się wokół siebie i swoich spraw duchowych. Takie długie spowiedzi mogą być objawem problemu, ale nie tylko w nim się on wyraża. Wtedy, gdy człowiek na siłę szuka grzechów, problemów i nawet już pouczony ciągle docieka czy to lub tamto, a w następnej spowiedzi to samo. Bo nie tyle szuka wyjaśnienia problemów, co zainteresowania spowiednika czy innego kapłana. Zainteresowania swoimi problemami, przemyśleniami itd... Nie wiem, nie umiem tej intuicji dobrze ubrać w słowa...

Czy to poważny grzech? O tyle, ze to brnięcie w ślepą uliczkę jakiejś wykrzywionej pobożności. Ale na pewno nie grzech ciężki.

Czy ten grzech popełniasz? Nie wiem. O ile dobrze Cię identyfikuję  (po tym co piszesz, nie po IP), zadajesz pytania w tym serwisie już od bardzo dawna. Nie to, że nie możesz pytać, oczywiście pytaj. Ale zobacz co się dzieje: ciągle nie umiesz stanąć na własnych nogach. Pytasz. Tu. spowiednika, mamy. Co jest nie tak? Mnie się wydaje - może się mylę - że masz kłopot z uwierzeniem, że Bóg nie domaga się od Ciebie, byś była perfekcyjna. Że kocha Cię jaka jesteś, niezależnie od tego, że czasem coś zrobisz nie tak... Ale droga którą teraz idziesz - eliminowania ze swojego najmniejszego nawet grzechu - choć bardzo szlachetna, to droga donikąd, do duchowego udręczenia. Uciesz się miłością Boga, tym ze jest, a nie tylko martw się tym, że nie spełniasz Jego oczekiwań. On wcale nie jest taki, żeby marudził, ze człowiek jest nie taki jak by chciał. Skoro tak się starasz, na pewno Cię lubi, bo widzi, ze jesteś prawym człowiekiem. Tylko w tych swoich dobrych chęciach trochę zagubionym... Zrób ten krok, i uwierz, że Cię kocha i takie grzebanie w Twoich słabostkach i intencjach nie jest Mu potrzebne...

Z grzechu egoizmu duchowego nie spowiadaj się. Uważaj na to, ale nie spowiadaj się. Bo będziesz się spowiadała z tego, że się spowiadasz. Bez obaw, naprawdę, z większa radością patrz na życie...

Czy jesteś gorsza chrześcijanka niż męczennicy? Nie. Po prostu nie stanęłaś przed taka próbą. I nie wiadomo co byś zrobiła. Nie obwiniaj się o hipotetyczne niewierności Bogu. Liczy się to, co faktycznie się dzieje,a  nie to co ewentualnie mogłoby się stać..