GośćM 22.10.2017 18:01

Na ile obejrzenie czy wysłuchanie transmisji Mszy św. jest jakimkolwiek w niej uczestnictwem? Czytałam, że warto codziennie uczestniczyć we Mszy św, jeśli chce się na poważnie walczyć o świętość. Nie mam takiej możliwości. Jedyne, co mogę zrobić, to przenieść się duchowo i przy pomocy transmisji online do jakiegoś kościoła. Ale czy to ma sens? Ze swej natury Msza św wymaga osobistej obecności w miejscu, gdzie składa się Bogu Ofiarę. Czy nie lepiej w takiej sytuacji odmawiać przez radio różaniec, gdzie fizyczna obecność w jednym miejscu z innymi modlącymi się nie jest wymagana? Albo poczytać czytania? Może byłoby to bardziej owocne? Zauważyłam, że łatwo mi skupić uwagę podczas transmisji, czasami nawet łatwiej mi modlić się przed komputerem, niż na Mszy w kościele. Czy szatan nie trudzi się, aby mnie rozproszyć, bo wie, że to i tak nie jest spotkanie z Bogiem, więc po co miałby się męczyć? Na ile uczestnictwo we Mszy św w dni powszednie za pośrednictwem internetu ma jakiś sens? Jest to przyjemne, ale czy sensowne? Czy to modlitwa, czy tylko namiastka modlitwy? Z Panem Bogiem.

Odpowiedź:

Transmisja telewizyjna z Mszy nie zastępuje uczestnictwa w niej gdy chodzi o udział w niedzielnej Eucharystii. Nie ma jednak przeszkód, by Mszę oglądać i w niej gorliwie uczestniczyć. Taka modlitwa, zwłaszcza jeśli ktoś nie może pójść do kościoła, też ma swoją wartość.

Co do owoców takiego łączenia się w modlitwie z innymi i porównywania ich z podobnym udziałem w innych modlitwach nie chciałbym się wypowiadać. Chodzi o to, że wartość modlitwy zawsze jest niewymierna. Nie wiemy tak do końca, czy podobamy się w niej Bogu. Nam może się wydawać, że jest świetna, a Bóg widzi, że właśnie nas zżera pycha. A może być odwrotnie: nam się wydaje, że jest zupełnie do niczego, a Bogu bardzo się podoba to, że mimo iż nam nie wychodzi ciągle sercem przy Nim trwamy.... Podobne dylematy dotyczą tej modlitwy z wirtualną wspólnotą. Tym bardziej nie możemy powiedzieć ile taka czy inna modlitwa przynosi jakichś dobrych owoców. Wie to Bóg. A my? No cóż, czasem coś tam w tym względzie u siebie dostrzegamy. Zwłaszcza po dłuższym czasie. Ale często nie bardzo...

J.