Gość 23.07.2014 16:48

1) Pytanie, które chce zadać już kiedyś tutaj padało. Mianowicie chodzi mi o to, jaka długość spódniczki/sukienki jest odpowiednia do pójścia do kościoła, a jaka np. na imprezę itp. Wiem, że tego nie można odmierzyć centymetrem, ale skąd mam wiedzieć, jak inni to postrzegają, czy jest to dla nich pokusą, powodem zgorszenia? Ostatnio ubrałam do kościoła dość krótką (powyżej kolan, ale nie przekraczała raczej połowy uda), zwiewną spódniczkę. Miałam pewne wątpliwości, czy tak pasuje, ale rodzina mówiła mi żebym nie przesadzała, że jestem młoda i tak wyglądam młodziej, że ja to bym się ubierała jak zakonnica.. No więc nie wiem, czy to ja przesadzam, czy też nie. Jak znaleźć "złoty środek" w tej sytuacji?
2) Jak odróżnić kwestię wstydzenia się wiary od pragnienia intymności, niechęci ostentacji? Często łapię się na tym, że niemal spontanicznie ukrywam sprawy związane z wiarą, tzn. np. kiedy czytam coś religijnego i słyszę, że ktoś idzie, to momentalnie staram się to jakoś zasłonić lub nie uwidaczniać tego. Podobnie podczas modlitwy, nie chcę, by ktoś mnie widział jak modlę się np. w ciągu dnia, bo to jest dla mnie trochę krępujące i w rezultacie nie skupiam się na modlitwie, ale na tym kimś. Albo inny przykład: byłam kiedyś kupić książkę religijną i gdy mnie ktoś spytał gdzie byłam, to nie powiedziałam tego wprost, tylko że miałam coś załatwić (coś w tym stylu). Albo gdy ktoś zapytał mnie o siostrę, czy jest w domu, to ja odpowiedziałam że teraz nie, bo gdzieś pojechała, i nie powiedziałam gdzie, choć wiedziałam, że na rekolekcje. Powiem szczerze, że nie wiem dlaczego się tak zachowuję, bo nie chcę się wstydzić swojej wiary, i gdy mnie ktoś pyta czy jestem wierząca, to odpowiadam że tak. Nie wstydzę się tego, że chodzę do kościoła co niedzielę na Mszę, ale już jak pójdę w tygodniu, to nie bardzo chcę o tym mówić. Zauważyłam, że to jest też kwestia przyzwyczajenia, wstydzę się tego, co zwykle nie robiłam lub co inni zwykle nie robią, ale jak już się przełamię kilka razy to wstyd raczej mija i nie mam z tym już problemu. Tak było np. z modleniem się przy współlokatorce w akademiku (na początku się denerwowałam i wstydziłam, a po jakimś czasie, mogłam normalnie się modlić bez wstydu). Za to jak pojawiał się ktoś kolejny, to już problem wracał (poczucie wstydu). I nie wiem czy są to przejawy wstydzenia się wiary, czy po prostu, znając siebie (nieśmiała, zamknięta w sobie) nie chcę, by inni zrażali się do wiary, patrząc na mnie (tzn. niby taka pobożna, a ma trudności w relacjach z innymi ludźmi itp.)?

Odpowiedź:

1. Złoty środek powinna Ci podpowiedzieć Twoja własne roztropność. Zobacz jak ubierają się inni, jak zareagowałabyś, gdyby ktoś inny wystąpił w takim ubraniu jak Ty...

2. Przede wszystkim wypada zauważyć, że Twojego wstydzenia się wiary chyba nie można rozpatrywać w kategoriach grzechu. To drobiazgi, które nie wpływają na Twoja ogólna postawę: zasadniczo wiary się nie wstydzisz.

Co robić? W każdej sytuacji bądź sobą. Na pewno jednak nie musisz innych epatować swoja pobożnością. Nie w każdej sytuacji musisz tłumaczyć, jaką książkę kupowałaś czy gdzie byłaś... No i nie przy każdym musisz chcieć się modlić. Choć w takich sytuacjach możesz to robić bardziej dyskretnie, np. siadając na łóżku...

J.