Blue eyes white dragon 02.10.2004 21:10

Kocham Boga i nigdy bym mu się nie sprzeciwił. Staram się jak mogę żyć pobożnie i zgodnie z Jego wolą, ale nie daje mi to żadnej satysfakcji. Nic mnie już nie cieszy. Nie mam chęci życia. Chciałbym umrzeć - nie w sensie, że mam myśli samobójcze, czy traktuje życie jak udrękę, ale po prostu chciałbym być już z Nim. W tym sensie śmierć jest dla mnie wspanialszą rzeczą niż życie. Mam dopiero dwadzieścia kilka lat, ale nie mogę się oprzeć wrażeniu, że połowa, a nawet więcej życia już minęło. I szczerze mówiąc nie chcę żyć długo. Chcę być blisko Boga i dlatego martwię się, że tymi trawiącymi mnie uczuciami znużenia i smutku, nie żyję tak, jakby On tego chciał. Nie wiem już, czy to jakaś próba, czy coś ze mną nie tak, czy może jednak tylko przesadzam...choć serce nie daje mi spokoju...Ten stan trwa już od jakiś siedmiu lat i nie wiem, co z tym zrobić. Może jednak właśnie tak, może właśnie z takim krzyżem mam iść dalej...Sam nie wiem.

Odpowiedź:

Jeśli jest to tęsknota za niebem, to chyba nie masz się czym zbytnio przejmować. Postaraj sie tylko uczynić na tej ziemi jak najwięcej dobrego. Bo ostatecznie po coś na tym łęz padole jesteś...

J.

Pytania z dnia...

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
26 27 28 29 30 1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31 1 2 3 4 5 6

Reklama

Reklama