yellow 07.02.2010 17:15

Witam!
Mam 23 lata. Przyjmuję leki psychiatryczne (rozpoznano u mnie zespół natręctw), korzystałem z pomocy psychologa. Cierpiałem z powodu natręctw myślowych o charakterze seksualnym lub bluźnierczym oraz byłem skrupulantem. Obecnie skrupuły nie dręczą mnie już tak jak w przeszłości, natręctw jest mniej, a kiedy już się pojawiają nie powodują one zwykle tak dużego cierpienia jak kiedyś. Nie mam dziewczyny (i nigdy nie miałem) ani przyjaciela - nawiązywanie głębszych relacji przychodzi mi naprawdę z trudem. W innych osobach bardzo przeszkadza mi gdy przeklinają, a wokół mnie robi to wielu ludzi. Mimo to staram się być dla nich życzliwy. Proszę mnie źle nie zrozumieć: mam całkiem dobre relacje z prawie wszystkimi ludźmi, których znam bliżej, jednak nie potrafię nawiązać relacji głębszej jak miłość czy przyjaźń. Boję się też trochę że gdyby moja ewentualna dziewczyna dowiedziała się, że przyjmuję leki, zerwałaby znajomość. Nie potrafię zaakceptować swojej ani w ogóle ludzkiej seksualności. Wyraża się to tym, że często na ulicy czy w autobusie odwracam wzrok lub zamykam oczy gdy patrzę na inną osobę (bez różnicy: mężczyznę czy kobietę) z obawy o to, aby nie pojawiły się we mnie nieczyste myśli związane z tą osobą lub aby nie wystąpiło u mnie podniecenie seksualne. Lęk przed popełnieniem grzechu (zwłaszcza nieczystości) towarzyszy mi już od kilku lat. Moim problemem znów stał się onanizm. Do spowiedzi przystępuję ostatnio co 2 tygodnie bo nigdy nie udaje mi się wytrzymać bez tego grzechu dłużej. Jestem świadomy, że samogwałt nie jest jednak żadnym rozwiązaniem. Zmniejsza lęki na kilka dni ale potem i tak wszystko wraca, mimo to nie mogę się od niego uwolnić. Proszę o pomoc: co mógłbym robić aby zaakceptować cielesność i uwolnić się od grzechu onanizmu? No i jak znaleźć bratnią duszę?
Z góry dziękuję i pozdrawiam!

Odpowiedź:

Twój stan jest pewnie bardziej skomplikowany niż wielu innych z podobnym problemem. Skoro trzeba było leków aż strach coś doradzać, żeby nie zaszkodzić. Wydaje się, że przydałaby Ci się ciągła współpraca ze spowiednikiem. Stałym.

Jeśli coś można radzić... W kwestii onanizmu zajrzyj TUTAJ . Być może któraż z rad okaże się to dla Ciebie...

W kwestii znajdowania przyjaciół... To na pewno trudne. Bo problem często tkwi w człowieku, który przyjaciół nie znajduje, nie w jego otoczeniu. Ludzie zazwyczaj boją się ludzi "z problemami". Podskórnie to czują. Najlepszą wiec metodą jest stanie się dla innych atrakcyjnym. To znaczy być człowiekiem, który innym coś daje - dawkę poczucia humoru, uśmiech, sympatię, możliwość wygadania się. Ale jak zrobić, by być takim człowiekiem?

Tu nie wystarczy jakaś praca nad sobą. Tu trzeba czegoś na kształt przerzucenia zwrotnicy. Takiego głębokiego nawrócenia. Nawrócenia w sensie zmiany sposobu widzenia świata, bycia w świecie. Bardzo pomaga w tym pokora oraz dystans do siebie i swoich spraw. A w tym z kolei bardzo pomaga odkrycie, że jest się kochanym przez Boga. Ale jak to odkryć, kiedy w serce sączą się wątpliwości? Trzeba chyba więcej z Bogiem rozmawiać...

J.