Maria 09.09.2012 05:24

Witam! Mam poważny dylemat i chciałabym poradzić się jakiegoś księdza w następującej sprawie: Za niecałe 2 tygodnie wyjeżdżam z rodziną na urlop, w miejsce w którym dostęp do kościoła katolickiego jest poważnie utrudniony. Jednym słowem nie będę miała możliwości uczestniczenia tam w niedzielnej Mszy św. jakie widziałby ksiądz rozwiązanie? Czy gdybym poszła w sobotę rano na mszę ( wieczorna eucharystia rownież odpada w tym przypadku bo wylot jest właśnie w godzinach popołudniowych) taką mszę można by było uznać ewentualnie za ważną. Czy lepszym rozwiązaniem było by uczestnictwo we mszy odprawianej na żywo przez radio lub transmitowanej przez telewizję w niedzielę? Jeżeli ma to jakieś znaczenie to dodam jeszcze, że wyjeżdżam do Grecji, gdzie podobno msze święte sprawowane są w obrządku najbardziej zbliżonym do obrządku Kościoła Rzymskokatolickiego
Ze względu na niewielką ilość czasu, jaki pozostał proszę w (miarę możliwości) o szybką odpowiedź.
Z poważaniem
Maria

Odpowiedź:

Jak widać odpowiadający nie zdążył (nie jest zresztą księdzem), bo nie czyta pytań na bieżąco, dopiero gdy przychodzi kolej na odpowiedź...

W Katechizmie tak napisano (2180):

Przykazanie kościelne określa i precyzuje prawo Pańskie: "W niedzielę oraz w inne dni świąteczne nakazane wierni są zobowiązani uczestniczyć we Mszy świętej". "Nakazowi uczestniczenia we Mszy świętej czyni zadość ten, kto bierze w niej udział, gdziekolwiek jest odprawiana w obrządku katolickim, bądź w sam dzień świąteczny, bądź też wieczorem dnia poprzedzającego".

Napisano tu wyraźnie kiedy należy spełnić ten obowiązek i że spełnia się go idąc na Msze katolicką. Nie ma obowiązku uczestniczyć w liturgii prawosławnej.

W kolejnym punkcie napisano:

Eucharystia niedzielna uzasadnia i potwierdza całe działanie chrześcijańskie. Dlatego wierni są zobowiązani do uczestniczenia w Eucharystii w dni nakazane, chyba że są usprawiedliwieni dla ważnego powodu (np. choroba, pielęgnacja niemowląt) lub też otrzymali dyspensę od ich własnego pasterza. Ci, którzy dobrowolnie zaniedbują ten obowiązek, popełniają grzech ciężki.

Odpowiadający jest zdania, że katolik podróżując do kraju, w którym nie ma katolików (lub jest ich tak mało, że nie wiadomo gdzie mają świątynię) opuszcza Msze z ważnej przyczyny. Tak, ważnej. Bo wolno mu podróżować, a to, ze przybył do kraju, w którym nie ma realnej możliwości uczestnictwa w Mszy nie można zakwalifikować jako dobrowolnego zaniedbywania obowiązku Mszy. Inaczej nie mógłby się ruszać poza kraje katolickie bez księdza. A to byłby absurd...

J.