alia 01.01.2005 12:57

Sylwester. Impreza nabiera tempa. W pewnym momencie leci stołek, za nim kilka kopniaków w ścianę... wypiłam o „jednego” za dużo. Wtedy dochodzi do głosu sumienie, obiecałaś że nie będziesz tyle piła, nie wyszło, tak właściwie to nie wiem jak do tego doszło. Nie potrafiłam odmówić i nie chciałam. Doszły emocje, niespełnione uczucia, wiec i sama sobie nalewałam. Później jedyna wizja jaką miałam to pływające na dnie gówno – ja. Nie pamiętam godziny 00:00, pamiętam że kumpel przetłumaczył mi do rozsądku, nie pamiętam co powiedział, ale zaskutkowało, bo już nie sięgnęłam po więcej. Rozpoczął się proces trzeźwienia. Wszyscy zaczęli pomału do niego dochodzić. I zaczęło się. Jak to określili potrafią tylko po wódce i po sprzęcie rozmawiać o Bogu. Kumpel określił, że jaranie to lekarstwo dla duszy. W ich głosie i słowach ujawniła się desperacja. Zaczęliśmy rozmawiać o wierze. Ja wierząca, ale poszukująca... oni nie wierzący ale spragnieni Boga. Pierwszy raz ktoś mnie poprosił o to żebym go nawróciła, zazwyczaj to ja robiłam ten pierwszy krok. Uświadomiłam sobie, że tak właściwie to nie wierze na tyle, żeby do tego kogoś przekonać. A i przekonać do wiary też się za bardzo nie da. Powiedziałam im tylko jedno, że odnajdą Boga, bo go szukają. Tylko żeby zdążyli go odnaleźć. Co raz więcej młodych ludzi ma problemy z wiarą, uciekają się przez to do wszelkiego typu używek. Co mam zrobić, żeby im pomóc? Jak mamy wierzyć? Może, jaką książkę przeczytać? Jak mamy odkryć Boga?

Odpowiedź:

Masz rację mówiąc, że żeby odkryć Boga trzeba go szukać. Albo przynajmniej nie wolno zagradzać Mu drogi do naszego serca. Rzeczywiście, kto szuka ten znajdzie. Nie ma jednak jakiegoś uniwersalnego "sposobu" na znalezienie Boga. Każdy jest inny, do każdego trafia co innego. Nie wolno też zapominać, że wiara jest łaską. Czasami dla większości nic nie znaczący szczegół dla kogoś staje się potężną siłą wpychającą go w ramiona Boga.

Czy są jakieś książki pomagające uwierzyć? Znów trzeba powiedzieć: każdy potrzebuje czegoś innego. Jedni powieści w stylu "Krzyż i sztylet" Dawida Wilkersona czy "Biedaczyny z Asyżu" Nikosa Kazantzakisa, a inni książek, w których znajdą odpowiedzi na swoje religijne wątpliwości - na przykad tych o. Jacka Salija ("Pytania niobojętne", "Szukającym drogi" itd).

Dlaczego dziś wśród nas tyle niewiary? Na pewno przyczyn jest więcej. Odpowiadającemu najważniejsza wydaje się jedna: lekceważenie 1 przykazania. Człowiek najchętniej sam stanąłby na miejscu Boga. Chciałby sam decydować co dobre, co złe. Chciałby, żeby życie zawsze było wygodne i przyjemne. Bez odrobiny wysiłku. A wiara stawia wymagania. Nieraz bardzo trudne. Nie potrafiąc ich zaakceptować ludzie wolą wybierać drogę zwątpienia i niewiary. W najlepszym wypadku tworzą sobie obraz Boga na swoje podobieństwo i obraz. Często też nie mogą znieść dysonansu, spowodowanego świadomością, że popełniają jakiś grzech. Wtedy tłumaczą sobie, że nie jest to żadnym grzechem. Że prawodawca (Bóg) przesadza. Brnąc dalej dochodzą do zaprzeczenia Jego istnienia.

Dlatego wszystkim zagubionym odpowiadający radzi zacząć poszukiwanie Boga od szczerej i dobrej spowiedzi. Odpadają wtedy wszystkie "emocjonalne" przyczyny niewiary...

J.