Gość 08.09.2012 21:25

Mam takie pytanie. Czemu osoby, które się rozwiodły z powodu krzywdy zadanej przez współmałżonka i odnajdą z powrotem szczęście, drugą połówkę nie mogą przyjmować komunii św? Tzn. rozumiem, że łamią przysięgę złożoną Bogu i miłość powinna być wieczna. Jednak jeśli mąż/żona zdradzi, porzuci i upokorzy to przebywanie z nim/nią byłoby toksyczne, poniżające. Jeśli ta zraniona osoba odnajdzie miłość, która ją uleczy... Prawdziwą miłość! To nie może już żyć w zgodzie z Bogiem? Generalnie zgadzam się ze stanowiskiem Kościoła w większości spraw, ale tego nie jestem w stanie pojąć. Mam 18 lat, a więc nie mówię o sobie. Pytam się ogólnie.

Odpowiedź:

Rozumiesz, że łamią przysięgę złożona Bogu, ale nie widzisz problemu? Hmmm...

Pomijając kwestie czysto ludzkie, nierozerwalności związku domagał się sam Pan Jezus. Przeczytać o tym można np. w 10. rozdziale Ewangelii Marka...

A z kwestii czysto ludzkich... Gdy ludzie zakładają, że w razie czego mogą się rozejść, łatwiej posuwają się do słów albo czynów mocno drugą stronę raniących. Gdyby wiedzieli, ze tak czy siak, będą musieli się dogadywać, pewne rzeczy by przemilczeli. Bo małżeństwo to taki związek, przez który zawsze z człowiekiem jest drugi człowiek. I trzeba go w swoich kalkulacjach uwzględniać. A nie myśleć jak solista....

No i jeszcze jedno: takie trudne sytuacje w małżeństwie dobrze rozwiązane uczą miłości, szacunku dla osoby, zrozumienia dla niej. Łatwe odejście uczy tylko egoizmu. Nawet jeśli jest się ofiarą.... Tej ofierze Kościół proponuje zresztą możliwość separacji. Ale to zupełnie coś innego, nić zakładanie nowego związku...

J.