magda 07.06.2006 16:36

Tak właściwie to jak to jest z problemem antykoncepcji i onanizowania się?
W szkole - już w podstawówce - dzieciaki mogą dowiedzieć się, że antykoncepcję należy stosować, gdy nie chce się mieć dziecka. Czy to nie jest wymuszanie na ludzi grzechu? Skoro od dziecka komuś się powtarza, że to są dobre i jak najbardziej odpowiednie czyny, to co robić? Zabronić dziecku chodzić do szkoły? Na biologii, Wiedzy o Społeczeństwie i Wychowaniu do życia mówi się o tym dużo. Rozmowa rodzica z dzieckiem nie zawsze pomaga, bo przecież myśli ono "skoro w szkole o tym mówią, wszyscy tak robią, to nie jest to złe"... Czy to nie (m. in.) szkoła powinna uczyć dzieci odróżniać dobro od zła? Problem antykoncepcji w szkole pojawia się coraz częściej, nauczyciele mówią o tym, że popęd to coś normalnego, wtedy trzeba iść do gunekologa po tabletki i spokojnie można uprawiać seks. I jak w takim świecie człowiek ma wiedzieć, co robić? To mieszanie w ludzkiej głowie...?
Dziękuję za wszystkie (również wcześniejsze) odpowiedzi i pozdrawiam serdecznie :)

Odpowiedź:

To właśnie jeden z powodów, dla którego Kościół niechętnie podchodzi do lekcji wychowania seksualnego w szkole. Bo często nie jest to wychowanie, a demoralizacja... Zwłaszcza, jeśli prowadzący zajęcia nie chce albo nie ma odwagi przeciwstawić się zalecanym w niektórych podręcznikach metodom antykoncepcji czy stylom życia...

Problem jest znacznie szerszy. Proszę zwrócić uwagę, że to tylko jeden z przejawów niepokojącego zjawiska rosnącego intelektualnego totalitaryzmu. Niektórzy, głosząc hasła tolerancji, nie mają żadnych oporów, by zamykać usta tym, którzy ośmielają się myśleć inaczej... Taki drobny przykład: nie było głośnych protestów, gdy reformę szkoły opierano na filozofii postmodernizmu (tak pisano w materiałach dotyczących reformy, to nie wymysł odpowiadajacego). Nie było protestów, gdy ministrami "od szkół" byli ludzie, którzy na szkołach się nie znali, bo zajmowali się uczelniami wyższymi. Im się wydawało, że znają problemy szkolnictwa. Ze szkoły zrobili kurs przygotowawczy na studia (to już ocena odpowiadajacego). Dziś, gdy ministrem edukacji został ktoś odwołujący się do tradycyjnych wartości (inna rzecz czy robi to dobrze) pewne środowiska podnoszą larum, że do polskiej szkoły wkracza ksenofobia i nietolerancja.

Żyjemy w dobrych, ale momentami jednak trochę smutnych czasach, w których "tolerancja" oznacza akceptowanie tylko własnych, jedynie słusznych poglądów i przeklejanie łatek ciemnogrodu adwesarzom. W czasach jakiejś schizofrenii, w których z jednej strony piętnuje się pedofilię, z drugiej prowadzi seksualne uświadamianie dzieci...

J.