Gość 09.08.2026 14:15

Dzień dobry, choć jestem ateistką to zastanawia mnie kilka kwestii związanych z Waszą religią

1) Uważam, że człowiek nie ma wolnej woli. Skoro karą za wybranie inaczej jest piekło to wyboru nie ma. Samo to, że żyjemy nie wynika z naszego wyboru. Oczywiscie, w tak stworzonym świecie to niemożliwe, aby ktoś wyraził zgodę na swoje istnienie, bo to znaczyłoby że już istniał, ale uważam że skoro życie wiąże się dla wielu ludzi z ogromnym cierpieniem przez choroby psychiczne itd. to dlaczego, gdy np. popełnią samobójstwo idą do piekła. Moim zdaniem nikt nie powinien być karany dwukrotnie.

2) Samo to czy trafimy do piekła czy do nieba zależy tylko od szczęścia, czyli momentu w którym umrzemy. Dlaczego seryjny morderca, który dożyje 90-tki i w ostatniej chwili się nawróci ma ogromną szansę na niebo, a inny człowiek, który umrze w momencie, gdy stracił wiarę idzie prosto do piekła. Nie ma to sensu.

3) Dlaczego uważacie, że akurat wasza religia jest tą prawdziwą. Każdy człowiek jest tak przekonany niezależnie od wyznania, powołując się na różne cuda, uzdrowienia.

4) Dlaczego wszystkie kataklizmy, trzęsienia ziemi, choroby, pandemie nie mają winnego, ale wszystkie uzdrowienia itd. przypisujecie Bogu. Przecież to zasluga lekarzy i cięzkiej pracy wielu ludzi.

5) Dlaczego Bóg potrzebuje, aby ciągle go wielbić. Czy to nie jest pycha? Dlaczego mu tak na tym zależy?

Odpowiedź:

1. Hm. Ująłbym sprawę tak: człowiek może wybierać (oczywiście nie rzeczy, które z natury są dla niego nieosiągalne, np. umiejętność latania), ale wybór wiąże się z konsekwencjami. To o czym Pani pisze, to pragnienie posiadania wyboru, ale bez ponoszenia jego konsekwencji. Tymczasem wybory chyba dość często, jeśli nie zawsze, wiążą się z konsekwencjami. Jeśli wybrałem jedne studia, to nie pójdę na drugie, jeśli decyduję się spędzić wakacje nad morzem, to nie pojadę w góry i temu podobne. W sprawach relacji międzyludzkich jest podobnie: nie mogę oczekiwać, że jeśli wybiorę oszukanie w interesach przyjaciela, to on dalej będzie moim przyjacielem; nie mogę oczekiwać, że jak wybiorę nabluzganie na kogoś, to ten ktoś odpowie mi z życzliwością....

A co do kwestii wiecznego potępienia samobójców... To jeden z  tych tematów, na który, dzięki rozwojowi psychologii, Kościół patrzy dziś inaczej niż parę wieków temu. Każdy grzech - wyjaśniają podręczniki teologii - to nie tylko to, co konkretni się zrobiło, ale także świadomość i dobrowolność czynu. Nie potępiamy kogoś, kto zrobił coś złego, ale nie wiedział, że źle robi. Inaczej też oceniamy kogoś, kto do jakiegoś złego czynu został zmuszony. Psychologia wskazuje, że u człowieka podejmującego decyzję o samobójstwie te dwa obszary mogą być zaburzone. Psychicznie chory może mieć trudności z oceną tego czynu. A najzdrowszy, ale mocno cierpiący, może nie działać do końca dobrowolnie, ale pod przymusem wielkiego bólu, którego chce się pozbyć. I nie widzi innego wyjścia jak samobójstwo. Kościół nie mówi więc, że samobójca na pewno zostanie potępiony. Tego zresztą nigdy nie mówił, bo o nikim, nawet największych zbrodniarzach, nie orzekał, że są  otępieni (choć o świętych orzeka, że są zbawieni). Nie jest to wiec takie czarno-białe, jak się Pani wydawało...

Z tą świadomością i dobrowolnością czynu wiążą się też często okoliczności. Np. sytuacja, gdy policjant chcąc ratować ludzi przed szaleńcem z bronią, strzela do niego. To nie jest tak, że chciał go zabić. Chciał obronić ludzi, którym ten człowiek zagrażał. Kościół w teologii moralnej zawsze takie niuanse widział. 

2. Sąd należy Boga. Kościół wskazuje na pewne zasady - po grzechu, szczera skrucha, żal, także próby naprawienia krzywdy. Nie jest jednak tak, że Bóg sztywno tych zasad musi się trzymać. Bo On zna każdą sprawę lepiej niż ludzie. Nawet lepiej niż każdy, który tak czy inaczej postępuje. Ot, choćby lepiej wie, na ile czyjść czyn był świadomy i dobrowolny. Ich brak, czy w pewnej mierze brak, wyklucza albo zmniejsza odpowiedzialność moralną. Coś, co nam może wydawać się grzechem ciężkim, bo nie mamy wiedzy Boga, On może ocenić łagodniej. 

A co do zabicia i utraty wiary... Bóg wie, na ile czyjś żal jest szczery. My możemy tylko domniemywać. Ot, patrząc na dalsze życie mordercy. Na to, na ile starał się naprawić zło. Bóg wie wszystko. I zna też motywy owego mordercy. I wszystkie jego psychiczne szajby też...

Utrata wiary zaś... Podobnie: Bóg wie czemu, wie co się stało. Inaczej przecież, gdy człowiek nie dba o wiarę i ją lekceważy, aż w końcu całkiem porzuca, bo do niczego mu niepotrzebna, a inaczej gdy człowiek ją porzuca pod wpływem jakichś traumatycznych przeżyć. Bóg to wie. Kościół wskazuje pewne ogólne zasady, ale Bóg zna to, co dla ludzkich oczu zakryte. I my w Kościele to wiemy. 

3. Najpierw uśmiech... Żeby Pani tego, co napiszę nie potraktowała jako surowej oceny, tylko jako wywód kogoś, kto się broni :). Więc tak... Nie bronimy nikomu ufać, że jego religia jest prawdziwa albo że żadna prawdziwa nie jest. Mamy jednak nadzieję, że poznaliśmy prawdę, a inni są w błędzie. Podobnie zresztą uważają owi inni: że oni poznali prawdę, a to my jesteśmy w błędzie. Proszę z tego, że jesteśmy przekonani co do swojej religii nie robić nam wyrzutu :) 

Dlaczego wierzymy... Nie mogę odpowiadać za wszystkich, ale generalnie jest tak, że wierzymy iż prawdą jest to, co przekazali nam o Jezusie Chrystusie Jego uczniowie. Że ludzie zabili Go, a On zmartwychwstał. Łatwowierność? Ci ludzie nie byli jakimiś mędrcami od wymyślania. I prawie wszyscy za to, że trwali przy tym co widzieli i słyszeli, zostali zabici. Nie umiera się za własne wymysły. Reszta - cuda na przykład, wysłuchane modlitwy i inne - to tylko dodatek do tej podstawy. 

Szerzej sprawa została przedstawiona w tekście z działu "Najczęściej zadawane pytania", czyli  TUTAJ. To link do drugiej strony tekstu, bo tam są konkrety... Dziś napisałbym to może ciut inaczej, ale nie bardzo mam teraz czas, żeby ten tekst  poddać ewaluacji. Zły chyba nie jest :)

4. Nie wszystkie uzdrowienia przypisujemy wprost Bogu. Wiemy, że jak lekarz wyciął zapalony wyrostek robaczkowy, to zrobił to on, nie Pan Bóg. Co najwyżej dziękujemy Bogu, że dał człowiekowi rozum pozwalający na rozwój medycyny...

Za nadzwyczajną Bożą interwencję ludzie uznają zazwyczaj takie, kiedy lekarze nie dawali szans, a tu stało się inaczej. I to nagle. 

Co do nieszczęść wynikających z tego, że ten świat jest taki, a nie inny.... Zło pozamoralne, jak je nazywamy, bo nie wynikające z ludzkich decyzji, ale działania praw natury... Cóż, nie uważamy, że Bóg nie ma tu nic do gadania. Mógł człowieka przed takimi nieszczęściami chronić. I chronił. W Edenie, w raju, jak uczy Biblia. Ale po grzechu pierwszych ludzi (zerwanie owocu jest tu tylko obrazem tego, że przestali ufać Bogu, a chcieli po swojemu), Bóg zdjął z nad człowieka ów ochronny parasol. Czemu? Myślę, że po to, żeby człowiek zobaczył, że Bóg jednak chce dobrze, że człowiek Go potrzebuje. Bóg stworzył człowieka jako swoistą "wisienkę na torcie"; nie będzie zmieniał praw natury dla człowieka. Ale chciał go przed negatywnymi skutkami bronić. A człowiek wymyślił, że będzie robił po swojemu..

Cały świat - uważamy - jest Boży. Jemu więc dziękujemy za wszelkie dobro. Ale wiemy, że ten świat ma swoje prawa, które czasem obracają się przeciw nam. Takim prawem jest też śmierć... Nie jest więc tak, że całkiem odrywamy Boga od tych nieszczęść. Wiemy, że On je dopuszcza. Bo inaczej stworzyłby świat inny...

5. Dlaczego Bóg potrzebuje, aby ciągle Go wielbić... No tak: pewne katechizmowe sformułowania mogą do takiego wniosku prowadzić. Ale prawdą jest, że Bóg człowieka nie potrzebuje. Naprawdę. Jeśli potrzebuje, to dlatego, że się w nas, swoim stworzeniu, zakochał. Tak to mniej więcej można ująć. Bóg nas nie potrzebuje, ale stworzył nas i cieszy się nami. Pewnie zarówno wtedy, jak jesteśmy Mu posłuszni, jak i tedy, gdy wybieramy przeciw Niemu. To trochę jak relacja rodziców do małego dziecka. Zrobi czasem coś złego, ale... Ale jeśli dorasta i ciągle się od Niego odwraca...

Musze chyba tu coś wyjaśnić. Kwestię nieba i piekła. Wielu, zwłaszcza odrzucających chrześcijaństwo, myślą o niebie jako o nagrodzie, a piekle jako karze. A to nie do końca tak. Człowiek po prostu po śmierci dostaje to, co wybierał za życia. Jak wybierał dobro - jest niebo, jak konsekwentnie zło - piekło. Pomyślmy, co by się stało, gdyby było inaczej. Czy człowiek, który kocha zło - np. oszustwa, kradzieże, znęcanie się nad innymi - byłby w niebie szczęśliwy? Tam takich rzeczy nikt robić nie będzie. Nie będzie mógł. Czy więc taki człowiek byłby tam szczęśliwy? Czułby się jak skrępowany więzień... Czemu wiec Bóg miałby go skazywać na taką mękę? Daje mu to, co wybierał..

Wracając do odpowiedzi na pytanie... Bóg nas nie potrzebuje. Ale cieszy się, gdy człowiek jest kimś po Jego myśli. I nie chodzi tu wcale o czołobitność, klęczenie, kadzenie. Boga chyba najbardziej cieszy, gdy człowiek wybiera według Jego przykazań; gdy jest posłuszny Jego prawu. Gdyby Go czcił, ale robił po swojemu... To już o Izajasza (Stary Testament) czytamy:

Słuchajcie słowa Pańskiego, wodzowie sodomscy,
daj posłuch prawu naszego Boga, ludu Gomory!
«Co mi po mnóstwie waszych ofiar? -
mówi Pan.
Syt jestem całopalenia kozłów
i łoju tłustych cielców.
Krew wołów i baranów,
i kozłów mi obrzydła.
Gdy przychodzicie, by stanąć przede Mną,
kto tego żądał od was,
żebyście wydeptywali me dziedzińce?
Przestańcie składania czczych ofiar!
Obrzydłe Mi jest wznoszenie dymu;
święta nowiu, szabaty, zwoływanie świętych zebrań...
Nie mogę ścierpieć świąt i uroczystości.
Nienawidzę całą duszą
waszych świąt nowiu i obchodów;
stały Mi się ciężarem;
sprzykrzyło Mi się je znosić!
Gdy wyciągniecie ręce,
odwrócę od was me oczy.
Choćbyście nawet mnożyli modlitwy,
Ja nie wysłucham.
Ręce wasze pełne są krwi.
Obmyjcie się, czyści bądźcie!
Usuńcie zło uczynków waszych
sprzed moich oczu!
Przestańcie czynić zło!
Zaprawiajcie się w dobrem!
Troszczcie się o sprawiedliwość,
wspomagajcie uciśnionego,
oddajcie słuszność sierocie,
w obronie wdowy stawajcie!
Chodźcie i spór ze Mną wiedźcie! -
mówi Pan.
Choćby wasze grzechy były jak szkarłat,
jak śnieg wybieleją;
choćby czerwone jak purpura,
staną się jak wełna.
Jeżeli będziecie ulegli i posłuszni,
dóbr ziemskich będziecie zażywać.
Ale jeśli się zatniecie w oporze,
miecz was wytępi».
Albowiem usta Pańskie [to] wyrzekły. 

Koniec cytatu... I taki jest Bóg, w którego wierzymy. Chce żebyśmy znali, że dobro jest dobrem, a zło złem. Żebyśmy wybierali dobro, a przydarzające się nam zło było co najwyżej drobną wpadką, nie czymś stałym, co ukierunkowuje nasze życie.

No i tak...

Dziękuję za te pytania :)

J. 

 

 

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg