Gość 01.03.2016 17:36

Z Pisma wiem, że przemyślność (to chyba inaczej znacz również przezorność, roztropność – jeśli się mylę proszę o korektę) jest według Pisma niegodziwa, a wybitna przemyślność „budzi wstręt”. Mam problem z metamyśleniem, taką „matrioszką” jak ja to widzę, która w wielu sprawach mi się narzuca i niepokoi mnie. Otóż ta „matrioszka” myślowa, pojawia się w tym - modlę się do Pana Boga tak: „Panie Boże proszę Cię ratuj mnie, daj abym nigdy nie był przezorny”. Ogólnie modlę się, abym nie był przezorny, a modlę się o to dlatego, bo wiem z Pisma, że przezorność jest niegodziwa i budzi wstręt. Chcę jej uniknąć. Ale skoro chcę tej przezorności „przezornie uniknąć” poprzez „przezorną modlitwę i starania” to czyż nie staję się wtedy wybitnie przezorny chcąc przezornie uniknąć zła przezorności? Jakby nie ma od tego ucieczki. Strasznie mnie to męczy. Nie wiem czy ta „wybitna przemyślność” z Syracha, to inaczej przezorność. Ale jakby Pismo, mówiąc o tym co złe, uczy mnie modlić się przezornie do Boga, aby ustrzegł mnie przed tym co złe. Pismo uczy mnie przezorności jakby.

Z Mądrości Syracha 19:„Jest przemyślność, a jednak budzi wstręt, i bywa głupi, który źle na mądrości wychodzi. Jest wybitna przemyślność, a jednak jest niegodziwa. Nie jest mądrością znajomość złego”.

Sam bym nie wiedział przykładowo, że znajomość złego to nie jest mądrość. I bym pewnie szukał znajomości złego i wiele innych złych rzeczy robił, gdyby Pismo mnie nie ostrzegło. Ale przez to staję się przezorny – dzięki Pismu staję się przezorny a przezorność to zło chyba i tu ta „matrioszka – metamyśleniowa”. Bo normalnie gdyby nie ostrzeżenie Pisma o tym co złe, to bym nie wiedział i brnął bym w zło być może. Ale to z kolei skłania do pytania, czy bez przezornego dowiedzenia się z Pisma, co jest „niegodziwe”, co „budzi wstręt”, co „nie jest mądrością”, to bym robił to co złe? Przezornie odrzucam to co złe, bo Pismo mnie ostrzega, a sam to jestem zły i wybieram źle zawsze? To tak jakby nie mieć sumienia i wybierać i czynić tylko to co dobre i zaniechiwać zła, tylko ze względu na nagrodę czy karę (ostrzeżenie z Pisma jakieś), a nie ze względu na wewnętrzną wartość i prawdę tego czynu czy zaniechania. Czy odpowiadający dostrzega to o co mi chodzi?

Nie chcę czynić niczego co jest niegodziwe i co budzi wstręt. Nie chcę być przezorny (przemyślny?).

Z Księgi Ezechiela 28: „Dzięki swej przezorności i sprytowi zdobyłeś sobie majątek, a nagromadziłeś złota i srebra w swoich skarbcach. Dzięki swojej wielkiej przezorności, dzięki swoim zdolnościom kupieckim, pomnożyłeś swoje majętności i serce twoje stało się wyniosłe z powodu twego majątku.”

Dalej jest mowa, że „chciał mieć rozum równy rozumowi Bożemu”, i że powiedział o sobie że „jest Bogiem”, a z kolei Bóg mówi o nim, że „jest mędrszy od Danela i że żadna tajemnica nie jest przed nim ukryta”. Jak kiedyś usłyszałem to czytanie, to się przeraziłem. Modlę się zatem zawsze (no ale właśnie przezornie, a tu mowa w tym czytaniu o przezorności, więc znów matrioszka), aby mnie nie spotkało to co tam opisane, czyli abym nie chciał mieć rozumu równego rozumowi Bożemu (wydaje mi się że nie chcę), i abym nie znał wszystkich tajemnic bardziej niż Danel i abym nigdy nie uważał, że jestem Bogiem. Bo ta przezorność temu komuś przyniosła ten majątek. Niegodziwa przezorność i niegodziwy majątek. I przez ten majątek stał się ten ktoś wyniosły i uznał się za Boga.

Zatem nie chce być przezorny i nie chcę tych rzeczy z Ezechiela 28. Ale jeśli nie chcę być przezorny, bo to złe i zguba, to przecież staję się przezorny, bo chcę uniknąć przezorności. I tak w kółko.

Jak to jest z tą złą przezornością. Coś Pismo zdaje się mówi w innych miejscach, że roztropność jest dobra i roztropni zrozumieją niektóre rzeczy. Z kolei w innym miejscu jest napisane, że coś tam jest zakryte przed mądrymi i roztropnymi i oni tego czegoś nie pojmą. Więc już nie wiem. Nie chcę być przezorny. Nie chcę iść do piekła. Chcę uniknąć jakiejś zguby, zatracenia. Finałem tej postaci z Ezechiela jest raczej potępienie. Jeśli chcę uniknąć zatracenia i zguby to jestem przezorny? Jak to jest z tą złą przezornością, roztropnością, przemyślnością. Zła jest tylko ta, gdy unikam zła ze względu na ostrzeżenie – zatem zewnętrznie – a serce ma upodobanie w złu i unika tego zła tylko dlatego, bo jest ostrzeżenie, a normalnie by się zło wybierało, a czyni się dobro i unika zła, tylko dla nagrody i kary, a nie ze względu na pragnienie sumienia, które ma upodobanie w Prawdzie i Dobru i Miłości?

Chcę się uwolnić od zastraszenia, że dzieje się ze mną tak jak w Ezechiela 28 i Syracha 19. Chcę iść drogą do żywota wiecznego. Drogą Drogi, Drogą Prawdy i Drogą Życia. Jak to jest zatem z tą przezornością co budzi wstręt i „meta-matrioszką”?

Odpowiedź:

Roztropność, przezorność, spryt, cwaniactwo... Czym się różnią? Chyba głownie tym czego dotyczą. Czy są poszukiwaniem tego co dobre, czy raczej egoizmem... Ta pierwsza - roztropność - jest przecież jedną z cnót kardynalnych...

Moja odpowiedź na Pana dylemat nie pójdzie jednak w kierunku przedmiotu, ku któremu człowiek roztropnie czy cwaniacko zdąża. Zwrócę uwagę na inną z cnót kardynalnych: umiarkowanie. Cnota zazwyczaj leży pośrodku. A człowiek grzeszy albo przez niedomiar którejś z cnót albo przez jej nadmiar. Ot, takie męstwo. Gdy jest go za mało, mówimy o lenistwie. Gdy za dużo, o zuchwałości, o brawurze. Albo taka pobożność. Gdy jej za mało - źle. Ale gdy jest jej tyle, że człowiek zawala swoje ważne życiowe obowiązki - np opiekę nad dziećmi - też niedobrze...

Podobnie jest z tą przezornością. Nie należy być ani za mało przezornym, ani za bardzo. A modlitwa o to, by nie być zbyt przezornym na pewno pomaga sprawy właściwie poustawiać. I nie jest nadmierną przezornością...

J.

 

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg