Sansenoy 23.08.2017 10:24

Moje pytanie brzmi dlaczego? W Boliwii ginie wolontariuszka, zaledwie kilka miesięcy temu nikt już o niej nie pamięta.Jest newsem na dwa dni potem cisza. Wystarczy wspomnieć Stalin , Hitler, Lenin, Napoleon, Aleksander Wielki czy ważny polityk europejski każdy wie o kogo chodzi.Piszą o nich książki. Mogli zginąć, nie zabili by milionów. Ona mogła żyć pomagała ludziom, robiła coś nie tylko dla siebie, nie chciała władzy, pieniędzy ani poklasku. Ona nie żyje, tyle ludzi naprawdę okrutnych istnieje i żyje. Jaki ma to sens? Zostajemy zapisani na kartce papieru dawniej kamienia i reszta zapomina a jeśli pamięta to kpi i szydzi. Niema dobra na tym świecie, umarło zabite przez nikczemników. Niema nadziei, nauka ją pochowała. Niema piękna kultura współczesna ją zniszczyła. Co zostaje? Pytanie dlaczego?

Odpowiedź:

Całkiem niedawno w naszym portalu publikowaliśmy tekst o Helenie Kmieć z "Niedzieli" - http://prasa.wiara.pl/doc/4110801.W-Helence-byla-harmonia

Wydaje mi się, że problem po pierwsze w skali. Helena Kmieć była dobrym człowiekiem, zginęła  na misjach, ale nie pozostawiła po sobie jakiegoś wielkiego, namacalnego dzieła. No, może stać się po czasie inspiracją dla innych, ale to dopiero pokaże przyszłość. A ludzie, o których wspominasz mocno jednak zmienili świat. A o takich się długo pamięta. I nie mam tu na myśli tylko okrutników, ale i ludzi dobrych - ot św. Jana Pawła II, Matkę Teresę z Kalkuty... O nich też dużo się pisze...

Po drugie to tez chyba kwestia tego, że zło jest bardziej atrakcyjne. Nie wiem czemu. Podejrzewam, że to między innymi kwestia tego, że można samego siebie widzieć wtedy jako tego lepszego ale w sumie nie wiem.

Nie martwiłbym się jednak tym aż tak bardzo. Helena Kmieć jest dziś już pewnie w niebie. I nagrodził ją sam Bóg, a ludzkie pochwały niczego do jej wiecznego szczęścia nie dodadzą...

J.