Gość 17.12.2015 13:26

Szczęść Boże,
Mam 23 lata, więc wiek nastoletni już za mną, ale to niestety nie zmienia faktu, że mam ogromny problem z podnieceniem. Tyle, że rzadko kiedy mam fantazje erotyczne, za to mam inne myśli, które doprowadzają do podniecenia(wywołuję je świadomie). Czuję się tak, jakbym była od nich uzależniona. Od 2 lat przystępuję do spowiedzi i Komunii Św. tylko w Święta Bożego Narodzenia i Święta Wielkanocne. Za każdym razem mam postanowienie, że kończę z tymi myślami, ale niestety znowu je wywołuję, po czym przestaję uczęszczać do kościoła, myśląc, że do następnych Świąt mogę sobie pozwolić(zapytam tutaj, czy taka postawa jest już grzechem przeciwko Duchowi Świętemu?). Bez tych myśli najdłużej udało mi się wytrwać 4 miesiące, jednak wystarczył impuls i wszystko zaczęło się od nowa. Teraz zbliżają się Święta Bożego Narodzenia i z jednej strony chciałabym przystąpić do spowiedzi, a z drugiej strony obawiam się, czy sobie poradzę bez tych myśli. Przez ostatnie 2 lata tak miałam - spowiadałam się przed Świętami, ale wydawało mi się, że już tego samego dnia zgrzeszyłam, bo cały czas odczuwałam podniecenie, gdyż cały czas myślałam o tym, by go nie odczuć i by nie zgrzeszyć. 2 dni temu znowu powiedziałam tym myślom ,,dość'' i postanowiłam, że przystąpię do spowiedzi, ale dzisiaj mam takie uczucie, że nie żałuję, że wcale nie chcę rezygnować z tych myśli, że nie chcę przystąpić do spowiedzi. Z drugiej strony mam wyrzuty sumienia, że w ogóle się zastanawiam, czy przystąpić do spowiedzi, ale też nie jestem pewna, czy spowiedź będzie ważna, skoro myślę, że nie żałuję. Czy powinnam regularnie przyjmować Sakramenty, nie zwracając uwagę na myśli, by zwalczyć swoją słabość? I co mam zrobić, gdy odczuwam podniecenie, gdy mam nieerotyczne myśli i nie jestem pewna, czy one naprawdę doprowadzają mnie do podniecenia, czy sobie to wmawiam. Niektóre myśli na 100% powodują u mnie podniecenie, a z innymi to właściwie nie wiem. Właśnie wtedy, gdy nie wiem, zastanawiam się, czy będę odczuwać przyjemność seksualną i odczuwam. Czy z takich myśli też mam zrezygnować, czy tylko tych, w których jestem pewna, że źle na mnie działają?

Odpowiedź:

Najlepiej będzie, jeśli przedstawisz sprawę spowiednikowi. Bo wchodzimy tu w kwestię oceny żalu za grzechy, a tego nie chciałbym rozstrzygać. Może tylko tak ogólnie...

1. Myślę, że częstsza spowiedź bardzo by CI się przydała. Żyjesz przeświadczona o tym, że grzech (przyjmijmy na razie, że popełniasz grzech) jest nie do uniknięcia. I że życie "po Bożemu" jest dla Ciebie praktycznie niemożliwe. Tymczasem na pewno z grzechu można zrezygnować. Łaska sakramentu pokuty może Ci w tym wydatnie pomóc. Chodząc do spowiedzi tylko dwa razy do roku wielu sił w  tym względzie się pozbawiasz. A diabeł się pewnie cieszy, że nie próbujesz żyć bliżej Boga, bo nie widzisz szansy na wyjście z grzechu...

2. Jak ocenić to, co się z Tobą dzieje... Na pewno unikaj myśli erotycznych. Pozostałych, jeśli na 100% wiesz, że wywołują u Ciebie podniecenie natury seksualnej. Nie unikaj natomiast myślenia o tym, czy owe myśli wywołują podniecenie czy nie. Nawet jeśli wtedy odczuwasz co odczuwasz. Jasne, oceń i tyle a nie oceniaj nie wiadomo jak długo. Ale musisz sobie zostawić możliwość ocenienia co i jak. Bez tego to już byłoby zupełnie beznadziejnie...

3. Co robić.... Myślę też, że warto nad tymi swoimi myślami popracować w ten sposób, żeby próbować je "odseksualnić". Tu mam problem: nie wiem o jakie myśli Ci chodzi. Ale np. dajmy na to, że to chodzenie boso po trawie. Dla większości osób, owszem, może to być przyjemne, ale nie ma nic wspólnego z przyjemnością seksualną. Może potrafiłabyś odkryć jak działa ten mechanizm, że coś tak neutralnego wywołuje podniecenie seksualne? Znając mechanizm możesz też zapytać o jego przyczynę. To może z kolei pomóc Ci nad tym zapanować...

To trochę podobnie jak z nagością. W dzieciństwie jest dla człowieka neutralna. I tylko kulturowo odbieramy ja jako coś niewłaściwego. Potem, w wieku dorastania, człowiek odkrywa cały świat erotyki. Więc nagość prawie zawsze z tym się kojarzy. Ale potem uświadamia sobie, że jest nagość osób chorych, którymi muszą się opiekować pielęgniarki, czy że jest nagość upodlonych w obozach koncentracyjnych. I ta nagość nie ma nic wspólnego z seksualnością. Analogicznie możesz podejść do tych swoich myśli. Odkryć nie tylko rozumem, ale odczuwaniem, że nie muszą być związane z podnieceniem...

Pomocna też może być próba zastanowienia się, dlaczego czujesz się od tych myśli uzależniona; jaki brak w Twoim życiu uzupełniają. Znając powód łatwiej nad sobą zapanować... A przede wszystkim warto też swoje myśli zajmować czymś innym, dobrym, jasnym, pogodnym...

4. Więc... Przede wszystkim nie zapominaj o tej w miarę regularnej spowiedzi. Bo bez niej całkiem się od Boga oddalisz.

Mam nadzieję, że choć trochę CI pomogłem...

J.
J.