Gość 24.06.2016 14:02

przeglądam te pytania i widzę że wiele osób ma problem z masturbacją, pornografią, nieczystymi myślami. ja również należę do takich osób. mój problem trwa od ok 13 lat i mam wrażenie że narasta (a ja myślałam że to kwestia dojrzewania i z czasem "przejdzie"). mam stałego spowiednika który powiedział że Pan Bóg jeśli taka będzie Jego wola z czasem uwolni mnie z tego grzechu i skoro do niego dopuszcza to może chce mi coś przez to pokazać, może moją pychę lub to bym bardziej Jemu zaufała a nie własnym siłom, na których coraz bardziej się zawodzę. Czy ja źle zrozumiałam spowiednika czy faktycznie Bóg może dopuszczać do popełniania grzechu? Zaczynam się też zastanawiać czy ma sens chodzenie do jednego spowiednika. o ile jest taka możliwość spowiadam się u niego regularnie od ok 3 lat i coraz bardziej się wstydzę i coraz częściej zdarzają się sytuację że gdy popełniam grzech masturbacji idę do innego księdza, a gdy udaje mi sie nie popełniać tego grzechu to do mojego spowiednika. wiem że oszukuję samą siebie i nie rozumiem czemu to robie bo mam doświadczenie że ksiądz nigdy nie patrzył na mnie "gorzej" przez pryzmat moich grzechów. ale sama jestem sobą zgorszona i już nie mam siły i myślę czy ta ciągła spowiedź ma jeszcze sens. zwłaszcza że miałam niedawno sytuację że rozmawiałam z koleżanką (piłyśmy wówczas alkohol więc może nie do końca byłyśmy świadome) która wyznała że odkrywa że pociągają ją kobiety. i ja wtedy bardzo zapragnęłam byśmy się całowały, dotykały itd. to było tylko pragnienie ale bardzo silne i wiem że gdyby ta dziewczyna podjęła jakieś kroki to ja zdecydowałabym się na realizację tych pragnień. nic takiego sie nie stało ale zastanawiam sie czy muszę o tym mówić na spowiedzi i na samą myśl o tym jest mi słabo.

Odpowiedź:

W spowiedzi z grzechów dotyczących czystości nie jest wymagane mówienie o szczegółach. Zwłaszcza gdy chodzi o treść pragnień: z kim, jak itd....
W sumie do niczego wtedy nie doszło, więc trudno by mówiła Pani o czymś więcej, jak o nieczystych pragnieniach. Choć skoro Pani nie zrobiła nic, by je spełnić, to może była to tylko silna pokusa.... To już musi Pani rozstrzygnąć sama....

Czy ma sens się spowiadać... U ludzi uwikłanych w jakiś nałogowy grzech często pojawia się myśl, że to nie ma sensu, że pewnie już się nie zmienią, że tylko oszukują Boga mówiąc na spowiedzi, że żałują i chcą się poprawić. Rodzi się wtedy pokusa, by dać sobie spokój. Zostać w grzechu i już się nie podnosić, a przez to być uczciwym wobec Boga. Cóż... To jest pokusa. Bardzo niebezpieczna. Dlaczego? Wystarczy skonstatować, jakie przynosi skutki: oto człowiek upada i już się nie podnosi. Nie, stanowczo lepiej ciągle wracać w sakramencie pokuty do Boga. Nawet jeśli sukcesów w tej walce z samym sobą jest niewiele...

Różni spowiednicy... Prawda, nie bardzo to ma sens. Może być jakimś wprowadzaniem w błąd spowiednika. Ale on pewnie też w ciemię bity nie jest. Choćby po odstępach w spowiedzi może się zorientować... Gdyby pytał, trzeba mu powiedzieć. Ale jeśli milczy, może przez delikatność.... Może lepiej z niego nie rezygnować, skoro dotąd udawało mu się podnosić Panią na duchu. Bo tego Pani chyba bardzo potrzebuje...

Czy Bóg może dopuszczać do popełnienia grzechu... Bóg nie jest sprawcą grzechu, Bóg nie nakłania do zła. Ale potrafi ze zła wyprowadzić dobro. Tak jak ze zła, którą jest zdrada małżeńska, może wyprowadzić dobro, jakim jest życie nowego człowieka... Nie wydaje mi się więc, by Pani spowiednik w tej kwestii  błądził: tak może być, Bóg może z sobie tylko wiadomych powodów dopuszczać, ze Pani popełnia ten grzech....

Bóg zresztą wiele rzeczy dopuszcza. Nawet wojny. I choć niewątpliwie są złem, potrafi z nich wyprowadzić jakieś dobro. Ot, sprawić, ze łobuz wzniesie się na wyżyny bohaterstwa....

Powodzenia.

J.