Gość 24.03.2018 21:17

straciłam swoje długo oczekiwane dziecko... w 8 tygodniu ciąży okazało się, że jest to ciąża bezzarodkowa. Niestety nie dochodziło też do poronienia samoistnego, a ciąża ta, w której mogę dziecko już dawno umarło nie ulegała samoistnemu poronieniu. Konieczne było podanie tabletek poronnych w szpitalu, po których zemdlałam, więc lekarze zdecydowali się na zabieg łyżeczkowania. Formalnie to była aborcja, jednak rozwój mojego dziecka zatrzymał się na etapie pojedynczych komórek, a wyrażenie zgody na czynności medyczne był najgorsza decyzja w moim życiu. Ten czas było dla mnie największym koszmarem. Nurtuje mnie jeno pytanie - czy według kościoła to, że zgodziła się na czynności medyczne, a nie czekałam na samoistne poronienie mojego martwego dziecka, to był grzech i powinnam się z niego wypowiadać czy jednak nie?

Odpowiedź:

Współczuję Pani... Odpowiadając na pytanie: nie był to żaden grzech. Ciąży nie było, nie było poczętego dziecka, więc na pewno nie było zabicia tego dziecka. Bo nie było kogo. Podobnie jest też, gdy dziecko w łonie matki umiera. Usunięcie go inaczej niż metodami naturalnymi też wtedy nie jest żadnym grzechem. Najmniejszym.

J.