Skrupulantka 17.03.2018 08:35

Zawsze od razu po spowiedzi przydarzaja mi się jakieś okazję do grzechu, ciągle się stresuje że to grzech ciężki. I przydarzyła się pewna sytuacja... Dużo jeżdżę samochodem i mam też z tym dużo problemów szczególnie teraz gdy zakupiłam samochód z licznikiem cyfrowym gdzie prędkość wyświetla się cyframi. Czasem dodam trochę gazu bo nie potrafię tak dobrze wyczuć i już skacze do 57. No i jechałam w dobrej wierze odwiedzić koleżankę w ciąży. W terenie zabudowanym, gdzie jeszcze było ograniczenie do 40 km że względu na roboty drogowe, których jednak o ile dobrze pamiętam nie było widać wcale.. Za mną jechał samochód, może trochę czulam jego presję, no i przy wyjeździe z miejscowości ale jeszcze w terenie zabudowanym zobaczyłam w pewnym momencie na liczniku cyfrę 57... Pierwszy raz jechałam tym samochodem. Więc teoretycznie przekroczyłam o 17 km..pewnie trochę zwolniłam zaraz ale tego już nie pamiętam. Roboty były dopiero dalej.. Koleżanka mówi że ona jeździ tal żeby nie przekroczyć 60 bo oni w ogóle nie przedstawiaja tych znaków. Z powrotem jednak jechałam zupełnie zgodnie ze znakami tak że wszyscy mnie wyprzedzali... Próbuję ocenić to na zdrowy rozum... Chodziłam więc do Komunii ale nie wiem czy słusznie... Jednak dużo musi ejezdzic autem i naprawdę ciężko jest tak nie przekroczyć żadnego przepisu, są różne sytuacje no i ta presją innych kierowców... Nie chcę ciągle się zadreczam że coś źle zrobiłam... Czy to mógł być grzech ciężki? Bardzo proszę o odp

.
2)jestem dorosła i mieszkam z rodzicami i mężem. Czy Kłótnia z ojcem jest grzechem ciężkim? Kiedy ja byłam na niego zła że zabral moja pokrywke od garnka i położył ja razem ze swoimi trochę brudnymi naczyniami i sztuccami... No nie wiem czy brudnymi ale mam trochę obsesję na punkcie higieny a znów tato nie przywiązuje takiej wagi do tego, brzydko pachnie itd bo jest mu zimno i chodzi w kartkach po domu co powoduje nieprzyjemny pot na odległość. Wspomniałam mu brak higieny a ojciec wyzwań mnie i powiedział że pyskuje, że jestem gówniara i że mi da jakby klapsa za to.. Dziwnie się poczułam po tych słowach i całkiem wybuchnąć, wspomniałam mu źle traktowanie w dzieciństwie, słyszała to mama i mąż a ja może trochę przesadziłam bo wyzywal czasem na mnie ale nie znów tak często... Już nawet dobrze nie pamiętam... Przed Kłótnia nie czułam się zbyt dobrze... Czy to moga być okoliczności łagodzące? Rodzice zawsze przywołują w takich sytuacjach 4 przykazanie od czego przygniataja mnie wyrzuty...

Odpowiedź:

Skoro starasz się jeździć zgodnie z przepisami, to na pewno nie ma grzechu. Faktycznie, można nie zauważyć znaku albo i można nie zauważyć, że jedzie się za szybko. Zwłaszcza jeśli droga jest przystosowana do zdecydowanie szybszej jazdy i człowiek jadąc za szybko nie czuje według znaków wcale niekomfortowo. Na pewno jednak nawet drobne przekroczenie prędkości - jak w tym momencie o 17 km na godzinę - trudno uznać za grzech, zwłaszcza ciężki. Tak naprawę grzechem jest nie tyle łamanie przepisów, co stwarzanie na drodze niebezpieczeństwa.

Owszem, gdy ktoś pędzi 100 km/h w terenie zabudowanym tłumacząc, że przecież nikogo nie było na chodnikach, to jest to jednak przesada. No bo jedzie zdecydowanie za szybko. Ale jeśli jedzie 60, bo jest noc, a na chodnikach nikogo, trudno mówić o stwarzaniu niebezpieczeństwa. Podobnie z tymi znakami ograniczającymi prędkość "z powodu". Jeśli znaki zostały, a powód nie istnieje, to przecież trudno powiedzieć, że ktoś jadąc nieco szybciej niż pozwalają znaki stwarza jakieś niebezpieczeństwo. Jasne, niektórzy kierowcy pędzą na złamanie karku uważając, że żadnego niebezpieczeństwa nie stwarzają, bo są świetni. Ale obiektywnie rzecz biorąc niebezpieczeństwo stwarzają. Choćby takie, że przy ich gwałtownych manewrach ktoś inny nie zdąży właściwie zareagować. To częsty grzech kierowców jeżdżących agresywnie. Jeśli jednak przekraczasz tę prędkość minimalnie albo przez nieuwagę - grzechu nie ma. Na pewno. W wypadku który opisałaś na pewno nie uznałbym, że jakiś popełniłaś...

Zwrócę jeszcze uwagę na jedno: czasami przepisy trzeba złamać. Ot, sytuacja zakorkowanej ulicy. Trudno wtedy trzymać się zasad pierwszeństwa, bo ci wyjeżdzjący z boku czekaliby do nocy, prawda? Albo kiedy na skrzyżowaniu zepsują się światła i ciągle świeci się czerwone. Trudno stać parę godzin i czekać, aż odpowiednie służby naprawią, czyż nie? Przejeżdżam codziennie przez skrzyżowanie, na którym ostatnio coś się zepsuło. I np jadący z naprzeciwka i skręcający w lewo mają zielone światło długo, a jadący tak jak jak i skręcający w prawo bardzo krótko. Zdążą przejechać trzy - cztery samochody. Na dodatek czasem coś się zacina i stoimy w kolejce trzy razy patrząc, jak zmienia się światło jadącym prosto, jak ruszają z naprzeciwka skręcający w lewo, a my mamy ciągle czerwone. Gdyby ktoś w takim wypadku stracił cierpliwość i myśląc, ze się światła zepsuły, ostrożnie, przepuszczając oczywiście innych, jednak wjechał na skrzyżowanie, popełniły jakiś grzech?

2. Wychodzi na to, że awantura była spora... Trudno mi to jednoznacznie ocenić. Wydaje mi się, że ważne jest, co działo się potem. Czy po wybuchu wszystko się uspokoiło i wróciły poprawne relacje, czy też ta wojna toczy się dalej... Trudno mi to jednoznacznie ocenić, choć wydaje mi się, że raczej nie był to grzech ciężki, bo działałaś w emocjach. No ale ważne, czy te emocje nie przerodziły się potem w zawziętość, robienie na złość  itd...

J.