Gość 16.02.2014 20:59

Jestem po rozwodzie i żyję po ślubie cywilnym ze swoją drugą żoną. Moje dzieci z pierwszego związku zaakceptowały tą sytuację i praktycznie kazdy weekend i wakacje spedzają z nami. Co niedzielę i w każde święto chodzimy razem do Kościoła.
Uczestniczymy we mszach świętych. W życiu codziennym staramy się żyć jak najlepiej, w zgodzie własnym sumieniem, angazujac się w pomoc potrzebujacym i akcje społeczne.
Jesteśmy dobrym i zgodnym małżeństwem. Nie pytam, czy zgodnie z nauka katolicką jestesmy dobrymi katolikami, bo znam tą odpowiedź. Nie możemy przystępować do komunii świętej i nie dostaniemy rozgrzeszenia.
I z niezrozumieniem patrzymy obydwoje na sytuację mojego znajomego, kolegi z podwórka.
Wyjątkowo aspołeczny gatunek. Dzieci brudne i usmarkane, bo ojciec wszystkie pieniądze wydaje na coraz to nowe miłosne przygody i libacje z " przyjaciółkami".
Jego zona początkowo się odzywala, ale po kilku siniakach przestała się odzywać, bo i po co ?
Ale ten człowiek regularnie raz na kwartał idzie do spowiedzi, przyjmuje komunię świętą i po niedzielnym obiedzie powraca do swojego starego stylu życia. I tak wygląda od wielu lat.
I tego obydwoje z zona nie rozumiemy. Dlaczego jestesmy wg katolickiego podejścia do kwestii grzechu ludźmi gorszej kategorii ?
Nie rozumiemy tego i chyba nigdy nie uda nam się tego zrozumieć dlaczego ten człowiek jest wg Kosciola Katolickiego lepszym człowiekiem i Katolikiem niż my ? Dlaczego on zasługuje na pełnię praw, a my nie ? Proszę nam to wyjasnic.

Odpowiedź:

Hmmm... Znajomy jest może i nie najlepszym człowiekiem, ale się stara. Chce być lepszy, spowiada się (nie oceniam tu ani szczerości takiej spowiedzi ani postanowienia poprawy). Wy wybraliście życie w grzechu. W tym względzie - być może jednym jedynym, ale jednak - nie zamierzacie się starać. Ot i cała sprawa...