Ojcowizna ponad wszystko 18.07.2026 17:19
Dzień dobry,
chciałbym zapytać w sprawie przypowieści o biblijnym bogaczu, któremu tak dobrze obrodziło pole że postanowił zburzyć stare, zbyt małe aby pomieścić wszystkie dobra spichlerze, a w ich miejsce pobudować nowe, wystarczająco duże. Zrozumiałe jest dla mnie że w świecie ziemskim, w którym na skutek pierwszego grzechu zaczęliśmy podlegać śmierci nie będziemy mogli czy to zabrać ze sobą wszystkiego co mamy do grobu, ani żyć wiecznie, nigdy nie umrzeć i wtedy także nie być nigdy zmuszonym do pozostawienia wszystkiego co mamy. Nie rozumiem tylko jednej kwestii, dlaczego ktoś kto o coś bardzo dba, ktoś kto coś szanuje, ktoś kto okazuje troskę o ziemię, dobrze ją gospodarzy. Bez robienia głupstw, w sposób zrównoważony, z pełnym poszanowaniem zwierząt, otaczającej go przyrody. Ktoś kto dorobił się tego wszystkiego siłą własnych mięśni, hektolitrami potu wylewanego w codziennej trosce o powierzony "kawałek" ziemi, ktoś kto nie zniszczył tego na co pracowali jego pradziadkowie, dziadkowie i rodzice, ktoś kto kontynuuje dalsze okazywanie szacunku do odziedziczonej ziemi, ktoś kto nie dorobił się tego wszystkiego na cudzej krzywdzie, nie ukradł tego komuś, nie zniszczył, nie przyszedł już "na gotowe". Nie będę pytał dlaczego Bóg powiedział mu "głupcze, jeszcze dziś zażądają od Ciebie duszy Twojej, komu zatem przypadnie coś przygotował..." Pragnę zapytać tylko o dwie kwestie, pierwsza: czy to jest tak po ludzku sprawiedliwe i moralnie w porządku, aby ktoś się natyrał, zacharowywał dzień po dniu, a na końcu usłyszał coś takiego od Boga? Rozumiem że życie ludzkie zakończone jest śmiercią, (nie chcę wyjść na osobę butną i zadufaną) ale jednak muszę to powiedzieć, ile osób jest które nie szanują, burzą, niszczą, wszczynają wojny, sieją zło i zniszczenie, zatruwają, znęcają się, maltretują. I taki drugi, który dopuszcza się takich rzeczy, może tak po prostu wywłaszczyć dobrego gospodarza z ziemi, którą kocha i której w codziennym trudzie okazuje miłość? Czy to jeszcze za życia czy z chwilą śmierci? Dlaczego Bóg jak mówi czyńcie sobie ziemię poddaną to nie patrzy na to kto w jaki sposób ją traktuje? Dlaczego nie rozdziela hektarów gruntu według stopnia zaangażowania w troskę o nią? Dlaczego tak często truciciel i niszczyciel ma jej w swoim władaniu tak wiele, a ktoś kto realnie o nią próbuje dbać ma mało albo wcale? W końcu dlaczego ten który był dobrym gospodarzem, kiedy umrze będzie musiał "patrzeć z góry" jak ktoś bezceremonialnie źle zaczyna obchodzić się z jego ziemią o którą dbał jak tylko mógł? I na sam koniec, czy gdyby biblijny bogacz po zmartwychwstaniu ciał, kiedy ziemia zostanie odnowiona, planował zrobić to samo co tutaj podczas życia zakończonego śmiercią, to czy Bóg by mu na to pozwolił i błogosławił mu w tym? Dlaczego tutaj niby nie miałoby mieć zastosowanie zasady "z nieroztropnych panien"? One przecież nie dostały połowy zapasu oliwy od tych roztropnych. Nie wierzę że Bóg nie nagradza przygotowania i zaradności, a nie piętnuje leserstwa, cwaniactwa i wykorzystywania. Coś jak wiewiórka gromadząca zapasy na zimę, gdyby nie zatroszczyła się o nie u schyłku lata, nie dożyła by wiosny przyszłego roku. Bóg powinien promować zaradność, nie cudze cwaniactwo - "dej mi bo nie mam, a nie zadbałem w porę"
Dziękuję, mam nadzieję że za rozjaśnienie wątpliwości.
Pozdrawiam.
Mnóstwo szczegółowych pytań.. Głównym chyba jest, jak Bóg mógł to człowieka zapobiegliwego mógł powiedzieć "głupcze"; zganić go za zapobiegliwość....
Trzeba chyba wrócić do tego tekstu Ewangelii.
Powiedział też do nich: «Uważajcie i strzeżcie się wszelkiej chciwości, bo nawet gdy ktoś opływa [we wszystko], życie jego nie jest zależne od jego mienia».I opowiedział im przypowieść: «Pewnemu zamożnemu człowiekowi dobrze obrodziło pole. I rozważał sam w sobie: Co tu począć? Nie mam gdzie pomieścić moich zbiorów. I rzekł: Tak zrobię: zburzę moje spichlerze, a pobuduję większe i tam zgromadzę całe zboże i moje dobra. I powiem sobie: Masz wielkie zasoby dóbr, na długie lata złożone; odpoczywaj, jedz, pij i używaj! Lecz Bóg rzekł do niego: "Głupcze, jeszcze tej nocy zażądają twojej duszy od ciebie; komu więc przypadnie to, coś przygotował?" Tak dzieje się z każdym, kto skarby gromadzi dla siebie, a nie jest bogaty przed Bogiem».
Co powiedział ów gospodarz zanim usłyszał "głupcze"? "I powiem sobie: Masz wielkie zasoby dóbr, na długie lata złożone; odpoczywaj, jedz, pij i używaj!". Nie chodziło o to, że był zaradny, że mu dobrze obrodziło pole. On uważał, że jest zabezpieczony; że nic nie musi już robić. Że teraz będzie jadł, pił i używał (cokolwiek w tym kontekście to znaczy). Zapomniał, że życie to nie tylko dobra materialne. Zapomniał, że jego życie zależy od Boga... Życie człowieka nie zależy od jego mienia - powiedział na początku tej sceny Jezus. O to tu chodzi: o zapomnienie, że bogactwo to nie wszystko; że człowiek zawsze jest zależny od Boga. Dlatego ów człowiek z przypowieści został nazwany głupcem... Bo najważniejsze, by być "bogatym przed Bogiem". Czyli? Tym skarbem, który gromadzimy sobie w niebie są nasze dobre czyny. Nawet jeśli to "tylko" modlitwa za innych...
Dziś mnóstwo takich ludzi. Otaczają się bogactwem i myślą, że to już wszystko. Że ono zapewni im szczęści. A w chorobie pozwoli na dobrego lekarza. A to nieprawda. Za pieniądze wszystkiego się nie kupi. Zdrowia też nie. I każdemu wcześniej czy później przyjdzie umrzeć...
J.