Gość 28.11.2017 21:02

http://zapytaj.wiara.pl/pytanie/pokaz/410cef

Dziękuję za odpowiedź. Dopytam.

Odpowiadający sugeruje podzielenie różnych rzeczy i spraw na nasze (małżeńskie) i teściowej. Np. podzielenie domu (część w której my mieszkamy i część w której mieszka teściowa), ogrodu (nasze i jej grządki) itp. To na pewno byłoby dobre rozwiązanie, a przynajmniej dobry krok w kierunku dobrego rozwiązania. W takim wypadku żylibyśmy trochę jak współlokatorzy albo sąsiedzi.

Od napisania mojego pierwszego pytania wymyśliłam, że właśnie takie życie jak sąsiedzi, gdzie każdy ma swój teren, a na terenie wspólnym ustalamy jakiś kompromis, byłby dobrym rozwiązaniem. I chyba jedynym. Być może to jest odpowiedź na moje pytanie o to jak powinny wyglądać właściwe relacje w wielopokoleniowej rodzinie.

Jest jednak kilka "ale".

Pierwsze "ale" jest takie, że teściowa musiałaby oddać nam część tego, co do niej należy. Oddać część domu, oddać część grządek itp. Oddać i pozwolić decydować. A ona nie chce oddać pełni władzy. I - tak jak chyba pisałam wcześniej - wcale jej się nie dziwię. Ja bym nie czuła się komfortowo, gdyby ktoś przyszedł do mojego domu albo ogródka i się rządził. Czy myśli Pan, że możemy oczekiwać tego, że - skoro teściowa nalega, żebyśmy z nią mieszkali - podzieli się z nami władzą? Nie mamy tu w tej chwili praw gospodarzy, ale obowiązki - owszem.

Drugie "ale" jest takie, że zawsze zostanie coś, co będzie terenem "wspólnym". Choćby podwórko, ogrodzenie itp. Mam problem, kiedy teściowa sama decyduje, że potrzebne jest malowanie ogrodzenia, sama wybiera kolor, ale jednocześnie oczekuje, że będziemy malować razem z nią i to wtedy, kiedy ona uzna, że to dobry czas. Czy możemy oczekiwać, że takie prace będzie z nami ustalała? Bo jeśli próbujemy o to prosić, to dowiadujemy się, że się rządzimy. A kiedy np. odmówimy malowania, to z kolei my się z tym źle czujemy, bo przecież też chcemy dbać o miejsce, w którym mieszkamy.

Co do telewizora się zgadzam. Właściwie o to mi chodziło - że ja nie chcę jadać przy włączonym telewizorze. Ale Teściowa jest u siebie i go włącza. Czy będzie ok jeśli zaproponuję w tej sprawie kompromis? Nie wiem - np. włączanie go co drugi dzień, albo że jeśli będzie włączony, to my sobie ustawimy drugi stół w innym pokoju i będziemy jadać sami? Już sama nie wiem, co jest ok, bo póki co na wszelkie propozycje zmian słyszę, że młodzi nie powinni starszymi rządzić.

"Matka czy ojciec nie mogą dorosłemu człowiekowi dyktować jak ma wyglądać jego codzienne życie.". To jest właśnie trudne w naszej sytuacji. Bo oni niby nie dyktują NAM. Nie rządzą NAMI. Oni rządzą DOMEM, co na nas wpływa pośredni, ale wcale przez to nie mniejszy. No bo wystarczy, że zadecydują, że w domu będzie remont. I wiadomo, że jako mieszkańcy tego domu będziemy tą kwestią dotknięci, to znaczy będziemy musieli aktywnie włączyć się w prace. Albo drobniejsza sprawa - wystarczy, że zadecydują, że na obiad będzie coś bardziej pracochłonnego, i już mam przedpołudnie "z głowy" (to tylko przykład - wiem, że jakąś opcją jest osobne gotowanie). Czy uważa Pan, że takie sprawy powinni z nami konsultować, jeśli oczekują naszej współpracy?

Odpowiedź:

Rozumiem, że teściowa nie ma zamiaru dzielić się władzą. Chce tylko podziału obowiązków. Konkretniej, chce być nadzorcą, który wyznacza kto co i kiedy ma robić. Ale tak się nie da, prawda? Jest Pani zoną jej syna, a nie służącą. Jeśli chce po swojemu uprawiać ogród, niech to robi. Jeśli po swojemu urządzać dom - też. Ale z wyjątkiem miejsca, gdzie wy mieszkacie. Czemu? Bo to wasze miejsce na świecie, nie jej. Jak chce na takich warunkach, to lepiej wynająć u kogoś pokój... Wtedy przynajmniej układ jest jasny...

Co do czasu wykonywania obowiązków w rodzaju malowania płotu... Żaden fachowiec nie przychodzi do pracy wedle życzenia, ale wtedy, gdy ma czas. Wy nie powinniście być traktowani gorzej. Owszem, jeśli teściowa powie: chciałabym w przyszłym tygodniu malować płot, pomóżcie mi, to możecie tak wszystko poustawiać, że będziecie mieli czas. Ale jeśli robi to dzień przed albo nawet w sam dzień rozpoczęcia malowania, to ruinuje wasze inne plany. I nie musicie się wtedy nią przejmować. Dlaczego? Po prostu, żyjąc z innymi ludźmi trzeba się z nimi liczyć. Z ich pracą, ich planami. A nie tylko oczekiwać, że będą spełniać wszystkie oczekiwania. To jest zwyczajny egoizm.

Podejrzewam, że Pani zaraz powie, że wy też musicie się z teściową liczyć. No jasne, musicie. I się liczycie. Pomagacie w domowych obowiązkach. Chodzi tylko o to wymyślanie wam kolejnych prac i to w czasie, który macie już zaplanowany inaczej.

Telewizor.. Tu machnąłbym ręką, Niech gra.

Tak, młodzi nie powinni starymi rządzić. Ale też starzy nie tylko nie powinni na każdym kroku swojej władzy nad młodymi podkreślać, ale nawet nie powinni próbować nimi rządzić. W ogóle myślenie w kategoriach "ja rządzę" "ty rządzisz" gdy chodzi o rodzinę nie ma sensu. Rodzina pozwala się każdemu z jej członków swobodnie rozwijać, a ważne decyzje podejmuje wspólnie. Takie ciągłe próbowanie kto ważniejszy jest z gruntu chore....

Rozumiem, remont. Wypadałoby jednak podejmować takie decyzje trochę wcześniej, nie z dnia na dzień. Uwzględniając tez obiektywne trudności, np. zaplanowany wyjazd. Podobnie z ty robieniem obiadu: kto chce jeść rzeczy wymagające długiego przygotowywania niech je sobie robi sam. Możesz pomóc, ale to nie jest tak, że musisz, na każde zawołanie, bo rano Jaśnie Pani poczuła ochotę na jakieś wykwintne danie i trzeba jej je zrobić...

J.