Gość 26.11.2017 23:51

Szczęść Boże.

1. Mówi się, że niebo jest miejscem samej radości, śmiechu, szczęścia, a piekło miejscem strachu, bólu nieszczęścia i w ogóle wszystkich przykrych rzeczy.
Załóżmy, że matka katoliczka dostała się do nieba i cieszy się z życia wiecznego. Miała syna, a syn to ateista, który dostał się do piekła. Matka ma świadomość o tym, że jej syn będzie cierpiał katusze w nieskończoność. Wie o tym, to jakim cudem może się cieszyć swoim szczęściem równolegle do życia ze świadomością o synu który cierpi? Czyż te dwa "pojęcia" nie są ze sobą sprzeczne?

2. Czytając Biblię, mam wrażenie że Jezus i Bóg są bardzo, ale to bardzo poważni. Nie ma w Ewangelii fragmentu mówiącym o tym, że Jezus się chociażby raz zaśmiał. Nie chodzi mi oczywiści o poczucie humoru Jezusa (:v) tylko o Jego charakter. Ja rozumiem że chyba nie jest to najważniejsze, lecz Bóg, Jezus nas kocha i wiara w Niego daje nam życie wieczne, lecz w Ewangelii czytamy że sama wiara w Niego nie wystarczy i Jezus nas się wyprze. Gdzie tu Boże miłosierdzie? Przecież ile osób znam którzy są katolikami i do kościoła chodzą "od święta do święta", lecz mimo wszystko wierzą i poniekąd są praktykującymi...
Bardzo boję się, że się do nieba niedostane (bo czytając Ewangelię mam wrażenie że trzeba być nie wiadomo jakim dobrym i miłosiernym), a nawet jeśli się dostanę moja rodzina, przyjaciele się nie dostaną i jakie będę mieć z tego szczęście? A jeśli każdy i tak przez to nie jest smutny, to chyba świadczy o jego egoizmie, a niebo nie ma przecież negatywnych cech?

3. W sumie, boję się też nieba. Tak, boję się że będzie tam tak "sztucznie". Że będziemy tylko się modlić i wielbić Boga. Wiem, że jest to jedne z najbardziej dziecinnych pytań na tym serwisie, no ale...
Wiem że Bóg dał nam życie i powinniśmy Mu za to dziękować, lecz przez całą wieczność? Jest mi przykro że tak mówię, lecz chyba nie może być tam tylko modlitwa?

Pozdrawiam.

Odpowiedź:

1. Błąd tego rozumowaniu tkwi w słowie "załóżmy". Kościół owszem, orzeka w stosunku do niektórych osób, że są świętymi. Ale nigdy nie orzeka, że ktoś poszedł do piekła. Nigdy nie wiemy, czy najgorszy nawet człowiek w ostatniej chwili swojego życia się nie nawrócił. I nie wiemy - trzymając się podanego przykładu -  jak modlitwa matki może wpłynąć na losy syna. Bóg pewno nie "amputuje" naszych wspomnień dotyczących naszych bliskich. Ufamy, że Jego sąd będzie sprawiedliwy, ale mamy też nadzieję, że będzie jednocześnie łagodny. Nigdy ie wiemy co kryje się za czyjąś niewiarą czy grzechem. Jakie poranienie, jaki deficyt. Zostawiamy więc sąd Bogu ufając, że jak zdecyduje będzie dobrze.

No i warto pamiętać, że niebo, czyściec czy piekło to nie tyle miejsce, co stan.

2. Myślę, że lęk rodzący się przy czytaniu Biblii powinien skłonić człowieka, by na serio się o swoje zbawienie zaczął troszczyć. Bo to nie jest tak, że możemy żyć byle jak, a naiwny Bóg i tak da nam życie wieczne. Zresztą po co? Czy człowiek, których kocha zło mógłby być w niebie szczęśliwy? Jeśli nie kocha dobra na ziemi, a woli zło, intrygi, krzywdzenie to w niebie czułby się paskudnie. Na pewno jednak nie jest tak, że Bóg chętnie skazuje ludzi na potępienie. Przecież Jemu na człowieku zależy! Po to posłał swojego Syna na świat, aby ludzi zbawić, prawda? Jeśli więc Bóg chce i człowiek chce, to zapewne się uda. Natomiast jeśli człowiek nie chce....

J.