Gość 20.02.2018 09:35

Czy jeśli są pokusy tego żeby nie często chodzić do kościoła to pochodzą one od szatana? Czy jeśli np. ktoś uważa że nie warto ''latać'' często do kościoła to musi zmienić nastawienie? Ja np. chodzę w dni nakazane a w inne dni to jak mam czas.(Ogólnie to czasem mam wrażenie ze śmieje się ktos ze mnie). Ale jeśli np. ktoś opuszcza dni nakazane i uważa że to jest w porządku to jak się zachować przy takiej osobie ? Może taka osoba jest uczciwa, pracuje ale nie chodzi. czy po prostu może być tak że nie czuje potrzeby Eucharystii? Czy warto słuchać osób które mówią że ''co ja tam będę latać cały czas do kościoła''?

Odpowiedź:

1. Obowiązek przyjścia na Mszę istnieje wtedy, gdy... jest taki obowiązek. Czyli w niedziele i inne święta nakazane. W pozostałe dni można, ale nie trzeba chodzić. A czy może do tego, by nie pójść w tygodniu na Mszę namawiać szatan... Pewnie może. Bo jakoś tam człowieka odciąga od Boga. Ale bym się tym specjalnie nie przejmował. Bo równie dobrze uważając, ze to pokusa, ciągle się jej przeciwstawiać i do kościoła chodzić, a potem tak już mieć tego dość, że w ogóle przestać chodzić. Więc uleganie presji, by chodzić codziennie też może być, w niektórych wypadkach, strategią szatana. Strategią na zniechęcenie człowieka do Boga.

Wniosek? Proszę koniecznie trzymać się podanych przez Kościół zasad. Czyli chodzić na Mszę w niedziele i święta nakazane. A poza tym - wedle uznania. Bez narzucania sobie w tym względzie dodatkowego obowiązku.

2. "Latać"  cały czas do Kościoła nie trzeba. Trzeba raz w tygodniu plus kilka razy w roku dodatkowo. Jak łatwo policzyć, te półtorej godziny tygodniowo (z dojściem i powrotem) to nie jest nawet jedna setna "całego czasu". Więc nie przesadzajmy.

A jak się wobec takich ludzi zachowywać? Ano pójść do kościoła nie zważając na to co mówią i tyle. Przekonywanie pewnie nic nie da. Przykład pewnie też nie, ale z czasem może zainspirować. A jak człowiek w dyskusji zawsze się upierał, żeby nie chodzić do Kościoła, to potem nawet gdyby chciał to nie pójdzie, bo przecież straci twarz...

J.