Gość 22.03.2018 10:42

Pisałem już o tej sytuacji kiedyś.Jednak czasami do mnie to wraca. Chodzi o to że w 2016 roku popełnił samobójstwo kolega z którym pisałem przez internet. On był chory na nerwicę a ja mu się często żaliłem. On zawsze mnie pocieszał jednak. W sierpniu 2016 roku popełnił samobójstwo. Ja przed jego śmiercią pisałem z nim. Napisałem mu że życie bez celu nie ma sensu. On odpisał mi że coś w tym jest i dalej się nie odzywał. Ja nie wiedziałem że on był wtedy w kiepskim stanie. Potem jak pisałem z jego siostrą to ona twierdzi że po tych słowach które mu napisałem on za 20 minut popełnił samobójstwo. Jak pisałem z tą siostrą to ona nie wiedziała że te słowa ja mu pisałem. Chciałem żeby wysłała mi rozmowę z nim. Jednak jak chyba sprawdziła że to ja byłem to teraz w ogóle nic mi nie pisze. Ja gdybym wiedział że jest w tak kiepskim stanie to nie pisałbym mu takich słów. Powiedziałem o tym na spowiedzi i ksiądz kazał mi to zostawić. Jednak nie mam pewności czy to moja wina była że on się zabił. Wraca to do mnie. Niby ta siostra go pilnowała w ostatnich dniach. Ona twierdzi że było z nim lepiej a po tych słowach gorzej się poczuł psychicznie. Jak on mi napisał ostatnie słowa że coś w tym jest to nie wiedziałem że się zabije. Kiedyś jak z nim pisałem to pisał ze wziął kiedyś za dużo leków w celu samobójstwa. Żałuję bardzo że z nim w ogóle pisałem o takich rzeczach i że w ostatnich dniach napisałem mu słowa ze życie bez celu nie ma sensu.Chyba byłem w kiepskim stanie i chciałem rady od niego a on odpisał mi że coś w tym jest. Czy to była w końcu moja wina?

Odpowiedź:

To że rozmawialiście przez internet o bezsensowności życia nie czyni Cię odpowiedzialnym za czyjąś decyzję o samobójstwie. To była jego decyzja, której przecież z Tobą nie konsultował. Od tego, że ktoś uważa, iż życie jest bez sensu do samobójstwa zazwyczaj droga bardzo daleka. Czasem nawet takie wspólne narzekanie pomaga znaleźć bratnią duszę  i właśnie zyskać poczcie, że ktoś rozumie, dzięki czemu świat staje się jaśniejszy. Więc się nie obwiniaj. Naprawdę nie jesteś temu winny. Zwłaszcza że nie byłeś świadomy, w jakim jest stanie...

Spowiednik powiedział, żebyś to już zostawił i dał Ci rozgrzeszenie. Nawet gdybyś był winny, Twoja wina zostałaby już zmazana. Rozumiem jednak ten Twój niepokój, że nie chcesz zatrzymać się na rozgrzeszeniu. Ale - powtarzam - ja tu jakieś poważnej Twojej winy nie widzę. To że marudzisz na pewno trudno za takową uznać.

Co zrobić? To Twoje poczucie winy - powtarzam trzeci raz, niepotrzebne - możesz zmniejszyć modląc się za tego znajomego. Ofiaruj za niego jeden czy drugi różaniec, koronkę do Miłosierdzia Bożego. Dasz mu w ten sposób coś dobrego i nadrobisz to, że nie dałeś mu tego za życia. To powinno Ci pomóc...

J.