Gość 20.08.2017 23:32

Szczęść Boże.
Mam pytanie odnośnie onanizowania. Wiem, że jest już sporo odpowiedzi na ten temat, jednak chciałabym doprecyzować, ponieważ doczytałam, że istnieje możliwość "pomniejszenia" tego grzechu. Onanizowałam się od dziecka (oczywiście nie mając pojęcia o tym, że to jest złe). Najczęściej rozładowując napięcie (jestem i byłam osobą bardzo wrażliwą, przejmującą, dość nerwową). Gdzieś tak w liceum przeczytałam w książce, że to co robię, być może jest grzechem, chociaż nie bardzo potrafiłam to zrozumieć, czy to o to chodziło, oczywiście wstydziłam się kogoś zapytać i tak poszło w zapomnienie. W ogóle nie przyszło mi do głowy, żeby powiedzieć to na spowiedzi. Moja rodzina była religijna (Msza Św. co niedzielę i święta, codzienna modlitwa, itp) jednak bardzo prosta. Oczywiście chodziłam do spowiedzi komunii nie wymieniając tego grzechu, bo nie wiedziałam, że grzeszę. Potem bardzo szybko wyszłam za mąż. Jakoś przez całe moje małżeństwo nie mogłam "dogadać się" z moim mężem w sprawach seksu. On miał duże potrzeby, ale typ egocentryka, nigdy nie interesowało go, co ja czuję, czy mogę, chcę. Dla spokoju robiłam tak, jak chciał, często płacząc z bezsilności, żalu. Tak mijały lata,w których czasami pojawiało się onanizowanie lub nie. Nigdy nie myślałam o tym, jak o grzechu. Ostatnio bardziej intensywnie zainteresowałam się pogłębianiem wiary, uczestnicząc w rekolekcjach, czytając też to forum. I doczytałam, że jest to grzech ciężki...po prostu się załamałam...jak to teraz naprawić? Tak bardzo pragnęłam pójść do komunii, że pomimo ogromnego wstydu wyznałam to na spowiedzi, ale tak bardzo szybko, że ksiądz udzielił mi normalnie rozgrzeszenie nie pytając o nic. Poczytałam jeszcze na wiara.pl i nachodzą mnie wątpliwości, ze może ksiądz - spowiednik nie usłyszał, skoro jest to tak ciężki grzech. Dodam, że nadal zdarza mi się "to robić", chociaż od kiedy się dowiedziałam to staram się walczyć ze sobą...niestety czasami przegrywam tę walkę. Zawsze mocno żałuję. Zastanawiam się, czy w moim przypadku można mówić "o okolicznościach" opisanych przez ojca na tym forum. Bardzo źle się z tym czuję, że tak "stara" kobieta i takie problemy...bardzo wstydzę się porozmawiać o tym z moim spowiednikiem. Jak to o w ogóle przedstawiać na spowiedzi - tak szczegółowo? Czy ogólnie?Walczę z tym - jednak nadal przegrywam, bo daje mi to, czego nigdy nie doświadczam od męża (przyjemność), rozładowuje napięcie
Dziękuję za odpowiedź.
Ps. Jeśli moje pytanie nie nadaje się na forum, to proszę o odpowiedź na maila. Może jest za szczegółowe, ale chciałam być dobrze zrozumiana.
ha-da@o2.pl

Odpowiedź:

Ja bym mimo wszystko zalecił, żeby przedstawiła Pani ten problem spowiednikowi. Bo w zasadzie, skoro Pani to grzech wyznała i uzyskała rozgrzeszenie, to nie ma już problemu ewentualnie nieważnych spowiedzi. Ale skoro ma Pani wątpliwości, to lepiej, żeby zdecydował spowiednik, nie ja. Po prostu za jakiś czas Pani wątpliwości mogą znów wrócić. A decyzja spowiednika, to decyzja spowiednika...

Jak to opisać.. Tak jak napisała Pani w pytaniu. Nie jest to ani zbyt szczegółowe ani zbyt ogóle. W sam raz, żeby zrozumieć o co chodzi...

Dodam jeszcze parę myśli.

Niewiedza zmniejsza albo niweluje odpowiedzialność za jakiś czyn, jeśli nie jest zawiniona. W przypadku dorosłej osoby i grzechów dotyczących szóstego przykazania nie domniemywa się takiej niewiedzy, chyba że w konkretnym przypadku tak się to wszystko oceni. Ale od tego jest spowiednik, nie ktoś odpowiadający w internetowym portalu...

Po drugie... Warto w takich wypadkach zapytać spowiednika o ewentualną konieczność spowiedzi generalnej. Pewnie nie uzna tego za potrzebne, ale dla pewności lepiej spytać. Żeby znów nie było tak, że ksiądz rozgrzeszy, a znów pojawią się wątpliwości...

Po trzecie... Nie wiem oczywiście co usłyszał a czego nie usłyszał ksiądz, ale zasada jest taka, ze skoro rozgrzeszył to wszystko jest OK. Podejrzewam, że część księży po prostu nie chce takich tematów drążyć bo wiedzą, ze tych grzechów ludzie bardzo się wstydzą. A zwłaszcza swojej niewiedzy w tych tematach. To też mogło wpłynąć na to, że ksiądz niespecjalnie zareagował...

Po czwarte.... Na pewno niekorzystna sytuacja, w której przyszło Pani żyć zmniejsza Pani odpowiedzialność za ten grzech. Zasadniczo jednak to zawsze jest grzech ciężki i dopiero, kiedy od spowiednika usłyszy się, by w tym przypadku tego jako grzechu ciężkiego nie traktować, można traktować to jako grzech powszedni. Po prostu taką decyzję, po poznaniu konkretnej osoby i sprawy może podjąć tylko spowiednik. Dodam jednak rzecz dość istotną: jeśli to Pani zachowanie wynika z faktu zaniedbywania przez męża i nie dbania przez niego o Pani satysfakcję - tak to zrozumiałem - to niekoniecznie jest to grzech. 

 

Tak czy owak proszę oba te pytania - o dawne grzechy i o swoja sytuację tu i teraz - przedstawić spowiednikowi...