BioZ 01.11.2011 12:36

Witam,

Mam pytanie trochę natury buntowniczej.
Rozważam - pewno jak wszyscy - w ostatnim czasie naturę dni 1 i 2 listopada. Zauważyłem i dziwi mnie troszkę, że ludzie przyzwyczaili się we Wszystkich Świętych "wspominać bliskich", "wspominać tych którzy odeszli" etc. Być może wzięło się to z tego, że 1 jest wolny, a 2 już nie i trudno byłoby jechać na cmentarz. Być może z tego, że z ufnością wierzymy, że nasi bliscy czy ogólnie ci którzy odeszli są świętymi...

Natomiast przy okazji dzisiaj usłyszanego stwierdzenia "jedziemy do dziadka" naszły mnie kolejne refleksje.
Jaki jest sens chodzenia z kwiatami i zniczami na cmentarz do grobów bliskich?
Wszak nie idziemy do zmarłego, nie odwiedzamy go, tam jedynie leży - jeśli jeszcze zachowane - jego ciało, a jego osoba jest wraz z nieśmiertelną duszą w rzeczywistości niematerialnej... Więc "składanie wizyty" z kwiatami trochę teraz przywodzi mi na myśl obraz człowieka, który składa wizytę z kwiatami pustemu mieszkaniu.
Podobnie znicze, ponoć rodzimowiercy czy inni poganie chcieli w ten sposób dać możliwość ogrzania się duchom, teraz znicz (tu nie jestem pewien) jak każda zapalona świeca jest symbolem Chrystusa - Światła, a może w tych okolicznościach symbolem pamięci o zmarłych. Ale... Czy nie ważniejszym gestem pamięci będzie odmówienie chociaż ten raz w roku modlitwy za zmarłych, upraszanie odpustów za nich u Boga, a nie ten raz w roku zapalenie znicza i tylko wspominanie z nostalgią taką, jakbyśmy nigdy już się mieli nie spotkać? A jeżeli symbolem nie tyle pamięci, co Chrystusa - Światła, to to światło wydaje się świecić nie zmarłym, a ludziom, którzy obok będą przechodzić, spoglądać na znicz i daj Boże podejmować refleksję: "światło, Chrystus, zmartwychwstanie".

Niczego nikomu nie bronię i jeżeli chodzi o dbałość o samą 'higienę' miejsca pochówku uważam że to jest jak najbardziej ok, natomiast dotarło do mnie w tej chwili, że nie rozumiem powiązania między chrześcijaństwem a dwoma wyżej wymienionymi zwyczajami.

Pozdrawiam w Panu,
BioZ

Odpowiedź:

Od lat chodzę na groby moich bliskich. To najpierw prababcia. Umarła jeszcze przed wojną. Podejrzewam, że jeśli była w czyśćcu, dawno już czas jej próby się skończył. Podobne wrażenie mam na grobie babci. Umarła zanim się urodziłem, ale pamiętam z dzieciństwa, ze gdy starsze panie dowiadywały się czyim jest wnukiem częstym komentarzem było: "to była dobra kobieta". Mam nadzieję, że jest już u Boga. Potem jest grób brata i siostry. Michał  umarł tydzień po chrzcie. Na pewno nie zdążył nagrzeszyć. Janeczki nie zdążono ochrzcić. Ale przecież gdyby przyszła na świat żywa, niewątpliwie by to zrobiono. Wedle opinii teologów mogę mieć uzasadniona nadzieję, że jest zbawiona....

Potem idę na grób dziadka. Jego już pamiętam. Umarł tuż przed pierwsza wizytą Jana Pawła II w Polsce. Był dobrym człowiekiem. A parę lat przed swoja śmiercią już bardzo słabował. Sporo się za niego modliłem. I ja i pewnie inni. Ofiarowywałem odpusty. Mam nadzieję, że już jest w niebie. Podobnie myślę nad grobem mojego ojca. Umarł przygotowany na śmierć. Zresztą zdążyłem jeszcze, zanim wywieźli go nieprzytomnego do szpitala, wezwać księdza. To też było już dawno. A on tez był dobrym człowiekiem...

Staje też nad grobem mojego przyjaciela. On na pewno na śmierć był przygotowany. Zresztą, gdyby on nie miał być w niebie, to kto? Nad jego dość świeżym grobem oczywiście modlę się za niego, ale jednocześnie proszę czasami, by spojrzał czasem z nieba na ziemię i pomógł w zagmatwanych sprawach...

Odwiedzam oczywiście jeszcze parę innych grobów. Rodziców kolegów czy koleżanek, paru znajomych i krewnych. Zasadniczo chyba jednak odwiedzam groby świętych. Stąd to, ze jestem na cmentarzu 1 listopada jest chyba jak najbardziej na miejscu... 2 zresztą też przychodzę ;)

Czy nie wystarczyłoby się pomodlić się za zmarłych? Oczywiście. Ale to widomy znak, że o nich pamiętam. Mobilizacja do modlitwy. Dla mnie i innych. A zapalony znicz...

Znicz ma wieloraką symbolikę. Mieści się w niej oczywiście także zapowiedź zmartwychwstania (gdy przyjdzie Jezus, światło świata, gdy przyjdzie Oblubieniec i zobaczy zapalona lampę) ale i naszej pamięci o zmarłych...

J.