Kasija 02.02.2010 19:14

Witam serdecznie:-)

Może wydać się Panu, że w swoim pytaniu się powtórzę, ale tak nie jest.
Mam problem jak wiele innych dziewcząt - zakochałam się w księdzu. Zdaję sobie sprawę z tego, że miłość sama w sobie grzechem nie jest a w moim przypadku uratowała mnie nawet z kilku opresji, dlatego, mimo wszystko, jestem wdzięczna Bogu, że pokochałam tego mężczyznę. Kłopotem jest jednak następna kwestia - chodzi o dążenie do ucieleśnienia zakochania. Na jednym z katolickich portali przeczytałam, że grzechem jest chodzenie do kościoła na msze, który ukochany odprawia a nie na inną bez innego powodu. Otóż ja czyniłam tak wiele razy. I uważam, że to nie był czas stracony. Starałam się przeżywać msze same w sobie i to również mi się udawało. Zdarzało mi się również bywać w innych miejscach po to, by go zobaczyć, oglądać jego zdjęcia na Internecie. Do tej pory nie sądziłam, aby to było czymś złym, dążeniem do ucieleśnienia tego, co czuję. Dla mnie ten ksiądz jest świętym człowiekiem, kimś w rodzaju idola, życzę mu, aby do swego powołania zawsze podchodził z takim entuzjazmem i zaangażowaniem, co teraz. Modlitwa za niego stała się już dla mnie codziennością - proszę Boga, by uchował go od złego i ciągle obdarzał łaskami, potrzebnymi do świętej i mądrej drogi kapłańskiej. Jednakże spotkanie go zawsze przynosi mi mnóstwo radości, kiedy podczas mszy nasze oczy się spotkają a smutku, kiedy ni razu na mnie nie spojrzy. Jestem świadoma tego, że celowo dążę do spotkania z nim, zobaczenia go a jednocześnie nawet w marzeniach nie potrafię wyobrazić sobie np. naszego pocałunku, bo zaraz włącza mi się lampka, sugerująca, że to byłoby świętokradztwo. Jednym słowem nie uważam, aby celowe spotykanie było od razu świadomym działaniem w celu ucieleśnienia uczuć...
Czy w związku z wszystkim powyższym powinnam czuć się winna???
Bardzo proszę o odpowiedź i pozdrawiam!

Odpowiedź:

Jeśli wszystko dobrze zrozumiałem.... Nie wydaje się, byś dążyła do ucieleśnienia tej miłości. Nie próbujesz wyobrażać sobie pocałunków z tym księdzem, a tym bardziej zbliżenia z nim. Tutaj nie ma więc grzechu. Trudno też za grzech, zwłaszcza poważny, uznać to, ze chodzisz do kościoła wtedy, gdy oprawia nabożeństwo ksiądz w którym jesteś zakochana.

Na pewno jednak musisz uważać i starać się jakoś to zakochanie wyciszać. Jest wysoce prawdopodobne, że jeśli zakochanie nie minie, z czasem zaczniesz myśleć o przekroczeniu barier dziś dla Ciebie nieprzekraczalnych...

J.