Gość 29.07.2015 18:55

Szczęść Boże,
Od razu zaznaczę, że choruję na nerwicę natręctw, a od ponad 2 lat mam problemy z bluźnierczymi myślami. Nie za bardzo wiem, co mam zrobić i jak z nimi walczyć. Staram się je odrzucać, ale one są coraz silniejsze i nieraz nawet mam wrażenie, że myślę tak, jak one mi podpowiadają. Oczywiście ma to miejsce tylko w momencie ich ataków. Ostatnio kilka razy było tak, że będąc pod wpływem leku nasennego przyszła mi do głowy bluźniercza myśl. Nie umiem sobie przypomnieć, czy była moja, czy ja wywołałam i czy odrzuciłam. Mimo, że ten lek biorę od kilku lat, to cały czas po jego zażyciu mam dziwne myślenie i wszystkim mniej się przejmuję. Uznałam zatem, że nie zgrzeszyłam ciężko, gdyż byłam pod wpływem leku i przystąpiłam do Komunii? Czy nie popełniłam świętokradztwa?
Drugie pytanie to takie, że ostatnio słuchałam czyjeś wypowiedzi, która mówiła o spotkaniach katolickich. Czytałam i myślałam, że zaraz osoba, która o nich opowiada, je skrytykuje. Słuchałam jednak dalej. Jeszcze pomyślałam coś w stylu: ,,czyli jednak nie są dobre''. Odrzuciłam jednak tę myśl, ale nie mam pewności, czy nie zgrzeszyłam ciężko.

Odpowiedź:

Chyba już to pisałem, ale może nie Tobie...

Skoro cierpisz na nerwice objawiającą się w natrętnych myślach, to raczej trudno uznać, że kiedy jakaś grzeszna myśl przychodzi Ci do głowy zaraz popełniasz grzech, i to jeszcze ciężki. Skoro te natrętne myśli to wynik choroby, nie ma grzechu. Przywołujesz je sama? Mało prawdopodobne.  Skoro masz wątpliwości, to raczej nie. Bo gdybyś faktycznie sama te mysi przywoływała, to byś miała pewność. 

O tym, z jaką przesadą jesteś skłonna widzieć w sobie grzech świadczy choćby to drugie pytanie. Co złego jest w wysłuchaniu czyjejś negatywnej opinii o katolikach?  Przecież to nie twoja opinia. A nawet jeśli przez myśl przemknie ci, że "jednak nie są dobre" to teraz tak uważasz? A nawet jeśli, to czy to naprawdę jest wielkie zło, jeśli masz negatywne zdanie o spotkaniach? Jaka krzywda z tego dla bliźnich wynika? Zaczynasz kogoś oczerniać? No przecież nie...

Jeszcze raz to napiszę, choć wydaje mi się, że już pisałem: w takich nerwicach najważniejsze to pozbyć się lęku. W tym konkretnym przypadku zdaje się boisz się Boga. Że Cię ukarze za twoje myśli. I te myśli pojawiają się właśnie dlatego, ze tak się tego boisz. Zaryzykuj. Uwierz, że Bóg jest dobry i na pewno nie chce nikogo skazać za jego udręczenie, za to co się błąka po jego głowie. Jakiż to byłby Bóg? Straszny okrutnik. A Bóg bardzo chce naszego zbawienia!

J.