zochna 03.03.2007 16:51

"Odpowiedź:
Odpowiadający nie bardzo wie o co Pani chodzi. Jakie obostrzenia, skoro napisano, że w małżeństwie dozwolone jest wszystko, byle stosunek nie wykluczał możliwości poczęcia?"

Chetnie wyjasnie o co mi chodzi, tym bardziej, ze w miedzyczasie przeczytalam pytanie zadane przez Grzegorza 18.01.2007, na podobny temat, ktory tez mnie interesuje - i na ktore niestety dostal od Panstwa odpowiedz mijajaca sie z tym, o co pytal.

Moje wczesniejsze pytanie wzielo sie z zaskoczenia, bo odnioslam wrazenie, ze autor podrecznika teologii moralnej najwyrazniej sprzeciwia sie seksowi oralnemu oraz pieszczotom typu petting w malzenstwie. Niewatpliwie podczas nich nie moze dojsc do zaplodnienia, nie widze w nich jednak jako katoliczka nic zlego (nie wiem natomiast, czy mozna w ogole nazwac je stosunkiem - jesli nie, to zdanie: "stosunek wykluczajacy poczecie jest zly" ich nie dotyczy).

Wspomniane pytanie osoby podpisujacej sie "Grzegorz" zawieralo inne zdziwienie, ktore podzielam: jesli kazdy stosunek wykluczajacy poczecie jest zly, to znaczy, ze zly jest stosunek swiadomie odbywany w nieplodnej fazie cyklu (bo wtedy absolutnie nie ma mozliwosci poczecia) - ale w takim razie jak Kosciol moglby popierac NPR?

Poniewaz portal "Wiara.pl" traktowalam dotychczas, tak jak "Goscia Niedzielnego", jako katolickie medium, z ktorym moge sie utozsamiac, prosze zrozumiec moj niepokoj wobec napotkanej tu niekonsekwencji.

Dodam tylko, ze nie potrzeba mi tlumaczyc zla tkwiacego w antykoncepcji czy w ogole w permisywizmie seksualnym - bylo dla nas oczywistoscia, ze przed slubem nie wspolzylismy, a po slubie stosujemy z pelnym przekonaniem NPR, choc ze wzgledu na nieregularnosc moich cykli duzo nas to na poczatku malzenstwa kosztowalo.
Z powazaniem
Zochna

Odpowiedź:

1. Petting, seks oralny, jeśli są częścią stosunku, nie są zabronione. Jeśli są stosowane po to, by wykluczyć poczęcie, czyli zamiast normalnego stosunku, są grzeszne. Takie jest stanowisko teologii moralnej. I tak też napisano w Katechizmie Kościoła katolickiego 2366-2372

Zacytujmy ważniejsze punkty:

2366 Płodność jest darem, celem małżeństwa, ponieważ miłość małżeńska ze swojej natury zmierza do tego, by być płodną. Dziecko nie przychodzi z zewnątrz jako dodane do wzajemnej miłości małżonków; wyłania się w samym centrum tego wzajemnego daru, którego jest owocem i wypełnieniem. Dlatego Kościół, który "opowiada się za życiem", naucza, że "każdy akt małżeński powinien pozostać sam przez się otwarty na przekazywanie życia ludzkiego". "Nauka ta, wielokrotnie podawana przez Urząd Nauczycielski Kościoła, ma swoją podstawę w ustanowionym przez Boga nierozerwalnym związku, którego człowiekowi nie wolno samowolnie zrywać, między podwójnym znaczeniem aktu małżeńskiego: znaczeniem jednoczącym i prokreacyjnym".

(...)

2368 Szczególny aspekt tej odpowiedzialności dotyczy regulacji poczęć. Z uzasadnionych powodów małżonkowie mogą chcieć odsunąć w czasie przyjście na świat swoich dzieci. Powinni więc troszczyć się, by ich pragnienie nie wypływało z egoizmu, lecz było zgodne ze słuszną wielkodusznością odpowiedzialnego rodzicielstwa. Poza tym, dostosują swoje postępowanie do obiektywnych kryteriów moralności:

Kiedy... chodzi o pogodzenie miłości małżeńskiej z odpowiedzialnym przekazywaniem życia, wówczas moralny charakter sposobu postępowania nie zależy wyłącznie od samej szczerej intencji i oceny motywów, lecz musi być określony w świetle obiektywnych kryteriów, uwzględniających naturę osoby ludzkiej i jej czynów, które to kryteria w kontekście prawdziwej miłości strzegą pełnego sensu wzajemnego oddawania się sobie i człowieczego przekazywania życia; a to jest niemożliwe bez kultywowania szczerym sercem cnoty czystości małżeńskiej.

2369 "Jeżeli zatem zostaną zachowane te dwa istotne aspekty stosunku małżeńskiego, jednoczący i prokreacyjny, to wtedy zachowuje on w pełni swoje znaczenie wzajemnej i prawdziwej miłości oraz swoje odniesienie do bardzo wzniosłego powołania do rodzicielstwa".

2370 Okresowa wstrzemięźliwość, metody regulacji poczęć oparte na samoobserwacji i odwoływaniu się do okresów niepłodnych są zgodne z obiektywnymi kryteriami moralności. Metody te szanują ciało małżonków, zachęcają do wzajemnej czułości i sprzyjają wychowaniu do autentycznej wolności. Jest natomiast wewnętrznie złe "wszelkie działanie, które - czy to w przewidywaniu aktu małżeńskiego, podczas jego spełniania, czy w rozwoju jego naturalnych skutków - miałoby za cel uniemożliwienie poczęcia lub prowadziłoby do tego".

Naturalnej "mowie", która wyraża obopólny, całkowity dar małżonków, antykoncepcja narzuca "mowę" obiektywnie sprzeczną, czyli taką, która nie wyraża całkowitego oddania się drugiemu; stąd pochodzi nie tylko czynne odrzucenie otwarcia się na życie, ale również sfałszowanie wewnętrznej prawdy miłości małżeńskiej, powołanej do całkowitego osobowego daru... Różnica antropologiczna, a zarazem moralna, jaka istnieje pomiędzy środkami antykoncepcyjnymi a odwołaniem się do rytmów okresowych... w ostatecznej analizie dotyczy dwóch, nie dających się z sobą pogodzić, koncepcji osoby i płciowości ludzkiej.

(...)

2. O różnicy miedzy metodami naturalnymi a sztucznymi napisano w przytoczonym wyżej fragmencie katechizmu. Odpowiadający też pisał już o tym wielokrotnie. Zapewne także odpowiadając owemu Grzegorzowi. Ale jeszcze raz:

Jest różnica między podjęciem stosunku z natury swej niepłodnego, a uczynieniem go niepłodnym. To pierwsze nie jest grzechem, bo szanuje ustalony przez Boga porządek rzeczy. Drugi jest poprawianiem albo oszukiwaniem natury. Poprawieniem i oszukiwaniem po to, by przyjemność seksualna broń Boże nie była związana z poczęciem.

Jeśli nie widzi Pani żadnej różnicy miedzy jednymi a drugimi metodami, to proszę uzmysłowić sobie, że jest różnica między tym, ze jest się jednookim, a wydłubaniem sobie oka. W pierwszym wypadku akceptuje się to, na co się pewnie nie miało wpływu. W drugim mamy do czynienia z celowym okaleczeniem. Różnica w postawie jest zasadnicza...

J.