Gość 16.02.2018 23:03

Czy jeśli ktoś będzie grał na giełdzie w ten sposób, że będzie miał oddzielny "fundusz" na tą grę, tzn. będzie oddzielnie trzymał na to pieniądze to jest to grzech? Albo czy może to być grzech, ponieważ pan Odpowiadający pisał, że człowiek może zachcieć później brać coraz więcej pieniędzy na to, również z pieniędzy, które są z innej "kupki" pieniędzy (pieniądze, że tak powiem ogólne, nie te stricte na grę na giełdzie).

Myślałem, że gra na giełdzie to coś neutralnego moralnie, ale po tych odpowiedziach tu udzielonych widzę, że chyba tak nie jest do końca.

Podejrzewam, że to tez różnica, czy ktoś jest kawalerem, czy ma rodzinę, ale to jakby inny podpunkt pytania.

A czy można normalnie grać na giełdzie, tzn. korzystając ze swoich pieniędzy ogólnych, tzn. nie oddzielając pieniędzy na życie od tych na grę na giełdzie? Czy chodzi tu o rozmiar ryzyka, które się podejmuje (lub które myśli, że się podejmuje, nie wiem na ile można przewidzieć ryzyko).

Czy to nie jest grzech jakiś, jakby ktoś tak zarabiał na życie - czyli zarabiał nie mając normalnej pracy? Że może to grzech tak łatwo zarabiać pieniądze, potencjalnie bez wysiłku?

Odpowiedź:

W całej sprawie chodzi o zdrowy rozsądek: o to, by nie podejmować ryzyka, które z człowieka zrobi nędzarza. A zwłaszcza, gdyby w nędze miała z tego powodu popaść cała rodzina. Wydzielenie odrębnego funduszu na grę to chyba niezły pomysł. Byle się go człowiek faktycznie trzymał, a nie dokładał do tej "kupki", jak będzie w niej za mało pieniędzy, licząc, że się szybko odkuje. Bo to logika działania hazardzistów...

Czy można tak żyć, tak zarabiać, nie podejmując normalnej pracy. Oczywiście można. Jeśli się udaje to OK. Gorzej jeśli człowiek żyje mrzonkami i ciągle liczy, że skoro jeszcze nie teraz, to w przyszłości się uda. I żyje na koszt innych...

J.