Gość 13.02.2014 22:14

Sumienie niepewne. Chciałbym dopytać o pewne kwestie.
1. Czy zasada moralna mówiąca, że nie wolno działać w stanie sumienia wątpliwego oznacza, że aby działać, należy mieć 100 % pewności co do tego, że dany czyn nie jest grzechem? Czy nie wystarczy 80 % czy choćby 60% przekonania? Czy nie wystarczy po prostu trochę więcej przekonania o bezgrzeszności niż o grzeszności czynu? Przecież gdyby przyjąć, że konieczne jest posiadanie całkowitej pewności, to wielu ludzi, zwłaszcza o wrażliwym sumieniu (niekoniecznie skrupulanckim), musiałoby ciągle sobie czegoś odmawiać. Nie mówię o sytuacjach, kiedy coś i tak zrobić trzeba (np. reanimować najpierw jednego rannego albo drugiego), ale takich, kiedy niezrobienie niczego zasadniczo nie powoduje żadnych negatywnych konsekwencji (np. kupić sobie kontrowersyjną gazetę czy nie kupić). Dam jeszcze taki przykład: jakaś dziewczyna wybiera się na zabawę sylwestrową, na którą nastawiała się od kilku miesięcy. Umalowała się, uczesała i wystroiła, a ponieważ do wyjścia zostało jej trochę czasu, włączyła z nudów Internet i natrafiła na stronę katolickiego publicysty Mirosława Salwowskiego, który dowodzi, że taniec towarzyski to grzech. Dziewczyna pomyślała, że chyba ten ktoś nie ma racji, bo ona nie przypomina sobie, by jakikolwiek ksiądz zabraniał tańczyć, ale małe wątpliwości się jej nasunęły. Do wyjścia na zabawę zostało kilka minut i nie ma już możliwości, by spytać się jakiegoś księdza, czy rzeczywiście taniec to grzech. W takim wypadku, biorąc rygorystycznie omawianą zasadę, ta dziewczyna powinna zrezygnować z pójścia na zabawę sylwestrową...

2. Co robić gdy uzyskanie pewności nie jest możliwe i prawdopodobnie nigdy nie będzie? Np. na 10 księży spytanych o ten sam czyn 5 twierdzi, że jest on grzechem a drugie 5, że nie jest. Albo księża uchylają się od odpowiedzi, twierdząc, że to każdy musi sam w swoim sumieniu ocenić?

3. Tu: http://zapytaj.wiara.pl/pytanie/pokaz/127bab odpowiadający stwierdził, że w spowiedzi mówi się, co się złego zrobiło, a nie które przykazanie się naruszyło... Wg mnie zasada ta może działać, kiedy ktoś podjął działanie w stanie sumienie niepewnego a już po czynie dowiedział się, że ten czyn jest grzechem. Ale co jeśli ktoś działał w stanie sumienia niepewnego a dopiero po czynie dowiedział się, że dany czyn grzechem nie jest – nie musi się spowiadać z samego faktu działania w niepewności? Idźmy dalej: ktoś był błędnie przekonany, że coś jest grzechem a jednak zrobił to, a potem dowiedział się o swoim błędzie (że to coś wcale nie jest grzeszne).

Odpowiedź:

1. Trzeba pamiętać, że oprócz grzechów ciężkich są jeszcze grzechy lekkie. Rozumiesz? Kiedy nie wiesz, czy coś jest grzechem czy nie, a sumienie masz w miarę dobrze ukształtowane, zazwyczaj chodzi o sprawy mniej poważne. Czyli o ewentualnie mniejsze zło. Na przykład sprawa ustępowania miejsca starszym w autobusie. Owszem, dobrze jest ustępować. Ale kiedy się wahasz, czy ta osoba starsza jest już starsza czy jeszcze nie, trudno mówić o jakimś poważnym złu.

2. Musisz ocenić we własnym sumieniu. Podobnie jak w pytaniu 1 chodzi pewnie o sprawy mniej istotne.

3. Mówisz wtedy: zrobiłem to a to przekonany że to grzech, dopiero potem doszedłem do wniosku, że nie. Zresztą jeśli sprawa nie dotyczy grzechów ciężkich (mówimy ciągle o człowieku z dobrze ukształtowanym sumieniem) w ogóle nie trzeba o niej mówić w spowiedzi.

J.