Pożądliwość - zło, wada 02.01.2017 14:22

Pożądliwość oczu, pożądliwość ciała i pycha żywota, to jest ta - nazwijmy to - negatywna siła, która nami porusza, siła która jest w człowieku po grzechu pierworodnym. Jest to zatem negatywna siła, jedno z trzech źródeł pokus. Bo pokusy są z trzech źródeł: od świata, od demona, i od nas samych. Wygląda więc na to, że ta negatywna siła, czyli pożądliwość oczu, pożądliwość ciała i pycha żywota, to jest taki rodzaj pokusy tego trzeciego typu – typu „od nas samych”.
Chciałbym zatem zapytać (jako 30-sto letni kawaler, którym niestety targa pociąg ku tej samej płci), czy to, że mężczyzna (mąż) lubi kobiety (żonę), pociągają go, ogląda się za nimi, pożąda ich, to czy ten fakt, wynika z tej negatywnej siły po-grzecho-pierworodnej, o której mówiłem na początku i przez nią (dzięki niej) mężczyzna chce oglądać kobietę, współżyć z nią i tak dalej? Jak to jest ze strony prawdziwego mężczyzny, który ma żonę, jest heteroseksualny i pożąda żonę? Czy ta sama siła pożądania, która karze homoseksualiście pożądać kogoś tej samej płci, działa też między mężem a żoną, kobietą i mężczyzną, tylko że jest wtedy ona właściwie ukierunkowana a w homoseksualizmie źle ukierunkowana – ale działa ta sama siła i zasada, czyli i tu i tu działa pożądliwość oczu, ciała i tak dalej?
Patrzę jeszcze na to tak, że zastanawia mnie, czy jest tak, że Pan Bóg po prostu w przypadku pożądliwości oczu, pożądliwości ciała i pychy żywota, czyli w przypadku tej negatywnej siły, która powstało po grzechu pierworodnym, przymyka oko na to, że jest to ta zła siła i pozwala aby łączyła (lub może nawet ciągnęła ku sobie) mężczyzn do kobiet i kobiety do mężczyzn. Że jak gdyby Pan Bóg wykorzystał fakt, że grzech pierworodny dał ludziom taki negatywny popęd, siłę, i wykorzystał to do tego, aby ludzie się łączyli w pary i płodzili dzieci. Czy tak jest?
Tu chciałbym poruszyć pojęcie i siłę, którą jest Miłość. Wiadomo najlepiej aby między mężem a żoną była Miłość, aby ona ich łączyła. Ale właśnie, czy siła - która każe mężczyźnie oglądać się za kobietą i planować z nią ślub - jest Miłość, czy może tą siłą jest właśnie pożądliwość oczu, ciała i tak dalej? Dlaczego się on ogląda – z Miłości czy z pożądliwości? Chodzi mi o te podstawowe sprawy, że mężczyzna ogląda się za kobietą i ona go pociąga itd. Czy to że się ogląda i go pociąga ona, wynika z tej negatywnej siły pożądliwości oczu, ciała i pychy żywota? Jeśli tak się sprawy mają między mężczyznami a kobietami, to oznaczałoby że ta zła siła i ta negatywna skłonność pożądliwości jest tak naprawdę dobra, bo powoduje, że mężczyzna chce kobiety i chce współżycia z nią. To jest ten aspekt EROSA między kobietą a mężczyzną, który chcę wskazać, bo to, że później mąż jest i żona i jest ślub to już wydaje mi się nie jest aspekt erosa tylko MIŁOŚCI. Także nie rozumiem.
Ostatnia rzecz, która mnie w tym wszystkim ciekawi to to, że wydaje mi się, że gdy Adam pierwszy raz zobaczył Ewę (jeszcze przed grzechem pierworodnym, gdy nie było w nim tej negatywnej siły jeszcze), gdy powiedział te słowa parafrazując: „o, ta jest dopiero kością z moich kości”, to chyba u Adama działała wtedy nie pożądliwość, tylko Miłość. Może zachwyt działał? Może zachwyt to nie to samo co pożądanie? Może zachwyt to rodzaj czystej Miłości?
Nie chciałbym aby umknęło to o co mi chodzi w tym pytaniu. Czyli pytam: Czy fakt, że mężczyzna ogląda się za kobietą i chcę z nią się wiązać, wynika z tej siły negatywnej pożądliwości oczu, ciała i pychy żywota? Czy w to wszystko jakoś wpleciona jest Miłość? Czy Bóg jakoś wykorzystał to uszkodzenie po grzechu pierworodnym, tę negatywną siłę, aby mężczyzn i kobiety ciągnęło do siebie, aby płodzone były dzieci? Czy tak jest? Dobrze to rozumiem? I że jeśli w małżeństwie wszelkie stosunki będą się tylko opierały na tej negatywnej sile, a nie będzie Miłości, to i tak występuje grzech? I czy ta sama negatywna pożądliwościowa siła, która ciągnie mężczyzn do mężczyzn homoseksualnych, działa też między mężem a żoną i ciągnie ich do siebie, tylko tu jest dobrze ukierunkowana? I czy zachwyt Adama nad Ewą to rodzaj tej czystej Miłości - zachwyt to nie pożądanie?
Dalej rozważając - przykazanie mówi „nie pożądaj żony bliźniego”, ale być może mówi tym samym „wolno ci pożądać własną żonę, i to, że jesteś uszkodzony po grzechu pierworodnym i działa w tobie pożądliwość, to jest ona dozwolona w małżeństwie do woli”. Więc jakby rzeczywiście, ta negatywna siła jest dozwolona i można jej ulegać, ale tylko w małżeństwie? Tego nie wiem. Co z Miłością tez się zastanawiam, gdzie ona w tym wszystkim. Wydaje się że tam gdzie jest pożądliwość oczu, ciała i pycha żywota, tam nie ma Miłości. A jednak wygląda na to, że ta zła siła, na początku, ciągnie mężczyznę do kobiety (w sensie pożądliwość). Może więc rzeczywiście Bóg wykorzystał to uszkodzenie po grzechu pierworodnym i tę negatywną siłę tylko jako silnik napędowy do tego, aby mężczyźni i kobiety chcieli się do siebie zbliżyć seksualnie? A później w codziennym życiu ma działać Miłość i ma nie być miejsca na tę negatywną siłę. Ona tylko do impulsu, do ciągnięcia do łoża małżeńskiego, by płodzone były dzieci. Zatem czy Bóg wykorzystał tę negatywną siłę i pozwala na nią, ale tylko do impulsu płodzenia? Tego nie wiem, wydaje się że tak. Bo generalnie, to jest to zła siła, zła pokusa. Kończąc - a może jest tak, że dziś, mężczyźni, jak się oglądają za kobietami, to zachwycają się kobietami jak Adam Ewą, tak czysto, Miłośnie, bez pożądliwości, tak jakby bez grzechu pierworodnego? Ale może jednak zepsuta natura i pożądliwości trwają do śmierci? No właśnie jak to jest? Ja nie lubię siły erosa - dlatego podjąłem ten list - bo ja mam tę homoseksualność i wkurza mnie eros heteroseksualny. W tym sensie wkurza, że zazdroszczę jeśli jest tak że mąż może pożądać żonę. Dlatego jeśli by jednak pożądliwość rzeczywiście była wadą, i nawet między mężem a żoną ma nie być pożądliwości tylko Miłość, to miałbym cel i wiedziałbym że mam dążyć do nie-pożądania. Niestety wiem jak łechcący jest eros, erotyka i pożądanie i podniecenie - jak to ogarnia i wypełnia człowieka.
Dziękuję za pomoc w zrozumieniu.
PS: Może upraszczając ten długi list, zapytam tylko po prostu: Czy pożądliwość oczu, pożądliwość ciała i pycha żywota jest złem i złą siłą, na którą Bóg przymyka oko i pozwala na nią, bo jest ona motorem napędowym oglądania się mężczyzny za kobietą i tego że chce on z nią współżyć – czyli eros? I pożądliwościowe patrzenie i pożądanie zawsze jest złe, poza wyjątkiem tego między mężem i żoną – tu dozwolone (wtedy zazdroszczę?) Ale chyba jak nastolatek ogląda się za dziewczyną w jego wieku, która nie jest niczyją żoną, to i tak dopuszcza się z nią cudzołóstwa/nierządu ocznego mimo, że jest to pociąg heteroseksualny i wydawałoby się – jako w świecie po grzechu pierworodnym – pociąg naturalny. Czyli wynikałoby że jednak ta „zła siła” jest zła i uleganie jej jest grzechem, nawet jeśli chłopak pożąda dziewczynę. Zatem czy tylko w małżeństwie dozwolona jest pożądliwość oczu i ciała i pycha żywota? Czy mężczyznę ciągnie do kobiety pożądliwość oczu i ciała i pycha żywota? A Miłość jest do małżeństwa i płodzenia dzieci i to nie jest wtedy eros tylko właśnie Miłość? A podobanie się, a zachwyt, a homoseksualny zachwyt? A Adamowy zachwyt nad Ewą bez pożądliwości? Jak to wszystko jest? Jak ciągnie mężczyznę do kobiety, a Miłość? Mam nadzieję, że odpowiadający rozumie o co ja próbuję zapytać i coś uda się wyjaśnić i podsumować, bo ja już się pogubiłem, nie umiem tego sformułować. Dziękuję.

Odpowiedź:

Jeśli dobrze zrozumiałem o co w pytaniu chodzi... Wydaje mi się, że to podręcznikowy przykład sytuacji, w której zbyt wielkie znaczenie przypisuje się pojęciom. W tym wypadku pojęciu "pożądanie".

Po pierwsze zwróciłbym uwagę, że w przytoczonym cytacie nie chodzi tylko wymiar seksualny tego słowa. Zresztą podobnie jest w przykazaniach: pożądać można i żonę bliźniego i należącą do bliźniego rzecz. To pożądanie jest tu raczej synonimem jakiegoś egoizmu, chęci zagarniania dla siebie i dla siebie. To oczywiście może przejawiać się też w seksualności, ale nie jest to jedyny wymiar złego pożądania...

Po drugie.... Pragnienie współżycia seksualnego z żoną zasadniczo złe nie jest. Wręcz przeciwnie. Współżycie jest wyrazem miłości, a jednocześnie jest współpracą z Bogiem w dziele przekazywania życia. Napisałem "pragnienie". Wydaje mi się jednak, że równie dobrze mógłbym napisać "pożądanie". Absurdem byłoby twierdzić, że "pragnienie" żony jest dobre, a "pożądanie" jej jest złe. Przecież chodzi, przynajmniej mniej więcej, o to samo. Tak naprawdę złe jest pragnienie cudzej żony albo pragnienie tej, która żona nie jest. A nie samo pragnienie.

W ogóle nie stawiałbym więc sprawy tak, że pożądanie jest zawsze złe z wyjątkiem pożądania własnej żony. To nie tak. I podobnie w innych sprawach. Słowo "pożądanie", owszem, ma w naszym języku charakter pejoratywny, ale to czy tak należy to odczytywać zależy od kontekstu, w którym zostało użyte. Bo jeśli ktoś napisze np. że ludzie pożądają sprawiedliwości, to nie znaczy, że ich pragnienie jest złe...
 

J.

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg