Gość 15.02.2013 22:38

Witam,
Mam pewne pytanie:

Czy pogląd który ja uznaje "Żaden kościół nie jest lepszy od drugiego, zaś zbawienie pochodzi przez wiarę i żywą relację z Jezusem, a sama Biblia wystarcza do wykrywania błędów i poprawy życia" jest niepoprawna?

Wiele osób ma dylemat konwersji na inne wyznanie chrześcijańskie..
Czy naprawdę człowiek który ma inne poglądy, jest szczęśliwy, posiada żywą relacje z Jezusem posiada grzech? bo zmienił wyznanie w którym czuł się np. niezrozumiały, nie czuł Boga, widział tylko jakieś schematy. Szukał, pytał księży ,ale i tak nie poznał Boga we własnym wyznaniu.

I przez to jest gorszy od katolika, bo nie posiada pełności? i ma ciężką drogę do zbawienia, bo zamiast uznania papieża za namiestnika Jezusa na ziemi ,on odrzucił wszystkie niezrozumiałe rzeczy, pełno dogmatów, ciągłych kłótni teologicznych gdzie są śmieszne spory nowe podziały, transubstancja czy konsubstancja? A on cieszy się życiem żyjąc nakazami biblijnymi z wybraną wspólnotą chrześcijańską.

Odpowiedź:

Nie chodzi o to, czy coś poprawne czy niepoprawne, ale czy jest prawdą czy nie. Z pierwszym członem można się od biedy zgodzić. Tylko trzeba wyjaśnić co rozumie się przez Kościół. Bo jeśli rozumiemy to pojęcie w duchu "Dominus Iesus" to wiele wspólnot na to określenie nawet nie zasługuje. A prawosławnych od katolików faktyczne oddziela jedynie kwestia rozumienia prymatu papieża. Są w nim wszystkie pozostałe sakramenty. Ale przecież protestantyzm nie ma wszystkich sakramentów...

Zbawienie przychodzi przez wiarę i żywą relację z Jezusem... To też naciągane. Przez wiarę - owszem. Ale nie przez żywą relacje z Jezusem. Bo co to znaczy? Że ktoś chodzi półtorej centymetra nad ziemią? A jeśli nie czuje Boga to już zbawiony nie będzie?

No i jest jeszcze coś. Co to znaczy wierzyć? Jeśli chodzi o intelektualną akceptacje pewnych prawd, to sama wiara nie wystarczy. Przecież - jak pisał św. Jakub - demony też wierzą i co z tego? Sprzeciwiają się Bogu. Za intelektualnym przyjęciem pewnych prawd musi jeszcze iść odpowiedź, którą człowiek daje swoim życiem. Jasne że nie oznacza to, ze każdy grzech człowieka skreśla. Ale przecież nie może być - jak chcieliby niektórzy - żeby człowiek do woli łamał przykazania i ufał, ze zostanie zbawiony, bo ma dobra relację z Bogiem...

Sama Biblia wystarcza do wykrywania błędów i poprawy życia. Teoretycznie tak. Tylko pozostaje odpowiedzieć sobie na pytanie co z grzechami, o których w Biblii nie ma  mowy? Np. o aborcji. Jest zabijaniem? Chrześcijanie od samego początku twierdzili, że tak. Albo czy jest grzechem in vitro, o którym w Biblii nawet mowy być nie może?

A problemów jest dużo więcej. Np. nie ma w Biblii mowy o samochodach. Czy z tego powodu można być piratem samochodowym? Niby wiadomo, że podciąga się to pod przykazanie "nie zabijaj". Niby. Bo przecież skoro to takie jasne, to czemu niektórzy nie widza nic złego w aborcji, która też jest zabijaniem?

Tak naprawdę cała teologia moralna ma umocowanie w Biblii. Nawet jeśli na pewnym etapie jej systematyzowania posłużono się grecka filozofią...

Ustosunkowując się do innych pytań... Jak to już napisano wyżej, różnica między wiarą katolicką a wyznaniami protestanckimi - zwłaszcza tych nowych - nie sprowadza się do papieża. To także - o czym pisałem wyżej - sprawa sakramentów. A już stwierdzenie, że w Kościele katolickim są spory, więc lepiej gdzie indziej, to to już spore nadużycie. te spory nie są w Kościele, ale na linii Kościół katolicki - inne wspólnoty chrześcijańskie. Ci których śmieszą spory o transsubstancjację i konsubstancjację też przecież jakoś w tym sporze uczestniczą, choćby odrzucając jedno i drugie... Śmieszne spory miedzy chrześcijanami zastępują nowymi, dla tradycyjnych Kościołów równie śmiesznymi...

A co do zbawienia... Odpowiadający zostawiłby sprawę Bogu. Bo tylko On zna do końca ludzkie sumienia...

J.

Nie znaleziono dokumentów.