Zaciekawiony 03.01.2010 13:21

Odkąd pamiętam, zawsze było mówione, że za grzechy ciężkie człowiek będzie potępiony. I czy na pewno tak jest? Porównajmy dwie osoby.
Pierwsza osoba popełniła jakiś grzech ciężki ale raniąc tylko siebie (niech będzie to np. masturbacja). Osoba ta nie krzywdzi, więc nikogo innego. Ogólnie jest osobą bardzo dobrą, uczynną, prawie ideał, oczywiście z wyjątkiem tego grzechu. Zakładamy, że ta osoba wstydzi się tego grzechu i go zataja przy spowiedzi, więc popełnia kolejny ciężki grzech a co za tym idzie i komunia św. też jest tu grzechem jako świętokractwo. I ta osoba żyje w tym aż do śmierci. Dodajmy, że ogólnie dla wszystkich ludzi jest osobą bardzo dobrą, chodzi do Kościoła, modli się, chodzi do spowiedzi św., już nie popełnia więcej tamtego grzechu ale cały czas nie wyjawia swoich starych grzechów ze względy na wstyd. I ta osoba umiera to czy taka osoba będzie potępiona? Czy całe pozostałe życie tej osoby nie ma znaczenia, bo pierwsze grzechy mają taką wagę??

Teraz opiszę drugą osobę: gwałciciela, który przez całe życie skrzywdził dziesiątki osób (licząc jego ofiary i całe rodziny), ale na łożu śmierci spowiada się z tego, To czy On idzie do czyśćca?? Czy może być ocalony??

Wiem, że nie powinno porównywać się do innych ludzi, ale jeśli pierwszą osobę porównamy z drugą to sprawa jest naprawdę skomplikowana. Z nauk głoszonych przez różnych rekolekcjonistów wynikałoby, że osoba umierając w grzechu ciężkim jest potępiona. Dla mnie osobiście jest to dziwne, gdyż jeśli porównamy życie tej dwójki osób to ta pierwsza nikomu krzywdy nie robiła, a wręcz odwrotnie: pomagała ludziom.

A jeśli zagłębiając się nad tym to prowadzi to do jakieś paranoi, gdyż jeśli ktoś wstydzi się wyznać jakiegoś grzechu to automatycznie wpada w klika grzechów ciężkich (nie ważna spowiedź, która prowadzi do świętokractwa podczas przyjmowania komunii św.). I jeśli ta osoba nadal się wstydzi a będzie miała świadomość, że będzie potępiona to stoi na rozstaju dróg i wtedy nawet dobra osoba może wybrać złą drogę, "bo skoro i tak ma być potępiony to niech przynajmniej na to zasłuży całym życiem".

Z góry dziękuję za odpowiedź!

Odpowiedź:

Cały problem w tym, że próbując porównywać te dwie osoby zapominasz o trzech sprawach. Najpierw o tym, że Bóg patrząc na konkretnego człowieka widzi także okoliczności jego złych czynów. Potem o tym, że czym innym jest popełnienie grzechu, a czym innym trwanie w nim. A na koniec zapominasz o tym, że żałować popełnionego złą do ostatniej chwili życia może każdy: i gwałciciel i ktoś, kto popełnia grzech masturbacji i świętokradztwa....

Po kolei.

1. Kiedy na lekcji religii, w rozmowie czy tu, w serwisie zapytaj.wiara.pl mówimy o ciężarze grzechu chodzi o tzw materię grzechu. Bez uwzględnienia okoliczności. Bo te okoliczności mogą sprawić, ze wina konkretnego człowieka będzie mniejsza albo większa, ale nie zmienią pozytywnej czy negatywnej oceny czynu jako takiego. Gwałt jest czymś złym. Można się zastanawiać, na ile odpowiada za gwałt osoba głęboko upośledzona psychicznie. Ale nawet jeśli gwałci osoba nie używająca rozumu, gwałt jako taki pozostaje złem. Tego nie zmieni żadne upośledzenie. Podobnie jest z masturbacją. Można rozważać, w jakim stopniu czyn konkretnego człowieka był świadomy i dobrowolny. Ale nie zmienia to negatywnej oceny czynu jako takiego.

Odpowiadający jak ognia unika w tym serwisie oceny świadomości i dobrowolności czynu. Bo to, prócz sytuacji ewidentnych, powinien rozstrzygać spowiednik. Na pewno nikt sam siebie nie powinien z takiej odpowiedzialności zwalniać. Prócz sytuacji oczywistych (np. gdy komuś śnią się czyny nieczyste). Bo skoro mamy rozum i swoją wolę, to zasadniczo za nasze czyny odpowiadamy...

Gdzie w tym Twoje pytanie? Ano rysujesz obraz dwóch ludzi. Nad jednym się użalasz, drugiego oskarżasz. Bo ich czyny są - Twoim zdaniem - nieporównywalne. Tak, ale pewnie świadomość i dobrowolność czynu też. Bóg to widzi i sprawiedliwie rozsądzi. Ale, tak na marginesie, coś to za wytłumaczenie, ze ktoś się wstydzi spowiedzi? Gdyby to jeszcze była kobieta, ale mężczyzna? To grzeszyć się nie wstydzi, a przychodzi on nagle, kiedy trzeba w spowiedzi o tym powiedzieć? To jakiś mazgaj, nie facet.

2. Grzesznik bijący się w piersi i ktoś, lekceważący popełniany grzech, to dwie, zupełnie inne osoby. Bo czym innym jest słabość, nawet największa, a czym innym harde trwanie w grzechu i naigrywanie się z Bożego miłosierdzia. Bywali ludzie źli, którzy żałują swoich czynów i potrafią wznieść się na wyżyny człowieczeństwa. Bywają tzw porządni ludzie, którzy są jak śliskie padalce: wiecznie kogoś krzywdzą, ale zawsze to sobie jakoś wytłumaczą. Obawiam się, ze ktoś taki, kto wstydzi się spowiadać i woli świętokradzko przyjmować komunię jest bardziej podobny do tych drugich...

3. Każdy człowiek może wrócić do Boga przez szczery żal. Nawet największy grzesznik, nawet w ostatniej chwili życia. Tylko trzeba porzucić miłość własną, która wszystko chce tłumaczyć, a po prostu wyrazić skruchę. Gwałciciel z Twojej opowieści może szczerze żałować. A nie znasz okoliczności, które pchnęły go do jego czynów. Ten masturbujący się, uważa, ze wszystko jest w porządku, wiec po co żałować? I tak to jeden, prosząc Boga o pomoc, może być zbawiony, drugi trwając w grzechu, o nic w swojej pysze nie prosząc, może być potępiony...

J.