• Ania
    07.07.2010 21:57
    Po co zachowywać czystość przedmałżeńską? Który mężczyzna uszanuje czystość dziewiczą kobiety? Szczerze - żaden. Zawsze chciałam pójść w czystości do ołtarza, będąc dziewicą. Z resztą będąc katoliczką nie wyobrażałam sobie, by było inaczej. Negatywnie odbierałam postawy koleżanek, które żyły bez ślubu lub współżyły przed ślubem. Kościół tak bardzo mówi o pozytywnych cechach czystości. Niestety w efekcie ja zostałam starą panną, a moje koleżanki...powychodziły szczęśliwie za mąż. Mam prawie 27 lat, jestem dziewicą, i gardzę moją cnotą. Po co mi ta czystość?? Po co moje zasady?? Nie potrafię znaleźć męża, nikt mnie nie chce..Coraz bardziej czuję odrazę do siebie oraz do KOśCIOłA, który sprawił że moja kobiecość jest do niczego.
    Gdybym miała jeszcze raz wybierać to nie czekałabym do slubu.
    • zdziwiona
      19.08.2011 10:34
      Aniu, mam nadzieję, że wciąż trwasz w swojej czystości. Jest to powód do dumy. Pamiętaj, że to nie jest kwestia Kościoła, tylko Twojej więzi z Bogiem. On na pewno to widzi i Cię za to ceni. To On, a nie Kościół, ustalił normy moralne — bo to On jest twórcą człowieka i twórcą małżeństwa. To prawda, że w obecnym społeczeństwie większość ludzi nie liczy się z Bogiem. Ale jeśli Tobie zależy na Bogu, to wylewaj przed Nim swoje serce. Powiedz Mu otwarcie, jak się czujesz, i poproś, żeby pomógł Ci zrozumieć, co jest Jego wolą. Czytaj też Pismo Święte — to powinna być podstawa przekonań i postępowania każdego chrześcijanina. Trzymam za ciebie kciuki.
    • drambui
      09.02.2012 13:00
      Aniu, już Ci wprawdzie dalej coś napisałem, ale czytam jeszce raz Twoją wypowiedź, ciągle ze zdziwieniem. Oczywiście nie mam prawa do moralizatorstwa, bowiem sam mam za sobą kilka związków, w tym jeden małżeński, a w małżeństwo wszedłem z pewnym "bagażem doświadczeń". Jednak wiązałem się z moimi partnerkami z zamiarem utworzenia rodziny, mimo że żadna nie była dziewicą, jedna już nawet miała dziecko (to ta żona) które potem wychowywałem.
      Jestem już człowiekiem starszym, doświadczonym i masz rację, w młodości nie przywiązywałem zbyt wielkiej wagi do dziewictwa. Pewnie, gdybym powiedział "tylko dziewica i nikt inny", to nie wiadomo, czy bym nie był w tej chwili zgorzkniałym starym kawalerem. Jednak sądzę, że moje niepowodzenia w założeniu rodiny związane sa właśnie z niskim poziomem moralnym u znacznej, że nie powiem, przeważającej liczby młodych kobiet. Trudno mi powiedzieć, że "dziewica by ode mnie nie odeszła", kochałem i szanowałem moje partnerki i moją żonę, mimo to odeszły. Może po prostu źle szukałem, ale sądę, że nie jestem złym człowiekiem, przynajmnie tak twierdzi moja obecna narzeczona, z którą jesteśmy od 5 lat i niedługo bierzemy prawdziwy kościelny ślub.
      Jak już Ci napisałem poprzednio, sądzę, że samo dziewictwo nie jest powodem, dla którego nie masz partnera, ale raczej brak prawdziwego partnera - męża jest powodem że jesteś dziewicą...
      Powiem też, że jeśli miałaś chłopaka, czy chłopaków, którzy odeszli "bo im nie dałaś", to lepiej dla Ciebie, to nie byli ludzie wartościowi, nie mam na myśli, że wszystkie kobiety, które utraciły dziewictwo nie są wartościowe, bowiem znaleźć dobrego partnera, czy partnerkę nie jest łatwo, wiele osób się po prostu "przejechało" a dziewictwo się traci raz. Daleki też jestem od czynienia z dziewictwa "fetyszu", ale sądzę, iż jeśli wartościowa dziewczyna zachowała dziewictwo dla kogoś, tego jedynego, kto tego był wart, to jest to niemal gwarancja szczęśliwego związku. Ale, to jest rzadkość, co nie znaczy, iż namawiam do "eksperymentowania". Trzeba się przynajmniej starać postępować właściwie, jak nie wyjdzie, próbować, a potem znowu, aż do skutku. Przegrywa tylko ten, kto się poddał.
      Ubodło mnie w Twojej wypowiedzi, że zaczynasz żywić odrazę do siebie i do Kościoła. Kościół tu jest Bogu ducha winien. Kościół Ciebie do niczego nie zmusza, wskazuje tylko drogę najlepszą jaką potrafi i sądzę, że przeważnie lepszą niż sami potrafimy wymyśleć. A co do Ciebie? Inni Ciebie tak szanują, jak sama siebie szanujesz. Nie dziw się zatem stosunkowi innych ludzi do siebie, jeśli sama żywisz do siebie odrazę. Pokochaj siebie i innych ludzi, znajdzie się wtedy ten jedyny, który ofiaruje Ci siebie i swoje serce. Niekoniecznie prawiczek, to rzadkość dziś wśród około trzydziestolatków, każdy w tym wieku ma już bagaż nie zawsze dobrych doświadczeń. Ale, nawet, jeśli poraniony w poprzednim związku, może być dobrym człowiekiem i Ciebie pokochać.
  • mloda
    10.07.2010 23:00
    26, 27 lat to jeszcze mlody wiek, a nie staropanienstwo! wszystko jeszcze przed toba!
  • Ania
    11.07.2010 19:29
    Do mloda
    Nie wierzę w to, że jestem młoda i ze życie jest jeszcze przede mną. Nie mam szczęścia do mężczyzn. Nikt nigdy nie pokochał mnie szczerą miłością. Nigdy nie przeżyłam prawdziwej miłości. Dla mnie to dramat osobisty, a dla innych jestem pośmiewiskiem. Najchętniej popełniłabym samobójstwo niż żyć ze świadomością bycia niepotrzebną i bezużyteczną. Nie potrafię już patrzeć na siebie w lustrze.
    Jestem tylko śmieciem, balastem nikim.
    • drambui
      03.02.2012 11:08
      Aniu, fakt, iż nie znalazłaś dotąd swojego mężczyzny nie ma związku z Twoim dziewictwem, raczej odwrotnie, zachowanie dziewictwa jest skutkiem tego, że nie znalazłaś jeszcze odpowiedniego mężczyzny. Nic nie piszesz, że jesteś w jakiś sposób ułomna, czy okaleczona, zatem przyczyna leży wyłącznie albo w tym, ze źle szukasz, boć to na pewnoi w każdym mieście w każdej grupie wiekowej jest kilkadziesiąt tysięcy osób, albo masz taki "charakterek", że odstraszasz potencjalnych "zainteresowanych". Zastanów się więc nad sobą, może coś trzeba zmienić. Zawsze można się zmienić na lepsze... Pan Jezus powiedział - szukajcie a znajdziecie, proście a będzie Wam dane. W jednej z książek Terry Pratchetta przeczytałem taką nieco prześmiewczą wersję, ale w sumie prawdziwą - szukajcie, a znajdziecie, pod warunkiem, że wiecie, czego szukacie ...
    • Natasha
      12.08.2012 18:10
      Droga Aniu ,w mojej rodzinie zdarzył się podobny przypadek. Moja ciocia do 28 roku zycia byla samotka dziewicą ,zamartwiala sie tym ,ze nikt jej nie chce ,popadla w kompleksy... Żeby ją podnieśc na duchu rodzina zorganizowala rodzinny wyjadz nad polskie morze. I tak się zaczeło ,poznała wspaniałego chłopaka ,który cenił ja za tą "czystość" i byl zdumiony ,ze czekała na tego jedynego...
      Aktualnie sa od 2 lat małżeństwem pobrali sie po 2 latach znajomości ,czyli moja ciocia ma 32 lata i właśnie oczekuje dziecka :D Morał z tego jest taki ,ze to Bóg ma dla Ciebie plan.. I pewnie Ciebie też trzyma dla kogoś wyjątkowego ,który doceni to co robisz :D Trzymaj się ciepło i nie poddawaj ,pamiętaj bądż piękna duchem !
  • czysta
    20.07.2010 23:56
    Ania nikt nie ma prawa wyśmiewać Cię za to że zachowałaś dziewictwo. Czystość to zaleta jeśli ktoś tego nie rozumie sam jest nie dojrzały i psychicznie i emocjonalnie. Dojrzałość działa w obie strony - Ty nie wyśmiewasz nikogo i nikt nie wyśmiewa Ciebie. A to że czujesz się niepotrzebna nikou nie jest wcale przeszkodą by poznać kogoś dobrego. Jest wiele osób które mają kompleksy jak Ty. Może warto zaakceptować siebie a nie pogrążać w smutku...
  • Rambo8
    22.07.2010 18:28
    Czyli 12-latkowie, wdowcy i wdowy w wieku np. 50 czy 60 lat, u których również pojawia się w NATURALNY sposób silny popęd seksualny, żeby go zaspokoić mają się żenić i robić dzieci tak? Na świecie jest prawie 7 miliardów ludzi. Po uwzględnieniu wszystkich zgonów, w tym katastrof i wypadków co roku na świat przybywa 80 milionów nowych osób! Wydaje mi się, że tę zwierzęcą, niekontrolowaną "produkcję" dzieci trzeba chyba mocno ograniczyć, bo miejsca na tej planecie i surowców potrzebnych do życia nie ma nieskończenie wiele!
  • Rambo8
    22.07.2010 18:33
    Ania! Korzystaj z życia, z tego co BÓG DAŁ CI W NATURZE! bo jutro wyjdziesz na ulicę, spadnie gałąź z drzewa i Cię może zabić. Skoro seks przed ślubem jest nieetyczny, to dlaczego silny popęd seksualny pojawia się już u wczesnych nastolatków? Bóg widocznie sądzi inaczej! Jak powiedział Jan Paweł II - "Wczoraj do Ciebie nie należy, jutro niepewne... tylko DZIŚ jest Twoje"!
    • Łukasz
      15.01.2012 02:44
      Jestem ciekaw, co by Jan Paweł drugi odpowiedział na taką interpretację Jego słów. Skoro popęd seksualny pojawia się u wczesnych nastolatków, to może oni też mogą współżyć. Przecież do dorosłego pojmowania płciowości, zarówno w formie rozwoju fizycznego, jak i w kontekście przygotowania psychicznego i , dochodzi się latami. Aniu, nie trać nadziei. Bóg jest miłosierny. Proś, pomódl się o męża. Mam nadzieję, że się wszystko ułoży.
  • bartek_24
    02.08.2010 21:46
    Używanie okreslenia "czystość" w odniesieniu do seksualności jest absurdalne i opiera się na bezrefleksyjnym przyjmowaniu tego czego naucza Kosciół. Gdyby ktoś spróbował wykroczyć poza dogmatyzm w myśleniu i racjonalnie pomyślał, zdałby sobie wtedy sprawę, że biorąc pod uwagę ogrom wszechświata i istotę Absolutu, twierdzenie że "zawracałby On sobie głowę" sprawą seksu jest absurdalne i smieszne. To nie istotne z pertspektywy Absolutu!!! Tym bardziej jeśli sprawa ta dotyczy dwojga szczerze kochających sie ludzi, którzy tak bardzo sie kochają, że aż chcieli by się złączyć fizycznie. Czy Bóg czułby się obrażony gdyby ofiarowywali oni sobie swoją bliskość a ich miłość dzięki temu by kwitła...? Poza tym samo twierdzenie, jakoby Bóg miałby się czuć obrażony jest w moim przekonaniu prymitywne i grzeszne, bowiem przypisywanie Bogu, Absolutowi, istocie doskonałej, tak przyziemnych i prymitywnych uczuć, jak obrażanie się, jest w rzeczywistości ogromną ujmą dla niego.
    Twierdzenie zaś, że seks jest zarezerwowany dla małżonków, że jest dopełnieniem sakramentu małżeństwa, a służyć ma przekazywaniu nowego życia, to czysta demagogia. Rolą seksu jest wzmacnianie więzi między dwojgiem ludzi, niezależnie od tego czy są oni przed czy po ślubie. W procesie antropogenezy człowiek wykroczył ponad świat zwierząt i zmieniła się też rola seksualności. Przestała ona służyć typowo zwierzęcemu rozmnażaniu się, a zaczęła pełnić funkcję znacznie głębszą. Zaczęła właśnie, poza przyjemnością, wzmacniać więzi.
    Kościół uzurpuje sobie monopol do głoszenia prawdy absolutnej. Księża przekonują swoich wiernych - a w szczególności tych, którym głosza kazanie w konfesjonale - nie rzeczowymi i logicznymi argumentami, lecz demagogią i tonem "z ambony". Wykorzystują swoją pozycję, fakt że wiele osób traktuje ich zdanie jako prawdę ostateczna a ich samych jak autorytet i wpajają ludziom nielogiczne bzdury. Sam wielokrotnie tego doświadczałem podczas spowiedzi. Uzurpacja, o której wspomniałem sięga samej góry i przejawia się w dogmacie o nieomylności papieża. Pomyślcie racjonalnie, krytycznie, czy nie wydaje wam się to idiotyczne? Kosciół poza tym udowodnił już że nie jest nieomylny chociażby zmieniając stosunek do nieochrzczonych dzieci. Do niedawna szły prosto do piekła, a od kilku lat idą prosto do nieba. Tak więc Kościół nie ma monopolu na Prawdę i to, że jakiś ksiądz powie wam że seks to grzech wcale nie musi być twierdzeniem prawdziwym !!!!
    Seksualność jest wpisana w naturę człowieka a większość prób jej powstrzymywania nie kończy się dobrze. Chodzi mi tu np o różnego rodzaju frustracje, depresje, czy dewiacje. Osobiście znam dziewczynę z nerwicą eklezjogenną, która z tego powodu wpadła w depresję.
    Seks jest dobry, jest piękny i jeśli tylko się kogoś kocha to jak najbardziej wskazany, jako dopełnienie miłości. Także przed ślubem !
    Nauczanie Kościoła w dziedzinie seksualności jest szkodliwe i głupie. Co za absurd w twierdzeniu, że jeśli dziewczyna będzie sie kochać z chłopakiem to znaczy że się nie szanuje, a on sie nią pobawi i zostawi... Co za absurd!!! Właśnie brak bliskości między dwojgiem ludzi zazwyczaj kończy się rozpadem związku, czego przykładem jest ANIA.
    Moi kochani, życzę wam otwartego umysłu i niezależności w myśleniu. Wyzbądzcie się dogmatów i bezrefleksyjnego życia, otwóżcie umysły i zacznijcie myśleć samodzielnie, krytycznie. Tego wam życzę.

    PS
    I nie kompromitujcie się argumentami, że jak dziewczyna... to znaczy że się nie szanuje i chłopak ją zostawi, albo że "bo ksiądz tak mówi".
    Pozdrawiam wszystkich serdecznie.

    • J.
      29.01.2011 10:47
      Bartek. A z kim polemizujesz? Bo ani nie z moim artykułem, ani nie z tezami swoich przedmówców. Myśmy w ogóle nie pisali o tym, o czym Ty piszesz. Po prostu skorzystałeś z okazji żeby wkroczyć na ambonę i przekazać innym swoje pomysły. Nawet nie próbujesz odnieść się do tez, które faktycznie w swoim artykule zawarłem.

      Bo nie pisałem o grzechu jako obrazie Boga, nie pisałem o tym, że jak dziewczyna współżyje przed ślubem, to się nie szanuje itd itp. Żeby z kimś polemizować najpierw trzeba posłuchać, co ma do powiedzenia. Ty zakładasz ze wiesz i niczego czytać nie musisz. Ot, mądrość...

      Wygłaszasz swoje poglądy na temat Absolutu, stawiasz się na pozycji tego, który wie, co ów Absolut myśli i krytykujesz Kościół, który swoja wiedzę czerpie nie z widzimi się, ale z Objawienia (Pisma Świętego i Tradycji). Używasz ostrych słów krytyki wobec nauczania Kościoła odnośnie do seksualności (demagogia, absurd, idiotyczne, szkodliwe, głupie itd), niestety, oprócz swojego widzimi się nie podajesz żadnych argumentów za prawdziwością swoich tez. Powtarzasz je tylko jak mantrę. Ludzie używają epitetów zamiast argumentów, gdy tych ostatnich brakuje. Tak jak małe dzieci, które kończą spór stwierdzeniem "ty jesteś głupi", bo już nic innego nie maja do powiedzenia...

      • Sebastian
        09.01.2012 23:53
        Trochę zbyt personalny ten atak. To tak jakby powiedzieć "sam jesteś głupi". Napisał Bartek co chciał i ja to przeczytałem z ciekawością.
  • Mal
    04.08.2010 16:15
    Seks w moim mmiemaniu jest grzechem, tylko gdy ktoś czerpie z niego korzyści materialne, bądź chce coś osiągnąć oferując w zamian siebie.
    Od pięciu lat jestem w związku, wzięłam ślub cywilny i myślę, że nie robię nikomu krzywdy, sobie i partnerowi w związku, że nie mamy sakramentu a współżyjemy.To kolejny etap bliskości, intymności.
  • bartek_24
    05.08.2010 15:19
    Mal - Nie do końca się z Tobą zgadzam.
    Napisałaś :
    "Seks w moim mmiemaniu jest grzechem, tylko gdy ktoś czerpie z niego korzyści materialne, bądź chce coś osiągnąć oferując w zamian siebie"

    Według Twojej wypowiedzi, to właśnie w seksie tkwi zło. W moim najgłębszym przekonaniu tak wcale nie jest. Istota zła, w sytuacjach które opisałaś tkwi nie w samym seksie, ale w jego złym wykorzystaniu. To diametralna różnica.

    To podobny problem, jak z pornografią. Ktoś powie "pornografia to grzech" (osobiście nie używam tego określenia - wolę neutralne religijnie słowo ZŁO). No i mamy pytanie dlaczego pornografia jest zła. Pornografia sama w sobie nie ma zła. Natomiast złe może się okazać jej wykorzystywanie, albo skutki które spowoduje, np konflikt między partnerami. Natomiast jak już wspomniałem w samej pornografi zła nie ma. Sugerują je tylko prości księża, równie prostym ludziom. Dlatego warto jest wchodzić z nimi w polemikę.

    Różnice, o których napisałem są subtelne ale oczywiste i nikt nie powinien mieć problemu z ich zauważeniem.
  • isaka
    18.08.2010 21:26
    Nie do końca się zgadzam.
    Znam pewną parę, która bardzo szczyciła się swoją czystością przedmałżeńską. To bardzo zagorzali katolicy. Jednocześnie po mężczyźnie widac było, że ta duma z czystości to tylko słowa.Ona krótko ucinała wszelkie jego próby do zainicjowania bliskości - już nawet nie seksu.
    Doczekali ślubu. Miną niedługo dwa lata od tegoż wydarzenia.Dziś nie rozmawiają ze sobą. On zostaje dłużej w pracy, bo nie potrafi wytrzymać z nią w domu. Ona zarzuca mu, że ją zaniedbuje. Nie ma między nimi miejsca na bliskość i seks. Jeśli ich życie seksualne po ślubie wygląda tak jak wyglądało przed ślubem - to ja podzękuję za taką czystość.
    To tylko jeden przypadek, ale dowodzi, że jednak lepiej wiedzieć, czy bliskość fizyczna wzmocni związek czy raczej go zniszczy.
  • Niezdecydowana
    28.08.2010 03:15
    Aniu nie traktuj swojej czystości jako wady - bo to jest zaleta - coś bardzo cennego...i Ty to posiadasz!!
    Wiesz..zawsze chciałam zostać dziewicą aż do ślubu... Kiedy straciłam swoje dziewictwo był to czas kiedy właśnie wkraczałam w dorosły świat.. Teraz-po upływie kilku lat od tamtego dnia straaaasznie żałuję... Gdybym mogła wrócić w czasie nie zrobiłabym tego...
    -i dotrzymałabym swojego dawnego postanowienia..
    A Ty Aniu zobaczysz, że znajdziesz Mężczyznę, który będzie wart takiego Skarbu.. :)

    Pozdrawiam:*
  • angela_26
    30.08.2010 17:29
    Ja miałam podobną sytuację. Z chłopakiem, z którym szczerze bardzo się kochaliśmy byłam 3 lata. Nie współżyliśmy, dlatego że ja nie chciałam. Chodziło o kwestie religijne oraz moją prywatną ideę, żeby być dziewicą do ślubu. Kilka razy rozmawialiśmy o podjęciu współżycia, ale z mojej strony nie było na to przyzwolenia. Wiedziałam że jemu na tym bardzo zależy. W końcu z czasem nasz związek zaczął upadać, wypalać się. Pojawiła się obojętność. Wtedy postanowiłam spróbować otworzyć sie na jego potrzeby. Znowu zaczeliśmy się do siebie zbliżać, oswajać narosłe lęki. Było między nami coraz lepiej a w końcu podjęliśmy współżycie. Zawiązała sie między nami głęboka, intymna więź. Staliśmy się sobie na nowo bliscy. Ja sama zobaczyłam, że w seksie jest wiele dobra i również odnalazłam w nim radość. Między mną a chłopakiem zniknęła obojętność i codzienna rutyna. Pojawiła się natomiast spontaniczność i energia do działania. Od tego czasu minęło już kilka lat a między nami wciąż jest bardzo dobrze a spotkania rozpoczynają się radosnym uśmiechem. Myślimy o tym żeby sie pobrać. Absolutnie nie żałuje podjętej decyzji. Żałuje za to że podjęłam ją tak późno i przez to straciliśmy tak wiele czasu.
  • sylwia
    02.12.2010 22:32
    Ja też tak miałam ,że kochałam sie z chłopakiem przed slubem i powiem tylko jedno,że żałuję ponieważ chciałam to po slubie ale wiem jak to jest presja rówieśników,nie powstrzymanie się od sexu,nwet znalazłam taki artykuł mówiący o sexie przed slubem jak wypowiadał sie meżczyzna,że tego żałuje.Według mnie lepiej zrobić po,a tym bardziej teraz inaczej na wszystko myślę i sraram sie ze swoim chłopakiem o tym rozmawaic.Żeby cieszyć się z dobrego związku potrzeba przede wszystkim miłości,akceptacji i zaufania.
  • justyna....
    05.12.2010 16:24
    Witam,
    Jestem osobą 25 letnią która współżyła ze swoim chłopakiem a teraz tego bardzo żałuje!!!
    Jestem nadal z moim chłopakiem.
    Ale miedzy nami sie pogorszyło. Byłam w depresji i bralam tabletki. Miałam załamanie psychiczne. Ja jestem bardziej nerwowa, ja mu nie ufam, robie mu sceny zazdrości i nie wiem czy jesteśmy to wstanie naprawić???? Czasu nie można cofnąć- choćbym bardzo chcialam.
    Jesteśmy ze sobą 8 lat. Nie wiem czy bedziemy razem.
    Wartoo poczekać ze współżyciem do śłubu.
    • magda27
      08.12.2010 16:56
      justyna.... napisałaś, że warto poczekać do ślubu, ale nie napisałaś dlaczego. Więc dlaczego? Poprzedziłaś to stwierdzenie smutnym wyznaniem, o tym, że miałaś depresję, załamanie, że nie ufasz.
      Ale co to ma w ogóle wspólnego z tym, że warto czekać?
      Twoja wyznanie sugeruje, że tak jest. Dlaczego?
      • justyna...
        19.12.2010 23:44
        Moje Skutki współżycia przed ślubem:
        -załamanie psychiczne
        -depresja
        -nieufność

        Szanowanie siebie nawzajem jest bardzo ważne.

        Związek, narzeczeństwo -ma byc tymm czasem gdzie sie poznajemy i ma być przygotowaniem się dwojga osób do małżeństwa.Aby wytrwać tylko z tą jedną osobą całe życie.
        Ja proponuje poczytać różne artykuły. Moja odpwiedx może być mało kompletna. Może być niezrozumiała. Ja szukałam długo i czytałam.
        Bo byłam też tego zdania jak 2 osoby sie kochaja, rozumieją -chcą być ze sobą to dlaczego nie można współżyć ze sobą?
        Bo nie można.
        Ja teraz o tym wiem. Ja to rozumiem.

        Dlaczego?
        Dużo jest do pisania a pozatym trudno opisac to w jednym lub w kilku zdaniach.
        Ja pytałam sie księdza.
        Czytałam artykuły które sa dostepne na stronie www.wiara.pl.
        Czytałam tez artykuły z innych różnych stron katolickich. www.opoka.pl , www.kościol.pl, itd.

        Pozdrawiam
  • kicia
    09.12.2010 21:25
    Moim zdaniem ten txt przewiduje najgorsze scenariusze a nie mamy gwarancji ze np po ślubie nie zacznie sie pogarszać i nie ze wzg czy się współżylo wczesniej czy nie . Jesli ktos nie jest pewny na swojego partnera niech sie zabezpiecza i tyle a co jesli sie okaze ze jest sie niedobranm sexualnie mam brac kota w worku raczej nie :)
    • justyna....
      20.12.2010 00:00
      A ty wierzysz w Boga?
      Małżeństwo to nie jest tylko współżycie dwojga ludzi którzy chcą mieć rozkosz.
      To związek dwojga ludzi którzy będą ze soba na dobre i na złe.
      Czyy będą sie kłócić- to i tak dojdą do porozumienia.
      Nie dopasują się w seksie? Jak się kocha to sie kocha!!! Nie ma czegoś takiego jak niedopasują sie do siebie.
      Nie wszystko jest idealne.
      Nie zawsze będzzie dobrze.

      Ale trzeba chcieć to zrozumieć!!!
      Pozdrawiam,
  • Ona
    10.12.2010 12:24
    Ja tam z moim narzeczonym jestem już ponad 2 lata. Niejednokrotnie wyjeżdżaliśmy już razem na weekendy, nawet spędziliśmy razem 2 tygodniowe wakacje i przyrzekliśmy sobie czystość przedmałżeńską.
    Ślub mamy pod koniec 2011 roku i zamierzamy dotrwać.
    Można wytrwać? Można!
    Nasze relacje są cudowne, jesteśmy bardzo dobrymi przyjaciółmi i przeogromnie się kochamy.
    Ja nie wierzę w coś takiego jak niedopasowanie po ślubie. Jak ktoś ma jakieś chore potrzeby i stawia seks wyżej niż uczucie do drugiej osoby no to może sobie wierzyć w te tzw "próbowanie się".

    Pozdrawiam
    • magda27
      14.12.2010 23:17
      Uogólniasz. Jak każdy oziębły, lub niemogęcy człowiek. Wasza wstrzemięźliwość seksualna, niesłusznie określana czystością, nie bierze się z woli, ale jest wynikiem oziębłości obojga z was. Jeśli spotka się dwie osoby totalnie oziębłe, to nie ma dla nich najmniejszego problemu wyznaczenie sobie za cel wstrzemięźliwości i utrzymywanie jej. Co innego jeśli weźmie się pod uwagę ludzi dla których ta sfera jest bardzo istotna. Tak więc dopuściłaś się kochana niedopuszczalnego uogólnienia. W waszym wypadku pierwsza jest oziębłość, a druga wstrzemięźliwość. Gdybym miała jakąś dysfunkcję, uniemożliwiającą mi współżycie, to też usprawiedliwiałabym się twierdzeniem że seks nie jest najważniejszy. Oczywiście że nie jest. Ale jest niezmiernie ważny, o dowodem tego jest wiele rozpadających się związków.
      I co to za bzdury o niewierze w "próbowanie się"?? Co ma do tego jakaś wiara. To racjonalne a nie wydumane i wyidealizowane podejście do życia. Nawet jeśli ktoś to tak nazywa, to raczej nie ma na myśli przedmiotowego traktowania partnera, tylko mówi o dopasowaniu się. Nie myślisz racjonalnie, a Twoja niewiara w "niedopasowanie po ślubie" jest podejściem naiwnym i głupim. Po prostu jesteś z człowiekiem podobnym do siebie, który podziela Twój światopogląd. Idziecie w tym samym kierunku i wydaje Ci się że wszystkie ludzkie relacje są właśnie takie. A tu błąd.
      • zayac
        23.12.2010 21:32
        Witaj Magdo!
        Jestem narzeczonym kobiety o nicku "Ona".
        Przede wszystkim muszę zarzucić Ci brak konsekwencji. Zarzucasz jej "niedopuszczalne uogólnienie" a sama piszesz o naszej "oziębłości" nic o nas nie wiedząc.
        Otóż obwieszczam Ci, że cieżko znaleźć drugą tak napaloną parę jak my! Wystarczy, że przytulę się do mojej narzeczonej i już jestem podniecony! Odczuwamy ogromny pociąg seksualny, ale podjęliśmy się życia w czystości do ślubu z kilku powodów, które zaraz wymienię.
        Po pierwsze, postanowienie czystości niesamowicie pomaga nam budować wzajemny szacunek i zaufanie. Dzięki niej wiemy, że nasza miłość opiera się na twardszych fundamentach niż popęd seksualny.
        Po drugie, jesteśmy przeciwnikami modnej dzisiaj i szeroko propagowanej wolności seksualnej. Uważamy, że sex (miłość fizyczna) powinien być następstwem miłości duchowej. Oboje chcemy oddać swoją czystość tylko jednej, Jedynej osobie, którą będzie mąż/żona po ślubie.
        Po trzecie, po to Bóg dał nam wolną wolę i rozum, abyśmy w przeciwieństwie do zwierząt, mogli panować nad swoimi instynktami i popędami.
        I jeszcze jedno- wiara w "próbowanie się" nie ma nic wspólnego z racjonalnością. To zwykłe usprawiedliwienie dla nieumiejętności (lub braku chęci) zapanowania nad popędem. A tekst o tym, że "nie można brać kota w worku" sprawia, że turlam się ze śmiechu. Zawsze myślałem, że rozpoczęcie współżycia powinno mieć głębsze uzasadnienie...
      • Ona
        24.12.2010 08:34
        Uważam, że oddanie mojego dziewictwa temu jedynemu, tylko i wyłącznie mężowi będzie najpiękniejszym darem dla niego. Idąc tropem "próbowania się", wg. tej teorii powinniśmy z moim narzeczonym już "to" zrobić, a jeśli okaże się, że podobno, o ile to możliwe, nie zaspokajamy się, to mimo całej naszej miłości i głębokiej relacji jaką jest przyjaźń mamy ze sobą zerwać, tak? Miłość fizyczna jest elementem tej cielesnej i nie polega jedynie na bez emocjonalnym przeżywaniu orgazmów. W seksie nie chodzi tylko o to, żeby poczynać dzieci, chodzi o miłość i oddanie, a w dzisiejszych czasach liczy się tylko przyjemność i płytkie podejście z... próbowaniem się.
        Podpisuję się tutaj pod postem mojego narzeczonego, jego każdy dotyk, pocałunek i uśmiech sprawiają, że czuję ogromne podniecenie, aż mnie w środku rozrywa, żeby mu to ukazać, ale nie chcę, chcę to zrobić po ślubie, na znak mojej miłości i wierności, a nie teraz idąc z duchem mody czy kierując się jakimiś pseudo logicznymi argumentami.
        Oziębli? Jesteśmy chyba ostatnią parną na świecie, którą można określić w ten sposób.

        Pozdrawiam i życzę powodzenia na przyszłość droga magdo27.
    • marta
      28.01.2011 19:07
      Kochani, przeczytałam Wasze posty ( Twój oraz Twojego narzeczonego) należy się Wam szacunek za wytrwałość i głęboką wiarę, zgadzam się, że wstrzemięźliwość kształtuje Wasze osobowości, wzajemny szacunek i zaufanie,ale jednocześnie przyszło mi na myśl, że nie każdy ma na tyle silną wolę, nie każdy tak samo dostosowuje się do różnych sytuacji, po prostu ludzie są różni i u wielu z nich długotrwała powściągliwość seksualna, narastający i nierozładowywany popęd mogłyby prowadzić do groźnych zaburzeń psychicznych a w następstwie nawet do dewiacji (o takich przypadkach zapewne każdy słyszał), to jest niezgodne z naturą ludzką. Przecież to właśnie sam Bóg dał nam popęd seksualny i chce abyśmy go odpowiednio wykorzystywali, jednak nie potrafię zrozumieć dlaczego Kościół zezwala go tylko i wyłącznie w małżeństwie, dlaczego każdy akt seksualny pozamałżeński jest traktowany na równi? a co z kochającymi się, wiernymi sobie parami nie mogącymi, z różnych powodów wziąć ślubu w najbliższej przyszłości, czy muszą być potępiani tak jak ludzie o prowadzący rozwiązły tryb życia i nie przywiązujący wagi do sfery duchowej, emocjonalnej a jedynie cielesnej ??? NIe opowiadam się po żadnej stronie, chciaiłbym przyjąć neutralne stanowisko bo jestem wierząca i bardzo szanuję Kościół, ale to jest dla mnie zagadką i dylematem...
      życzę wszystkim znalezienia swojej drogi do Pana, a Wam "ona" i "zayac" dużo wytrwałości, miłości i szczęścia w przyszłym życiu małżeńskim
    • Zonaty
      24.01.2012 20:12
      Ja też czekałem i co...
      dostałem kota w worku a teraz będzie rozwód, bo się okazało że jesteśmy nie dopasowani. Moją żonę nie interesuje seks a mnie akurat tak. Szkoda tylko było dzieci i przysięgi złożonej przed ołtarzem. Seks jest cementem dla związku dwojga normalnych ludzi, ale nie wtedy gdy tylko jedno chce.
  • clara
    17.02.2011 23:47
    Argumenty w tym artykule sa zupelnie nieprzekonujace, np:

    >>Czy nie ma ono prawa do bycia wychowywanym przez oboje rodziców? Co będzie czuło, jeśli do nikogo nie będzie mogło powiedzieć „tato”>>

    Ten sam argument mozna by wysunac w sytuacji, kiedy, powiedzmy, smiertelnie chory mezczyzna wciaz wspolzyje ze swoja zona, "narazajac" ja na ryzyko zostania samotna matka dziecka, ktore nie bedzie mialo do kogo powiedziec "tato". Mozna polemizowac, czy takie zachowanie mezczyzny jest etyczne, ale kosciol nie wydaje sie miec nic przeciwko wspolzyciu w takich sytuacjach. Wiec teargumenty nie maja zadnego sensu w wyjasnianiu dlaczego kosciol jest przeciwny wspolzyciu przed slubem.
  • oni
    07.03.2011 23:43
    Z moim chłopakiem jestem 3 lata - w naszym przypadku była to tak zwana miłość od pierwszego wejrzenia. Spotykaliśmy się bardzo regularnie - średnio 3 razy w tygodniu (i tak do dziś) ale różniliśmy się od innych par.
    Razem ze znajomymi jezdiliśmy na imprezy cały czas spędzalićmy razem. On gdy było zimno przytulał mnie a gdy padał deszcz szukał schronienia, ciągle rozmowy zwierzenia głębokie spojrzenia w oczy itd. To był piękny czas a ja ciągle byłam nie dostępna i nie osiągalna fizycznie. On nigdy nie nalegał na bliższy kontakt, bał się "spłoszyć ptaszynę" i tak przez ponad 4 miesiące. Po tym czasie doszło między nami do pierwszego kontaktu fizycznego jakim był pocałunek. Zaskakujące że dopiero po tak długim czasie spotykania we dwoje poczuliśmy że to ta chwila. Była Przeromantyczna.
    Podobnie było z innymi kontaktami fizycznymi. Nigdy nie rozmawialiśmy o tym że chcielibyśmy pójść do łóżka Kochać się itd, Nigdy żadne z nas o tym nie wspomniało. Oboje po prostu oddalismy się miłości jaka była między nami i odddawaliśmy sie chwili. A jak się okazało chwila pierwszego kontaktu seksualnego nastąpiła po ponad roku znajomości, a dokładnie po 15 miesiącach. To nie długo, jednak to była chwila, drgnienie serca, ten moment!
    Nigdy nie będe żałoować ze do tego doszło, Kochamy się, nasza miłość jest była i będzie taka jak na początku gdy zaiskrzyło.

    Uważam że jeśli istnieje uczucie to nie ważne jest czas. Nie ważne czy jesteśmy przed ślubem czy po. Jeśli jesteśmy pewni swoich wzajemnych uczuć to nic nie ma znaczenia. Kochałam się z mężczyzną który mnie kochał, a taki człowiek (który kocha) nigdy nie porzuca ukochanej tylko jest z nia z trudach
  • Szukajacy
    07.05.2011 10:56
    Uwazam sie za chrzescijanina, nie za katolika. Moja ukochana jest bardzo ortodoksyjna katoliczka. Zawsze uwazalem, ze kosciol nie ma prawnego przyzwolenia na zakaz seksu przed slubem, zawsze uwazalem to za nadinterpretacje Pisma, bo wszedzie przywoluja fragmenty o "rozpuscie", gdzie tak naprawde owe slowo moze znaczyc zupelnie co innego niz seks przed slubem. Kwestia podejscia do sprawy, jezeli przed slubem traktujesz swoja ukochana przedmiotowo, to po slubie niewiele sie zmieni (moze, ale w gruncie rzeczy malo na to szans). Wiec szukalem, czy faktucznie Biblia cokolwiek mowi na ten temat... Znalazlem, jedno zdanie, TYLKO jedno, ktore mozna zinterpretowac bardzo doslownie, zapraszam do Listu do Hebrajczykow 13.4. Katolicy moga na tym jednym zdaniu oprzec zakaz seksu przed slubem. Ale maja tez 10 przykazan i jakos z lamaniem 5go nigdy nie mieli problemow.
    Dziekuje.
  • Joanna
    03.08.2011 13:21
    Justyna ma całkowitą rację. Tylko na czystości przedmałżeńskiej można zbudować szczęśliwy, oparty na zaufaniu związek. Podkreślam na zaufaniu. Wiele par, które są za współżyciem przed ślubem, które współżyły przed ślubem i zawarły sakramentalny związek małżeński, często nie mają zaufania, czy ich małżonek nie ma kochanki na boku...Moim zdaniem gdy facet kocha, to poczeka do ślubu, a skoro nie chce, to znaczy,że nie kocha,a utożsamia sex z miłością. Jeśli na samym seksie buduje się małżeństwo, to takie małżeństwo nie przetrwa. Prędzej czy póżniej dojdzie do rozwodu. Jeśłi ktoś deklaruje się na katolika a żyje w grzechu przed ślubem, to znaczy,że jest niewierzący i dla kogoś takiego nierozerwalność sakramentalnego związku małżeńskiego jest bez znaczenia, bo buduje zycie na seksie, a nie na stałym fundamencie (Jezusie Chrystusie).Gdy ktoś jest wierzący to słucha słów Chrystusa i wypełnia je w swoim życiu. Na potalach randkowych jest dużo katolików po rozwodach, bardzo dużo. Dlaczego? A no właśnie dlatego,że nie budowali swojego życia według zasad Ewangelii. To straszne, że tak jest...Ci co błądzą mogą się nawrócić w każdej chwili, nawet jeśli współzyli i żałują.
  • zdziwiona
    18.08.2011 13:21
    Dlaczego w tej odpowiedzi nie ma ani słowa o Bogu ani o tym, co na ten temat mówi Pismo Święte?
  • gucio prawda
    23.09.2011 04:52
    To prawda, że małżeństwo powinno być zbudowane na wzajemnym zaufaniu i szacunku, ale, doprawdy, jeśli dwoje ludzi współżyje ze sobą (zaznaczam: ze sobą, z nikim innym) przed ślubem, to są sobie dokładnie tak samo bliscy, jak byliby po ślubie. Czy, by zbudować wzajemne zaufanie, zakochani potrzebują stanąć przed ołtarzem, przysiąc sobie wierność przed księdzem? Nie. Kiedy mój narzeczony przyrzeka mi wierność teraz, przed ślubem, to wierzę mu, bo go kocham i mu ufam. Sakrament niczego by nie zmienił. Po ślubie nie będę bardziej jego, niż jestem teraz. Ani on nie będzie bardziej mój.
    Co do "człowieczka" jest dokładnie tak samo. Gdyby pojawiło się dziecko, obdarzylibyśmy je taką samą miłością, jak jako małżonkowie, bo kochamy siebie nawzajem, a ono pochodziłoby z naszej miłości. Nie z popędów, bo to nie o to chodzi w STAŁYM związku. Popędy mogłabym hamować, ale kocham się z narzeczonym, by być z nim tak blisko, jak z nikim innym. To tylko zachęca nas do ślubu. Myślę, że gdyby nie bliskość, związana ściśle ze współżyciem, nie zależałoby nam na tym, by przypieczętować nasz związek sakramentem.
    Ze ślubem czekamy nie dlatego, że nie jesteśmy na niego gotowi. Gdyby w naszej kulturze ślub nie wiązał się z organizowaniem wesela, grajkami, hektolitrami wódki i spraszaniem całej rodziny (bo przecież wujka Henia trzeba zaprosić, bo inaczej obrazi się on, a wraz z nim i ciotka Jadźka), to pewnie już mielibyśmy go za sobą. Jesteśmy zbyt młodzi, by dać radę to wszystko zorganizować. Dlatego czekamy. Sądzę, że wiele jest takich par i jestem naprawdę ciekawa, jak przedstawiałoby się porównanie ilości rozwodów takich par w porównaniu z ilością rozwodów par, które żyły w czystości do ślubu. Bo czy przedmałżeńska czystość gwarantuje nam szczęście i dozgonną miłość po ślubie?
  • kropka
    22.10.2011 11:49
    Myślę, że prawo Kościoła o "zakazanym seksie" powinno się interpretować troszkę inaczej, niż jest to obecnie przekazywane. W obecnym czasie Kościół nie ma takiego respektu jak chociażby kilkadziesiąt lat temu.
    A skoro ludzie się zmienili, to Kościół też powinien.
    według mnie, seks nie jet "zarezerwowany" dla małżeństw, tylko dla osób, które wiedzą, że są ze sobą szczęśliwe i chcą wspólnie budować przyszłość.
    Jeśli ktoś takiej pewności nie ma, to bez sensu narażać siebie i dziecko na życie w niepełnej rodzinie. Nie mówiąc już o tym, że samotnej matce ciężko znaleźć osobę, z którą mogłaby zbudować dom - brak czasu na poznawanie nowych osób związany z zajmowaniem się dzieckiem + fakt, że mężczyznom na ogół ciężko zaakceptować nie ich dziecko.
    Poza tym, niestety coraz częściej bardzo młodzi ludzie (ok 16 lat) zaczynają uprawiać seks. To chyba oczywiste, że nie mają oni takiej świadomości, doświadczenia i zabezpieczenia finansowego, żeby móc założyć prawdziwą rodzinę.

    CO do "docierania się" wcale nie jest powiedziane, że seks po ślubie niewiele zmieni, więc bez seksu czy z nim, między dwojgiem ludzi ciągle będzie tak samo.
    Uważam, że seks jest jedną z istotniejszych spraw - w końcu tylko z jedną osobą zbliżasz się aż tak bardzo. I w ten sposób (jak już wcześniej koleżanka napisała) ludzie poznają się bardzo dobrze (aż się ciśnie, żeby napisać dogłębnie), przez co ich więź jest jeszcze mocniejsza. Jeżeli ludzie podejmują współżycie bo pragną tego ich dusze, a nie narządy rozrodcze, to co jest z tym złego?

    Mówiąc prościej - chrońmy sami siebie przed zranieniem i nie rańmy innych (dziewczyny, chłopaka, dziecka, które może się począć).
  • Ja
    16.11.2011 11:07
    CO jak co ale ksiądz dla mnie nie ma autorytetu żeby uczyć mnie o miłości , bo co to za nauczyciel, który nie odbył praktyki?? To jak by ktoś kto nigdy nie jeździł samochodem uczył na prawo jazdy :/
    • drambui
      03.02.2012 09:17
      Gadasz głupstwa. Księża są ludźmi, jak my wszyscy. Są wśród nich mądrzy i mniej doświadczeni, wyrozumiali i zarozumiali. Są tacy, których droga do powołania była prościutka, od chłopaczka ministranta poprzez seminarium do święceń, są i tacy, co mają za sobą krętą drogę życiową, małżeństwo, wdowieństwo, czy jakiś inny związek, zanim wstąpili na drogę kapłaństwa. Ksiądz wie nie tylko to, czego go nauczono w seminarium. Gdyby tak było, i do tego jedyna droga na kapłana wiodłaby prosto od chłopaczka ministranta, to źle by się działo w Kościele, Kapłanom zabrakło by doświadczenia, Kościół szybko by sie zdegenerował, jak dynastie faraonów, bez dopływu "świeżej krwi" w postaci osobistych doświadczeń księży. Zauważ, że księża tworzą pewnego rodzaju wspólnotę, spotykają się i niejako "tworzą" swój pasterski kanon wiedzy o wiernych. Oprócz tego oficjalnego, uwzględniającego wieki doświadczeń kapłanów, który jest z natury rzeczy dość konserwatywny, dochodzi wiedza i doświadczenie wynikające ze spowiedzi i zwykłych przyjaźni kapłanów z wiernymi.
      Tak więc po prostu nie wiesz co mówisz, nie trzeba być mistrzem kierownicy, żeby dobrze nauczyć kogoś prowadzić samochód, trzeba być tylko dobrym nauczycielem i posiadać wiedzę.
  • Piotr
    02.02.2012 17:01
    Kiedy sie poznaliśmy z moją obecną narzeczoną, ona była panną, ja porzuconym mężem w trakcie sprawy rozwodowej. Ona samotna, ja samotny. Święta, ona samotna, ja po wykradzionym czasie z dzieckiem, wbrew woli jego matki, zatęskniliśmy do siebie i resztę wigilii spędiliśmy razem. Pokochaliśmy się, staliśmy się sobie potrzebni. Wkrótce "przyszedł" seks, u dorosłych, dojrzałych ludzi, to nie jest coś dziwnego. Ja jako rozwodnik nie mogłem iść do komunii, ona ze względu na jakieś swoje problemy też nie chodziła, a ja w moim stanie raczej nie byłem stosownym "autorytetem" do nawracania jej. O ślubie z mojej strony trudno było mówić, w trakcie przewlekłej sprawy rozwodowej po prostu zaszkodziłoby to moim mozliwościom spotkań z dzieckiem. Po zakończeniu trwającej 4 lata sprawie rozwodowej wreszcie powiedzieliśmy sobie, że chcemy się pobrać. Własciwie, to już się jej oświadczyłem dobre pół roku przed uprawomocnieniem sie wyroku rozwodowego, kiedy juz było wiadomo, jaki ten wyrok będzie, ale szło tylko o szczegóły i o to, by moje dziecko uzyskało pełnoletniość. Po rozwodzie, pełen obaw, poznałem moje dziecko z moją narzeczoną. Niepotrzebnie się obawiałem, moje dziecko, jakkolwiek kocha swoją matkę, pomimo, iż ta mu de facto rozbiła rodzinę, od razu polubiło moją narzeczoną.
    Ponieważ z pierwszą żoną - rozwodnicą, nie miałem ślubu kościelnego, nic nie stoi na przeszkodzie, żebyśmy teraz mieli ten prawdziwy ślub- sakrament przed Bogiem. Poszliśmy do spowiedzi, ksiądz dał nam rozgrzeszenie, ale uwarunkował - do ślubu nic...
    Mieszkamy ze sobą, kochamy się i śpimy ze sobą od lat 3, jesteśmy dojrzałymi ludźmi, nasz wspaniały kościelny ślub ju za 3 miesiące, planujemy dziecko, albo dwójkę, ja pozostawałem w niesakramentalnym związku z inna kobietą 17 lat... trudno jest tak spać w jednym łóżku, żeby do niczego nie doszło. Udało nam się przez jeden miesiąc. Wspólna kolacyjka, dwie lampki wina, lekki dotyk, potem przytulenie i ... zwierzak zwyciężył. W naszym wypadku nie ma mowy o próbowaniu się, po 3 latach bycia razem doskonale się znamy i chcemy być razem na zawsze.
    Pozostaje nam znów iść do spowiedzi, pokajać się, poprosić o rozgrzeszenie. Chcielibyśmy być w zgodzie z Panem Bogiem, z Kościołem, z sumieniem, z moralnością. Nikomu krzywdy nie robimy, jednak to, że współżyjemy bez ślubu jest grzechem. Czy śmiertelnym? Czy dostaniemy rozgrzeszenie?
  • Kiki
    14.04.2012 00:43
    Jestem osobą wierzącą podobnie z resztą jak mój narzeczony. Jesteśmy parą od 14 miesięcy i do tej pory żyjemy we wstrzemięźliwości.
    Jest to nasza wspólna decyzja, ale istnieje we mnie obawa przed tym, że okażemy się "nie dopasowani" po ślubie.
    Niestety to nie są żadne wygłupy to "nie dopasowanie" to są biologiczne uwarunkowania, niezależne od człowieka, czasem budowa ciała, czasem cechy osobnicze.
    Nie chciałabym zawieść Boga, ale z drugiej strony czy On na pewno potępia takie oto podejście..
    Sex narzeczonych blisko przed ślubem.. Wcześniej czystość, ale przed ślubem współżycie.
    Jakiem to będzie "cudzołożenie" skoro po ślubie będę już tylko z tym mężczyzną?
    A z biologicznego punktu widzenia będzie pewność, że wszystko jest OK, chociaż w miarę OK, potem się można docierać.
    Jak myślicie co Pan Bóg by o tym pomyślał? Tylko nie KSIĄDZ tylko Pan Bóg..
    Jestem ciekawa Waszych opinii
  • Wjtwat
    14.08.2012 17:50
    Mnie żadna nie chce. I chcieć raczej nie będzie.

    Ja kiedyś w liceum uczony byłem na lekcjach Religii że istnieję miłość, trzeba zachować czystość do ślubu że po takim ślubie będzie pięknie.

    Niestety, zawsze byłem niechciany przez kobiety. Po opuszczeniu liceum, na studiach myślałem nad poznaniem jakieś dziewczyny. Moje nadzieję zostały rozwiane natychmiast. Okazało się że kobiety w dalszym ciągu mnie nie chcą, brzydzą się mnie, NIENAWIDZĄ mnie. Mało tego, szybko okazało się że chcą facetów łajdaków, cwaniaków, tych którzy plują na religię i Kościół. Iluzję zostały mi szybko wymazane przez brutalną rzeczywistość. Jak się zainteresowałem jakąś dziewczyną to reakcja była gorsza niż chciałbym zgwałcić. Moim zdaniem winna jest temu moja nieatrakcyjność i tyle. Nie ma czegoś takiego jak "miłość" takie słowo nie ma zastosowania w odniesieniu do relacji seksualnych. Seks zawsze jest bez miłości. Ja w miłość już nie wierzę. Po co komu czystość skoro miłość nie istnieje. Jest tylko zaspokojenie potrzeb seksualnych i tyle. Zaś dobór partnera jest niemal mechaniczną operacją w którym kobieta podświadomie uwzględnia kryteria jakim kierują się samice zwierząt stadnych, czyli dominacja w grupie itd. Tu nie ma miejsca na miłość! Jak mężczyzna przestaję być tym dominującym nad innymi samcami co kobieta widzi w podświadomości, to tego mężczyznę kobieta porzuca, ponieważ jest już on nieatrakcyjny. Związek się kończy na utracie atrakcyjności przez jednego z partnerów. Nie wiem gdzie tu widzicie miejsce na "miłość". Ja nienawidzę kobiet i istniejącego porządku naturalnego na świecie. Moja nienawiść jest wielka. Ze swojej nienawiści jestem dumny. Mam inne zainteresowania, jak np. wojna - najwspanialsza rzecz stworzona przez człowieka. Nad kobietami nie mam litości. Przed matką uciekałem z domu bo biła mnie kablem prawie do nieprzytomności, zaś później kobiety kontynuowały dzieło niszczenia mnie. Kobiety chciały mnie zniszczyć, ale im się nie udało.
    • Paulina
      09.11.2012 17:11
      Nie wierzę w to, że można być zbyt nieatrakcyjnym... Założę się, że jesteś przeciętny jak 90% mężczyzn. Problem raczej leży w Twoich relacjach z kobietami. Boisz się, nie lubisz ich. A kobiety chcą czuć się przy mężczyźnie piękne, interesujące, bezpieczne.
      Kobiety interesują się mężczyznami nie tylko ze względu na ich urodę. Mnie na przykład bardzo imponują mężczyźni zaradni, stanowczy, pewni siebie. Mój chłopak nie urzekł mnie urodą (nawet nie zwróciłam na niego uwagi!), ale sposobem bycia, siłą charakteru, czułym traktowaniem.
  • Edyta
    18.08.2012 17:08
    Od ladnych lat mam chlopaka, decyzje o zyciu w czystosci podjelismy bedac jeszcze praktycznie dziecmi. Raz jest latwiej, raz trudniej, z mniejszymi i wiekszymi podknieciami i watpliwosciami slusznosci tej decyzji trwamy w tym stanie nadal.
    Jednak prawie wszystkie artykuly takie jak ten wcale nie utwierdzaja mnie w podjetej decyzji. Wrecz przeciwnie. Kreowana w nich negatywna wizja tego co sie stanie jak zaczniemy wspolzyc przed slubem wydaje mi sie wrecz smieszna (dramat zwiazany z poczeciem dziecka to cud narodzin i oboje kochalibysmy taka istote; w to, ze nagle przestaniemy sie znac raczej nie wierze, bo przez tyle lat zdazylismy poznac najmniejsze swoje wady, a akt seksualny nie bylby u nas zwierzecym odruchem skierowanym na chwilowa przyjemnosc, jak to tutaj jest przedstawiane).
    Dlaczego wiec dalej trwamy starajac sie zyc w czystosci? Bo wierzymy w moc sakramentu. Bo nie chcemy wypraszac Boga z naszej relacji, idac do lozka. Chcemy poczekac na jego blogoslawienstwo i wsparcie w tej sferze naszego zycia, a to uzyskamy przyzekajac sobie milosc przed otlarzem. Bog jest we wszystkim co robimy, oprocz grzechu - a seks teraz bylby grzechem. Nie chcemy robic tego bez Niego.
    Trzyma nas tylko i wylacznie ten argument, zadne straszenie o chlopakach nie bioracych odpowiedzialnosci, wykorzystujacych i zostawiajacych dziewczyny. Zadne porownywanie ciala do probowanej rzeczy, znam nas i nasza relacje i te argumenty wydaja mi sie wrecz smieszne.
    Nie wiem na ile uda nam sie wytrwac w czystosci, staramy sie, niestety oboje studiujemy i nie mamy warunkow, aby wziac slub w bliskiej przyszlosci.
    Chcialabym tylko zaapelowac do autorow tego i podobnych artykulow - byc moze lepiej wyjasnic istote sakramentu malzenstwa, a nie straszyc tym, co zlego moze przyniesc seks przed slubem, bo ten po slubie moze przyniesc dokladnie to samo. Tu nie chodzi o papierek, czlowiek nie zmienia sie w dniu slubu, to Bog wypelnia wtedy kazda sfere wspolnego zycia.
  • MalaMi
    24.08.2012 19:19
    Kiedys priorytetem bylo, aby dziewczyna byla dziewica, i w druga strone. Porownajcie sobie, ile rozwodow bylo kiedys, ile jest teraz! Jest to nie do uwierzenia.. Denerwuja mnie dziewczyny, ktore mowia ''nie kupuje kota w worku'' itd. Potem nie dziwota, ze zwiazek sie rozpada, zdrady, placz. Ja osobiscie jestem osoba wierzaca, ale nie tylko z tych powodow postanowilam zaczekac.. Nie zaprzecze, ze chcialabym by moj przyszly maz byl prawiczkiem, o co w tym ''cudownym'' XXI wieku ciezko... Pewnie mnie wysmiejecie, ale coz, mam swoj rozum i bede sie nim kierowac, nie mam zamiaru podazac za moda XXI wieku. :)
  • Magda
    19.09.2012 11:42
    Chcę potwierdzić to wszystko, co jest w artykule. W naszym przypadku to się sprawdziło. Byliśmy razem przed ślubem aż 9 lat, ale udało nam się wytrwać w czystości do ślubu. Opłacało się. Odkrywanie własnej seksualności po ślubie jest czymś pięknym, cudownym, nie ma poczucia grzechu, wiemy, że ślubowaliśmy sobie miłość aż do śmierci i dlatego możemy się sobie oddać w poczuciu bezpieczeństwa, autentycznej radości i pełni. Ja wiem, że to jest mój mąż, więc mogę w pełni, bez lęku powierzyć mu siebie i swoje ciało. Nie żałujemy, że dochowaliśmy czystości. Przez to, że nie współżyliśmy przed ślubem staliśmy się dużo bardziej odpowiedzialnymi osobami, rozwinęliśmy się intelektualnie, uczuciowo, potrafimy lepiej panować nad sobą - nie byłoby tego, gdybyśmy skupili się na seksualności przed ślubem. Dopiero po czasie widać, jakie są ogromne zalety czystości.
  • dagi
    31.05.2013 04:11
    Witam was. Pisze powodu ślubu. Z moim partnerem miałam tyle już przeróżnych sytuacji ze nawet b sie jakiejkolwiek opini. A nasza znajomosc zaczela soe bardzo nirdpofxiewanie i przerastała wszystkich. My bylismy jak dwa wariaty dop\oki nie wprowadzilismy sie do jednego z mieszkan wolnuch jego ojca. Od tego momenty zaczely sie kontrole, klotnie, wieczne wtracanie w nasze prywatne zycie, ocvhodziłam mak czesto bo juz sama nie miałam sił. Mój partner był pod komando tatusia a ja 30 km od domu rodzinnego czułam sie tam źle. Przez kilka miesieczy sdami od poczatku bylismy parą idealna, dwa takie same wariaty, te same myśli, pomysły. Od momentu przeprowadzki z jednego z taty mieszkan były wiecznie kłotnie, ja byłam w ciezy, i przez to wszystko i kilka dzienną ingerenscje ze strony jego rodziny odeszłam w 6 miediacu ciazy, Ojeciec mojego dziecka zmienił sie nie do poznanie, non stop imprezował, znajomi, kolezanki, wiem cze zdradzał i robił co mu sie podobało. Nie mielismy kontaktu ponad dombre 3e miesiace, nie inetersowało go nie, nawet własne dziecko. Nie chciał jej widziec nawet.Po dwóch tygodnie od jej narodzin I nagle coś mu sie odmieniło, przepraszał ja wróciłam i nie miałam swiadomosci tego ze dalej prowadził sowje beztroskie zycie. Zdrady, kłamstwa, ciagłe moje wyprowadzki aż doszło do tego ze odeszłam na stałe i znowu po 3 miesiacach mu sie nawrociło. Kocham mnie nad zycie, nasza corke i postanowilismy wziasc slub. Tylko ja sie juz taj boje, ja tak bardzo nie ufam, ze cztm blizej tym bardziej sie boje. boje sie mu ze znowu mu cos odbije, bedzie latał, bedzie robił wszystko tak jak on chce. Tyle razy mnie skrzywdzil i ja sie boje tego ze ta jego zmiana jest znowu na chwile ale z drguiej strony mam juz dosc kobirta na rozkazy. i wszeszydkiego sir bojr
  • edzia
    27.07.2013 23:38
    Miłość nie jest grzechem. Jesli chcą partnerzy poznać sie w łóżku przed ślubem, to lepiej tak się dopasować, niż po ślubie brać rozwód z powodu niedopasowania w łóżku, bo takie rozwody zdarzaja się. Bywa, że po ślubie okazuje się, że ukochana nie chce tak robic seksu jak pragnie mężczyzna, a seks jest ważnym elementem związku. Kościół jest konsekwentny, ale tak naprawdę dziewictwo nie jest najważniejsze, ważniejsze żeby tak poznac sie przed ślubem, żeby wspólnie przeżyc życie ,a urodzenie zdrowego dziecka i wychowanie na dobrego człowieka jest ważniejsze niz dziewictwo przed slubem. Można tak uprawiać seks, aby nie naruszyć błony dziewiczej. Arabskie kobiety nie pozwalają na seks z penetracja pochwy, bo to jest dla męża. Chroni to kobiety przed chorobami wenerycznymi. Jest seks oralny

    Od autora tekstu

    Seks jest oczywiście w małżeństwie ważny. Ale równie ważna jest umiejętność zachowania wstrzemięźliwości. Zdarzają się choroby, słabości, nie mówiąc już o jakimś trwałym powodzie, dla którego trzeba porzucić współżycie płciowe. I co wtedy? Skoro seks jest tak ważny, to należy zmienić partnera?

    Nie mówiąc już o tym, że tzw dopasowanie to bajki. Z biegiem lat temperamenty małżonków się zmieniają. Niekoniecznie w tym samym kierunku. Zapewne upodobania też. Zwłaszcza gdy któreś z nich - lub oboje - zaczną korzystać z pornografii. I znów to samo pytanie...
Dyskusja zakończona.

Komentarze do materiału/ów:

Pytania z dnia...

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12