Gość 29.06.2016 14:49

Szczęść Boże,
nie wiem co zrobić. Moim dużym pragnieniem byłoby już wszystko załatwić, a dalej się zastanawiam nad pewną rzeczą, chociaż minął chyba rok..
Więc był czas, gdy źle myślałam o Bogu (i zakładam, że to był grzech ciężki). Chciałam te myśli zmienić przed spowiedzią, ale był czas rekolekcji i wolałam się wyspowiadać "ze wszystkimi", bo tak było mi łatwiej, ze względu na to, że czekała mnie raczej bardzo ciężka spowiedź. I już nie czekałam, by najpierw rozwiązać sprawę myśli. Tak więc wtedy poszłam do spowiedzi bez wcześniejszej ich zmiany.
I chodzi o to, że miałam właśnie może taki wielki żal do Boga, te złe moje rozmyślania, że byłam nawet gotowa dyskutować i bronić tego swojego przekonania. Więc w ogóle nie żałowałam tych myśli. Chyba jakby nie uważając tego może nawet za grzech (bo w końcu myślałam, że słusznie uważam).

Potem jednak zdałam sobie sprawę, że nie został spełniony jeden z warunków ważnej spowiedzi, czyli żal za grzechy. Lecz przypomniało mi się, że kiedyś pewna osoba (chyba to już był ksiądz) powiedziała, że gdy jakiś grzech np. sprawił nam przyjemność i go nie żałujemy, to to że wyznamy go podczas spowiedzi już jest formą żalu, ponieważ wiemy, że to było złe, choć możemy nie czuć wtedy tego żalu.

W wywiadzie z księdzem przeczytałam też, że bez tego szczerego żalu spowiedź staje się nieważna, ale właśnie nie chodzi w nim jednak tylko o uczucie. „Nie trzeba czuć żalu za grzechy, aby był on szczery. O jego autentyczności decyduje pragnienie zerwania z grzechem, postanowienie poprawy. Jest to pragnienie nieulegania grzechowi, które jednak musi zostać wyrażone w konkretnych postanowieniach.”
Te moje jakieś postanowienie szukania zmiany myśli było. Ale w tym samym wywiadzie przeczytałam też:

„Kapłan nie może udzielić rozgrzeszenia, gdy widzi u penitenta wyraźny brak żalu za grzechy - np. gdy penitent wprost twierdzi, że nie uznaje danego czynu za grzech, choć w świetle Ewangelii nim jest. Albo kiedy wyraża deklaracje żalu za niego, ale nie jest gotowy do podjęcia konkretnych postanowień, by z nim zerwać.”

Tak więc u mnie było na odwrót: nie wyrażałam deklaracji żalu, ale byłam gotowa szukać, po spowiedzi, by te myśli pozmieniać. Jednak chodzi głownie o to, że ten początek drugiego cytatu by się u mnie sprawdził. Nie było żalu i chyba nie uważałam tego nawet za grzech, skoro myślałam, że mam rację.
I teraz nie wiem. Z pierwszego cytatu wychodzi na to, że żal można uznać za spełniony (chęć zmiany), a z drugiego, że nie jest spełniony (jeśli uważałam, że to nie jest grzech).
I nie wiem, czy do warunku żalu, wystarczy to, że chciałam te myśli zmienić i końcowo to zrobiłam, czy nie wystarczy, jeśli uważałam, że to co myślę nie jest grzechem.

Z drugiej strony można byłoby pomyśleć, że skoro powiedziałam ten grzech, że źle myślałam o Bogu, to uznałam to za grzech. Ale w sobie tego nie czułam, więc wtedy sprawdza się chyba to co mówił ksiądz w tamtym wywiadzie: „gdy penitent wprost twierdzi, że nie uznaje danego czynu za grzech, choć w świetle Ewangelii nim jest”. No i nie wiem.. Z innej strony też chciałam to zmienić, więc wiedziałam że to jest złe. Ale czy uznając to za potrzebne do zmiany, to czy w tamtej chwili uznawałam to za grzech, będąc tak pewna swojego zdania, myśli? Chyba nie.. Niby powiedziałam ten grzech, chciałam zmiany, ale czy uznałam to za grzech? Niby wiedziałam, że: ‘źle myśleć o Bogu’ to grzech, ale to co w tych myślach zawarłam i rozmyślałam uznawałam za moją słuszną rację i byłam tego bardzo pewna i mogłam się nawet o to kłócić. Te moje rozmyślania mam już wyjaśnione (chodziło chyba o łaskę wiary dawaną przez Boga itd. – tutaj chyba nieistotne) ale nie wiem jak potraktować kwestie żalu niestety..

Będę bardzo wdzięczna za podpowiedź co z tym zrobić i z góry b. dziękuję

Odpowiedź:

Tego rodzaju dylematy powinien rozstrzygać raczej spowiednik. Dlatego że on, kiedy nie ma pewności, po prostu "na wszelki" wypadek rozgrzeszy, a ode mnie wymaga to rozstrzygnięcia sprawy ważności spowiedzi, grzechu, jego wagi itd...

Ale gdybym ja miał tu cokolwiek powiedzieć, to zwróciłbym uwagę, że to Twoje złe myślenie o Bogu było pewnie raczej pokusą niż faktycznym grzechem. Na pewno  już od chwili, w której ten grzech wyznawałaś, a chciałaś, planowałaś  to myślenie o Bogu zmienić, trudno mówić, że to był grzech. Żalu nie było? Był. Bo było wyraźne postanowienie poprawy....

J.