Gość 05.10.2015 13:45

Szczęść Boże,
(...)
Jakiś czas temu zadałam Odpowiadającemu pytanie o wynajem mieszkania osobom niebędącym małżeństwem. Dziękuję za odpowiedź, choć w pewnej mierze jestem nią zaskoczona – wydaje mi się mianowicie, że w kwestiach zbliżonych Odpowiadający wyrażał inne podejście.
Chodzi mi konkretnie o to, że wielokrotnie Odpowiadający nie widział przeszkód, aby wchodzić w kontakty handlowe/interakcje w życiu codziennym z osobami, które ciężko grzeszą (np. zaopatrywanie się w sklepiku, którego właściciel ma kochankę i wszyscy o tym wiedzą, kupowanie produktów firmy, która postępuje w sposób wysoce niemoralny – choć istnieją możliwości innego wyboru). W pewnym sensie rekomendacja była taka, aby pozostawiać te sprawy sumieniu tych osób.
Nie do końca rozumiem, dlaczego w przypadku wynajmu lokalu należałoby szczególnie przypatrywać się przestrzeganiu prawa Bożego przez lokatorów. Tak samo nie jesteśmy przecież w stanie kontrolować ani zapobiegać ich wyborom życiowym. Zakładając, że wynajmujemy lokal osobie samotnej, nie kontrolujemy przecież tego, czy będzie przychodzić do niej na noc chłopak/dziewczyna, albo czy dwie studentki nie są przypadkiem tej samej orientacji.
Rozumiem, że chodzi być może o to, że w momencie, gdy mamy tę wiedzę a priori nie musimy godzić się na to, co oceniamy jako niemoralne. To prawda, ale znowuż – sytuacja nie jest taka prosta.
Inaczej można ocenić wynajem parze dwudziestolatków żyjących bez ślubu, a inaczej osobom po czterdziestce, być może rozwiedzionym i po rozmaitych życiowych perypetiach. Nie uważam także, aby małżeństwo cywilne, co jak rozumiem sugerował Odpowiadający, było tutaj dobrym kryterium. Owszem, dowodzi pewnej intencji odnośnie trwałości związku, ale współcześnie różnica między małżeństwem a długotrwałym konkubinatem w ogromnej mierze się zatarła i niejednokrotnie to właśnie konkubinaty okazują się bardziej trwałe. Co zrobić, jeśli mieszkaniem interesuje się para bez ślubu, ale z dzieckiem/dziećmi? Gdzieś przecież muszą mieszkać, a i intencje odnośnie zamierzonej trwałości związku wydają się być poważne..
Analogicznie, czy jeżeli w grę wchodziłaby sprzedaż, a nie wynajem mieszkania – czy powinniśmy szukać kupujących spełniających nasze kryteria moralności? Przecież planują oni mieszkać (i najprawdopodobniej grzeszyć), a stosując optykę Odpowiadającego my im to niejako „umożliwimy”.
Co z wynajmowaniem lokalu na cele gospodarcze osobom, które nie mają ślubu? Czy tylko z racji na fakt, że nie ma w lokalu łóżka, sprawa nagle staje się moralna?
Być może Odpowiadającego nie przekonam – chciałam jednak pokazać szerszy obraz z mojej perspektywy. Perspektywa ta, nawiasem mówiąc, podzielana jest przynajmNiej przez jedną osobę duchowną, z którą rozmawiałam – uważa ona, że te sprawy należy pozostawiać sumieniu wynajmujących.
Mam dodatkowo pytanie już konkretnie do Odpowiadającego, który stwierdził, że osobom niebędącym małżeństwem mieszkania by nie wynajmował. Jak konkretnie Odpowiadający postąpiłby w następującej sytuacji – mieszkanie jest już wynajmowane od dłuższego czasu parze w okolicach czterdziestki, najprawdopodobniej jednak niepozostającej w związku małżeńskim. Spokojni, prości, pracujący ludzie. W momencie, gdy mieszkanie zaczęło być wynajmowane, poglądy na dyskutowaną sprawę osoby wynajmującej nie były ugruntowane. (w przypadku Odpowiadającego – załóżmy, że odziedziczył On mieszkanie z takimi lokatorami) Czy w takich okolicznościach Odpowiadający wypowiadałby umowę najmu z racji na to, że wynajmujący nie są małżeństwem? Nie chcę w swoim przekonaniu krzywdzić ludzi wypowiadając im znienacka umowę, ale nie chcę też robić czegoś, co może być uznane za niemoralne. Bardzo zależy mi na opinii.

Dziękuję i pozdrawiam,

Odpowiedź:

Chodzi pewnie o odpowiedź znajdującą się pod adresem http://zapytaj.wiara.pl/pytanie/pokaz/1e0a35

Jeśli sprawdza Pani poprawność udzielanych przeze mnie odpowiedzi u znajomych księży, to po co w ogóle mnie Pani pyta? Po prawie piętnastu latach odpowiadania na różne pytania czytelników zaczyna mnie to już męczyć. Dlaczego muszę się ciągle tłumaczyć i wyjaśniać?

Napisałem, że bym osobom bez ślubu mieszkania  nie wynajmował. I to prawda, choć akurat nie mam mieszkania do wynajęcia. Jeśli tak napisałem to nie dlatego, jakobym uważał, że kategorycznie robić tego nie wolno, ale dlatego, że ja by, tego robić nie chciał... I miałem na myśli głównie sytuacje wynajmowania mieszkania studentom. Napisałem w odpowiedzi: "Wydaje się jednak, że dziś trzeba młodym mówić: ja nie chcę w tym uczestniczyć". Bo w pytaniu właśnie studenci się pojawili. Faktycznie, gdyby przyszli ludzie z dzieckiem albo starsi to bym przecież nie żądał od nich świadectwa ślubu kościelnego.... I pewnie inaczej należałoby potraktować wynajęcie mieszkania a inaczej sprzedaż. Sprzedaje się konkretnemu człowiekowi, wynajmuje zdaje się parze...

Istnieje też subtelna ale istotna różnica między robieniem interesów z kimś, kto grzeszy,, a wspieraniem grzechu. Kupowanie chleba w sklepie rozwodnika nie jest wspieraniem cudzołóstwa. Jest, oprócz zaspokojenia własnych potrzeb, pozwoleniem, by ten człowiek uczciwą praca zarabiał na życie. Wynajmowanie w hotelu pokoi "na godziny" jest czerpaniem korzyści ze zła.

Gdzie w tym jest wynajmowanie mieszkania osobom bez ślubu? Gdzieś pośrodku. Dlatego napisałem, że inaczej podszedłbym do sprzedaży mieszkania komuś, kto żyje w konkubinacie, a inaczej do wynajmowania go parze studentów...

J.